Robert Górski złożył mi wizytę. Powitałam go z podwójną, a nawet potrójną przyjemnością, bo nie tylko żywiłam do niego prywatną sympatię, nie tylko od razu zyskałam nadzieję na jakieś tajemnice śledcze, ale przy okazji oderwał mnie od ciężkiej pracy, która wychodziła mi już nosem, uszami i czubkiem głowy. Musiałam zrobić porządek w szufladach z papierami, ponieważ zginęła gdzieś polisa ubezpieczeniowa, na której znajdował się numer telefonu, do czegoś tam niezbędny i już nawet zdążyłam zapomnieć do czego. Pretekst, żeby porzucić to okropne zajęcie, zachwycił mnie niezmiernie. Tajemnicę śledczą podinspektor Górski zwierzył mi niezwłocznie
I tylko Lesiów, Lesiów żal...
(2005-06-12)
Fuine
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Pani Joanno, kocham Panią. Może nie równie głęboko, jak Pani naszą Policję ani tak namiętnie, jak Lesio piękną Barbarę, ale szczerze na pewno. Od lat przednastoletnich niemalże, gdy rozkochała mnie Pani na umór w Chabrze i Chabrowiczach, przez niezrównoważoną młodość kwitowaną głupawką z Tereską i Okrętką, po dzień dzisiejszy zapewnia mi Pani rozrywkę, z jaką niewiele innych równać się może. Bywa raz lepiej, raz trochę gorzej (rym-cym-cym), ale ponieważ wiernie trwam przy Pani, a Pani – aczkolwiek papierowo – przy mnie, niniejszym pozwolę sobie wyartykułować taką oto prośbę. Proszę wskrzesić Lesia, pani Joanno! "Powrót Lesia", czy to nie byłoby piękne?! Wstawić Lesia w tę naszą politycznie, technicznie zwichrowaną rzeczywistość... Wstawić Lesia nawet w "Mnie zabić", mądrzej nie będzie, ale weselej na pewno... Wyobraźmy sobie: Lesio na parkingu, twarzą w twarz z mordercą, metr od ciała ukrytego w samochodzie. Pierś wzbierająca wzruszeniem Nowego W Pełni Unijnego Europejczyka. W sercu misja wykazania rycerskich cnót Narodu Polskiego. Jak? Pomóżmy nieznajomemu wyładować walizki z bagażnika! O tak, Lesio by potrafił. Ale przecież narzekać nie mogę, bo "Mnie zabić" spodobało mi się o wiele bardziej niż na przykład "Babski motyw". Śmieszne jest i tyle, i wiem, co mówię, bo jedynie niezapomniane sceny z "Wszystko czerwone" (i "Lesia" rzecz jasna) potrafiły wyrwać ze mnie równie radosny, co nieoczekiwany rechot, jak przeliterowanie Krakowa za pomocą Sherlocka Holmesa, wał futrzany i jeszcze parę podobnych scen. Trup – a jakże, przecież to kryminał – ściele się w tej najnowszej książce też ciekawie. To jest na mur beton, to go nie ma (w sensie ewidencyjnym, no bo jak to trup bez nazwiska?!), denatka okazuje się żywa aż do przesady, policja uprzejma jak zwykle, a pomiędzy tym wszystkim krąży sobie Pani Joanna od Brukseli po Warszawę i wprowadza zamęt. Nawet nieźle to Pani też wychodzi, składam ukłon. Jak na jedyną osobę mogącą rozpoznać zabójcę po gębie, wymyka się Pani pułapkom bez pudła, mota tropy i wybiera bursztyn w Piaskach. Cała Pani! I może w "Mnie zabić" nieco brak polotu, tej jedynego w swoim rodzaju absurdu życia codziennego, jaki mogłam znaleźć w Pani ukochanej "klasyce", ale wielkiego rozczarowania tą książką nie przeżyłam. Ubaw też był. Za co niniejszym dziękuję i o więcej proszę.
(8 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji