Pierwsza w historii zespołu wyczerpująca, dwupłytowa kolekcja Led Zeppelin, na którą utwory zostały pieczołowicie wyselekcjonowane i zremasterowane pod czujnym okiem członków zespołu - oni też odpowiadają za ich kolejność na tych dwóch krążkach. Standardowa wersja wydawnictwa.
Więcej niż rockowa lekcja historii...
(2007-11-21)
Jacek
Podlewski
Więcej o recenzencie
Wielcy, niedościgli, legendarni. Wyjątkowego, poczesnego miejsca, jakie zajmuje ten zespół w historii rocka od dawna nikt już nie kwestionuje. Ale na liście powodów, dla których warto posłuchać tej kompilacji, historyczne zasługi grupy zajmują jedno z ostatnich miejsc. Bo ich muzyka ma cechę właściwą arcydziełom - ponadczasowość. Mimo upływu prawie 40 lat od debiutu, kompozycje zespołu nie przestają porażać dynamiką, ekspresją i mocą i są wzorem idealnego, blues-rockowego grania. Zaś po wysłuchaniu zamieszczonych na "Mothership" zremasterowanych wersji można śmiało powiedzieć, że Ołowiany Sterowiec nigdy nie brzmiał lepiej. Jeśli chodzi o zawartość muzyczną krążków, to trudno mówić o jakimkolwiek zaskoczeniu - żadnych premierowych nagrań czy "znalezisk" - zamiast tego 24 kanoniczne kompozycje, dobrze znane miłośnikom formacji. Jest tu w zasadzie wszystko - psychodelia ("Dazed And Confused"), epicki rozmach ("Achilles Last Stand"), powiew Orientu ("Kashmir"), folk-rock ("Over The Hills..."), bluesowe improwizacje ("Good Times..."), no i rzecz jasna największy rockowy hymn wszech czasów, czyli "Stairway To Heaven". Nie zabrakło też rzecz jasna jednego z najbardziej rozpoznawalnych riffów w dziejach ostrego grania, czyli "Whole Lotta Love". Jest agresywnie ("Immigrant Song", "Black Dog", "Communication Breakdown"), jest też delikatnie ("Babe..."), nad całością góruje wyjątkowy głos Roberta Planta i gitarowy geniusz Jimmy'ego Page'a, którego pomysłowość po prostu oszałamia. Każdy riff wbija się w pamięć, każde solo płonie rockowym ogniem - moim typem chyba na zawsze już będzie "Since...", gdzie Page osiąga szczyty bluesowej maestrii. Grupa mistrzowsko łączy muzyczną tradycję z nowatorskimi jak na tamte czasy rozwiązaniami brzmieniowymi, w związku z mniej więcej chronologicznym układem utworów na krążkach słychać też ich muzyczną ewolucję - zwłaszcza ostatnie w zestawie "All My Love" ilustruje flirt zespołu z lżejszymi, klawiszowymi brzmieniami, odmiennymi od ostrego "łojenia" z początków kariery (osobiście nie przepadam za tą piosenką i umieściłbym zamiast niej znacznie ciekawszy utwór "Carouselambra", ale w końcu z wyborem samych mistrzów nie dyskutuje się...). Trochę się rozpędziłem w tych zachwytach, ale jak inaczej pisać o tak znakomitej antologii zespołu, bez którego muzyka XX wieku wyglądałaby inaczej (nawiasem mówiąc, ciężko by było wybrać z ich dorobku antologię, która nie byłaby znakomita)? Z początku nasuwało się wprawdzie pytanie - dla kogo ten album? Odpowiedź jest jednak prosta - dla każdego! Dla mało osłuchanych będzie to idealny początek przygody z muzyką grupy i z rockiem w ogóle - trudno o lepszą lekcję historii tego gatunku. Ale także miłośnicy LZ z przyjemnością posłuchają ulubionych hitów, brzmiących tu, jak już wspominałem, lepiej niż kiedykolwiek. Aż się prosi choćby o naparstek, jeśli nie łyżkę dziegciu... więc proszę bardzo - brakuje "The Rover", "Gallows Pole", "Moby Dicka" i jeszcze "kilku klasyków"... cóż, nie można mieć wszystkiego.
(1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji