Historyczny portret stolicy Śląska, miasta, które wielokrotnie zmieniało swoje powiązania polityczne i kulturowe i które zawiera w sobie esencję rozmaitych doświadczeń kształtujących Europę Środkową: bogatą mieszankę narodowości i kultur, niemiecki Drang nach Osten i powrót Słowian, znaczącą rolę Żydów, burzliwe losy władców imperialnych, a wreszcie złowieszczą obecność zarówno hitlerowców, jak i stalinowców. Słowem, miasta - mikrokosmosu Środkowej Europy.
Ta książka, która dotyczy w większej mierze europejskiej historii regionalnej niż polskich dziejów narodowych, stawia sobie za cel przezwyciężenie historiograficznej rywalizacji, która doprowadziła do powstania dwóch konkurencyjnych wizji: "niemieckiego miasta Breslau" i "polskiego Wrocławia".
Recenzja-Rzeczpospolita - Mikrokosmos otwiera makrokosmos
Andrzej
Mencwel
Więcej o recenzencie
Nie wątpię, że Norman Davies pisząc wraz ze swoim asystentem Rogerem Moorhouse'em dzieje Wrocławia, chciał napisać historię świata. Właściwie każdy autor dziejów lokalnych, jeśli tylko należycie pojmuje swoje zadanie, staje przed tym wyzwaniem.
Musi w ten lub inny sposób wykazać związek swojego zaścianka z dziejami powszechnymi, a jeśli nie poświadczą tego fakty, uprawomocnią legendy. Jak w legendach etnogenetycznych, w których Polacy wywodzą się od Sarmatów, Macedończycy od Aleksandra Wielkiego, a Litwini od rzymskiego Palemona. Legendy takie jednak są dzisiaj raczej przedmiotem badań niż wierzeń, zaś Norman Davies, autor monumentalnych "Dziejów Europy", jest przecież krytycznym historykiem uniwersalnym, a nie etnicznym mitotwórcą lokalnym. Sprawiało mi jednak pewną przyjemność podczas lektury "Mikrokosmosu" wydobywanie z gęstej tkanki, wielokrotnie zapewne przez sztab współpracowników i samego autora weryfikowanych wiadomości, takich, które jeśli nie są legendowe w potocznym sensie tego słowa, to na pewno mają sens mitotwórczy. "Celtycki ślad" w pradziejach Śląska, zapewnia nas autor, który jest Walijczykiem (więc genealogicznie Celtem), "nie ulega wątpliwości". I nie ulega - czego materialnym świadectwem kamienne posągi na górze Ślęża. Aspiracje "Wyspowego grodu", aby stać się "mikrokosmosem" historii powszechnej, nie mogą więc być kwestionowane. Ponieważ legitymizuje je ten czas, w którym Juliusz Cezar napisał najsłynniejsze zdanie prozy historycznej: Gallia est omnis divisa in partes tres.
Zegar mechaniczny na wieży ratuszowej
To jednak dopiero początki. Biskupstwo wrocławskie zostało ustanowione w następstwie słynnego zjazdu gnieźnieńskiego, którego jubileusz dostojnie obeszliśmy, a wraz z tym aktem rozpoczęły się pisane, więc właściwe dzieje miasta. Na moją wyobraźnię jednak dużo bardziej niż gotyckie fabuły rodu Piastów śląskich, które namiętnie opowiadają autorzy, działa wiadomość o średniowiecznej mapie świata (około roku 1440), jaką dołączono do sławnej ówczesnej encyklopedii Wincentego z Beauvais. Mapa ta miała powstać w wyniku misji dyplomatycznej Carpiniego do Mongołów, która w latach czterdziestych XII wieku rozpoczęła pracę we Wrocławiu. Norman Davies bagatelizuje znaczenie bitwy pod Legnicą (1241), pozbawia więc nas "cudu nad Kaczawą", w którym po raz pierwszy okazaliśmy się europejskim "przedmurzem", ale daje nam w zamian "mapę Winlandii", na której w Europie dwa tylko miasta zaznaczono: Roma i Breslauia. Trudno lepiej! - trzeba orzec - a konstatacji tej powinni dokonać też ci, co decydują o miejscu przyszłej wystawy światowej.
W mieście tym również, zwanym wówczas, jak chcą autorzy "Mikrokosmosu", Wotizla, kształcił się urodzony pod Legnicą Witelon, od którego rozpoczynają się dzieje filozofii w Polsce (patrz "700 lat myśli polskiej", tom I), a gdyby nie on, dzieło to musiałoby być o 150 lat krótsze, następny bowiem notowany polski myśliciel pojawia się dopiero pod koniec XIV wieku. Prawie dwuwiekowy rozdział czeski w swoich dziejach Wrocław (wówczas Wretslaw) przeszedł, mimo wojen husyckich, zasadniczo szczęśliwie, i to tu, na wieży ratuszowej, już w roku 1367 założono zegar mechaniczny. Historycy cywilizacji czy też kultury, jak na przykład uważnie przez nas czytany Jacques le Goff, z wynalazkiem tym wiążą stopniową zmianę średniowiecznego doświadczenia czasu - z sakralnego na świecki, z kolistego na linearny, skąd, oczywiście, wyrasta stopniowo progresywna, czyli postępowa koncepcja nowoczesności w Europie. Czeski więc Wretslaw byłby matecznikiem progresu w tej części Europy. Wszczęte też wówczas (1505) zabiegi o powołanie uniwersytetu powodzeniem zostały uwieńczone, niestety, dużo później (1811). Ale to nie monarcha, biskup czy feudałowie je inicjowali, lecz rajcy miejscy...
(6 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji