Uświadomiłem sobie, że podróżuję po Europie po to, aby z długich i dramatycznych dziejów ludzkich wydobyć ślady, znaki utraconej wspólnoty. Dlatego romańska kolumna z Tyńca koło Krakowa, tympanon z kościoła św. Petroneli koło Wiednia i płaskorzeźby w katedrze św. Trofima w Arles były dla mnie zawsze nie tylko źródłem przeżyć estetycznych, ale uświadomieniem sobie, że istnieje ojczyzna szersza niż ojczyzna swojego kraju. Wczesnym rankiem wchodzę na pokład górny naszego statku. Na deskach poplamionych dziegciem nieruchome ciała młodzieńców i dziewcząt, jakby jakaś uczta weselna skończyła się rzezią. Jestem tu niejako sam pośród sennych oddechów. Chcę zobaczyć, jak Kreta wyłania się z morza. [...]
Herberta czyta się z przyjemnością.
(2009-10-02)
montgomerry
Więcej o recenzencie
Herberta czytałam w szkole średniej, czyli ładnych parę lat temu. Były to jedynie wiersze. Pamiętam „Pana Cogito”, który analizowany był we wszystkie dostępne strony na lekcji języka polskiego. Dlatego też tak długo zajął mi powrót do Herberta. Zawdzięczam to zresztą ADZE, za co dziękuję. „Mistrz z Delft” to zbiór inedit, które były odnalezione w archiwum Herberta i opublikowane za łamach kwartalnika „Zeszyty Literackie”. Prezentowane teksty zostały skonfrontowane z rękopisami i maszynopisami Herberta, które od 2006 roku znajdują się w Zbiorach Rękopisów Biblioteki Narodowej w Warszawie. Są to utwory z lat 1952-1998.
Jest to plon olbrzymich wysiłków, ciągłego samokształcenia, podróży, lektur,
doświadczeń życiowych, zarówno natury osobistej, jak i społecznej, politycznej,
historycznej. Dzieło w toku, szczegółowo planowane, u którego początków stała
wielka wizja, a które następnie rozkładane były na etapy - lata pracy[1].
W książce zamieszczono szkice, wiersze, małą prozę, autokomentarze, audycję radiową, wspomnienia. Na końcu książki znajdują się objaśnienia obcych zwrotów i komentarze wydawcy. Herbert dużo podróżował.
Bardzo wcześnie, bo prawie na początku mojej pracy pisarskiej, doszedłem do
przekonania, że muszę zdobyć jakiś przedmiot poza literaturą. Pisanie jako
ćwiczenie stylistyczne wydawało mi się jałowe. Poezja jako sztuka słowa
doprowadzała mnie do ziewania. Zrozumiałem także, że nie mogę długo żywić się
wierszami innych. Musiałem wyjść poza siebie i poza literaturę, rozglądnąć się
po świecie, by zdobyć inne sfery rzeczywistości[2].
Osobiście zainteresowana byłam szkicami na temat holenderskich malarzy w części „Mali Mistrzowie”. Herbert barwnie pisze o takich malarzach jak: De stomme van Kamen (1585-1634), Willem Duyster (1599-1635), Vermeer (poświecił mu wiele lat studiów)czy architekcie Pieter Saenredam (1597-1665).
Herberta czyta się z przyjemnością. Na pewno nie jest to ostatni zbór jego dzieł po jakie sięgnęłam.
[1] Z. Herbert, Mistrz z Delf i inne utwory odnalezione, opracowała B.Toruńczuk, Zeszyty Literackie, Warszawa 2008, s.206.
[2] Tamże, s. 141.
(6 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji