-
-
-
-
Elephant
- The White Stripes
-
cena:
57,49
zł
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Modern Guilt
Średnia ocena z 2 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Beck
- Firma fonograficzna:
-
XL Recordings
, 2008
- Nr katalogowy:
- XLCD369-2
- Sprawdź inne tytuły:
-
Beck
Całkowicie premierowy materiał od The Information z 2006 roku! Eklektyczny kolaż psycho-rocka, folku, minimalistycznej elektroniki i pełnej rozmachu orkiestracji. Czołowy rockowy postmodernista wespół z Danger Mouse (producentem Gnarls Barkley, współproducentem krążka) serwuje fanom magiczną podróż do końca lat 60. - czasów świetności psychodelicznego rocka i globalnej dominacji The Beatles, przy czym aluzje czynione w stronę współczesnych rozwiązań stosowanych przez My Bloody Valentine, Caribou, Briana Wilsona czy Menomeny są niezwykle czytelne i świetnie oddają zagęszczoną oniryczność tego materiału. Mamy też w główny, postpsychodeliczny wątek wplecione elementy jazzu (Replica), dance'owe rytmy spod znaku Timbalanda (Youthless) czy bezczelnie odwołania się przeszłośc Becka z czasów Odelay, jak chociażby w Soul Of A Man. Przekrój społecznych obserwacji, artystycznych retrospekcji, które znajdziemy w tekstach pełnych ciekawych gierek słownych i poruszającego serce humoru znakomicie dopełnia całości.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Orphans |
|
| 2. Gamma Ray |
|
| 3. Chemtrails |
|
| 4. Modern Guilt |
|
| 5. Youthless |
|
| 6. Walls |
|
| 7. Replica |
|
| 8. Soul Of A Man |
|
| 9. Profanity Prayers |
|
| 10. Volcano |
|
- Modern Guilt
- Wykonawca:
-
Beck
Beck is back
(29/2008 )
Bartek
Winczewski
"Przekrój"
Więcej o recenzencie
Są w dyskografii Becka Hansena pozycje kipiące postmodernistycznym szaleństwem jak genialne „Odelay”, są skromne i kameralne jak zorientowana na folk „Sea Change”. Dla najnowszego albumu miejsca należy szukać gdzieś pomiędzy. Powściągliwością do Becka niepodobną zaskakują już miniaturowe rozmiary „Modern Guilt”, bo z materiałem tutaj zawartym naczelny scjentolog amerykańskiej alternatywy rozprawił się w niewiele ponad 30 minut. Znany z twórczości barwnej i raczej niepoważnej tym razem zabrzmiał wyjątkowo refleksyjnie, paletę muzycznych kolorów ograniczając do posępnej czerni surowego, staromodnego rocka. Z drugiej strony, za konsoletą, posadził Danger Mouse’a, producenta o niepohamowanej wyobraźni i cyrkowych umiejętnościach żonglerki estetyką retro. A tak charakterystycznego, że wszystko, co zrobił dla głównego bohatera tego albumu, równie dobrze mógł zachować na kolejną płytę swojej macierzystej formacji Gnarls Barkley. Tylko, czy wówczas mielibyśmy okazję napisać, że Beck wreszcie znalazł partnera idealnego i nagrał jedną z najlepszych rzeczy od lat?
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Tam przykręcę, tam odkręcą, tu wstawię, mam dużo sprzętu będzie fajna zabawa
(2008-07-09)
Radosław
Orzeł
Więcej o recenzencie
The Black Keys, Gnarls Barkley, Beck - to jedynie skrócona lista artystów, z którymi w 2008 r, współpracował Brian "Danger Mouse" Burton. Beck wypada w tej konfrontacji zdecydowanie najgorzej. Stwierdzam i gorąco protestuję przeciw wszędobylskiemu dyktatowi producentów! Piętno, które wywiera producent na ostateczny kształt nagrania, bywa niewiarygodne. Decydujące, przytłaczające którego by określenia nie użyć, będzie pasowało. Kiedy słuchasz "The Odd Couple" i zaraz po nim "Modern Guilt", prawda wyjdzie na jaw: podkłady, beaty, perkusje i ślady, nie da się pomylić, pochodzą od tej samej matki. A to przecież muzycy, to nie szczenięta z jednego miotu, ja nawet nie chcę żeby brzmieli podobnie! Gdzie rys indywidualizmu? Gdzie swoboda przestrzeni? Jest za to błyszczący Danger Mouse, znakomity specjalista, ale i dyktator-hegemon, który zapewne za przyzwoleniem wytwórni, maltretuje swoimi, zgrzewanymi z kompozytów, pomysłami kolejne ambicje. Nie upieram się przy tym, że jakoś kompletnie niszczy płyty, ale homogenizuje, wypłyca i banalizuje, już tak. Miało być o Becku jest o Danger Mouse. Wina leży całkowicie po stronie Becka. Bo pozwala się marginalizować. Bo nie zna swych słabych stron. Bo przekombinowuje. Bo wychodzi na polowania, bez nabitej strzelby. Bo buczy jak pijany organista. Bo chwieje nim jak starym koniem (ze stajni Danger Mouse'a), który nie może doczłapać się do linii mety. Po "The Information", druga, średnio udana płyta Becka z rzędu.
(1 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji