Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Muniek [Digipack]
Średnia ocena z 7 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Muniek
- Firma fonograficzna:
-
Sony Music
, Marzec 2010
- Nr katalogowy:
- 88697595902
- Sprawdź inne tytuły:
-
Muniek
Projekt nazywa się Muniek i płyta też "Muniek" - jakżeby inaczej? Bo Staszczyk nie wymyślił się na tę okazję od nowa, nie stroi się w cudze fatałaszki, nie udaje. Jest dokładnie taki, jakim znamy go z T.Love, tylko być może bardziej dojrzały. Mniej cyniczny, z większą wyrozumiałością traktujący bohaterów swoich, jak zwykle do bólu życiowych, tekstów. Usłyszymy więc o samotności w tłumie wielkiego miasta ("Tina"), seksualnych podbojach podtatusiałych królów parkietu ("Stary Boy"), dramatach rodzinnych o kryminalnym drugim dnie ("Kain i Abel"). Warto też zwrócić uwagę na numer "Święty" będący autobiograficzną podróżą na PRLoswskie podwórko Muńka w rodzinnej Częstochowie , oraz na dwie piosenki, w których dzieli on mikrofon ze wspaniałymi wokalistkami: Korą ("Njutella Marcella") i Anną Marią Jopek ("Dzieje grzechu").
Bo Muniek solo to nie znaczy, że Muniek sam. I nie tylko o znakomitych gości tu chodzi. Drugim filarem projektu jest bowiem gitarzysta, kompozytor i producent Jan Benedek, doskonale znany wszystkim fanom T.Love (grał w zespole na początku lat 90., to spod jego palców wyszły takie numery jak "Warszawa", "King" czy "Dzikość serca"). Zespół uzupełniają: perkusista Ułan (na koncertach wymiennie z Budzikiem, grającym na bębnach technicznym T.Love), basista Jacek Szafraniec i klawiszowiec Michał Marecki.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Tina |
|
| 2. Georgie Brown |
|
| 3. Stary boy |
|
| 4. Kain i Abel |
|
| 5. Ring Dong |
|
| 6. Gan |
|
| 7. Hot Hot Hot |
|
| 8. Njutella Marcella |
|
| 9. Dzieje grzechu |
|
| 10. Święty |
|
- Muniek [Digipack]
- Wykonawca:
-
Muniek
Ot gra sobie i tyle...
(2010-07-07)
Tommy
Więcej o recenzencie
Chyba nikt nie liczył na to, że Muniek wzniesie się ponad poziom najlepszych czasów T. Love ale jednego można było oczekiwać - tego specyficznego luzu jaki towarzyszy zawsze jego zachowaniom. Na tej płycie luzackie podejście jest wszechobecne. Muniek czasami wręcz z nim przesadza - jak w otwierającym album przeboju Tina. Tina bowiem ma głupkowaty tekst, a muzycznie niestety też nie porywa, podobnie jak tandetny i kojarzący mi się z Polish boyfriend Stary boy, którego zwyczajnie nie da się słuchać. Te dwa kiepskie kawałki rozdziela całkiem niezły Georgie Brown z drapieżną gitarową jazdą. Kain i Abel to z kolei dość spokojny, melodyjny utwór i tym razem nawet tekst jest bardziej strawny. O tym, że solowa płyta Muńka jest wybitnie niespójna najlepiej chyba świadczy zestawienie kolejnych utworów - Ring dong, Gan i Hot hot hot. Pierwszy równie dobrze mógłby zostać nagrany ładnych kilkanaście lat temu przez Szwagierkolaskę. Drugi to już prawie country z pochwałą amerykańskiej swobody posiadania broni palnej a w trzecim masz wrażenie, że The Clash wyszło na scenę z Muńkiem zamiast Strummera! Moim zdaniem to najlepszy kawałek na płycie - jest skoczny, melodyjny, jest "clashowy" i słychać, że Muniek w takich klimatach czuje się najlepiej. Njutella Marcela z gościnnym udziałem Kory powinien przypaść do gustu fanom The Stranglers. Dosyć ciekawie brzmi przedostatni utwór na płycie - Dzieje grzechu. Duet z Anną Jopek o dziwo wyszedł całkiem przyjemnie dla uszu. Na koniec Święty, który zaczyna się dokładnie tak jak jeden z utworów Savatage a potem rozwija się w rockową balladę, która z kolei dziwnie kojarzy się z balladą Osbourna - Dreamer! Cóż, Muniek świętym nie jest a na tej płycie grzechów jest kilka. Jest niespójna, nie wnosi nic nowego a do tego razi banalnymi tekstami. I chyba tylko ten wyczuwalny luz w połączeniu z naprawdę dobrą grą Jana Benedka sprawia, że w sumie przyjemnie się jej słucha...gdy leci gdzieś w tle. W jednej z recenzji tej płyty przeczytałem: To hołd złożony przeszłości, o której zbyt często zapominamy. A mi się wydaje, że jednak można się do niej odwołać trochę bardziej oryginalnie i nowocześnie.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przede wszystkim solidne rockowe rzemiosło
(2010-03-17)
Carlos696
Więcej o recenzencie
Od razu odpowiem na podstawowe pytanie: czy Muniek sprostał? Otóż, drodzy Państwo sprostał. Stworzył płytę, która jest jakby esencją jego wszystkich kreacji artystycznych. Muzyka z numeru na numer zmienia się i odkrywa większość inspiracji muzycznych twórców: od rock and rolla w stylu Rolling Stones, poprzez tanecznego "Starego boya", Waitsowego "Ring Dong", a na "Hot Hot Hot" zahaczającym o The Clash i "Świętym" zatopionym w estetyce pomiędzy Eltonem Johnem a Queen kończąc. A co równie ważne - tak dobry tekstów Muniek nie miał od czasu płyty "Al Capone" macierzystego T.Love. W swych rockowych opowieściach Staszczyk tworzy bohaterów z krwi i kości, których jesteśmy w sobie bardzo wyraźnie wyobrazić. Płyta nie jest ani trochę przeładowana, bo skrojona do 10 kawałków, z których absolutnie każdy jest wart posłuchania. A dla fanów Maanamu twórcy przygotowali na deser piosenkę, w której gościnnie śpiewa Kora, brzmiącą niczym ska w stylu "Cykad na Cykladach". I to by było niemal wszystko, a omówienie płyty można by zakończyć stwierdzeniem, że autor "Warszawy" przygotował rzetelnie skrojony materiał, który nie boli podczas słuchania, a wręcz bardzo skutecznie poprawia nastrój. Można by - gdyby nie dwa ostatnie kawałki: "Dzieje grzechu" i "Święty". Pierwszy z nich, to moim skromnym zdaniem, jeden z lepszych kawałków w całej karierze Zygmunta Staszczyka, z prostym, lecz wyjątkowo przejmującym tekstem. Nawet pokusiłbym się o wyznanie, że się niemal wzruszyłem przy tym utworze. Dodatkowo należą się tu brawa za odwagę,by stanąć przy mikrofonie wraz z Anną Marią Jopek i nie narobić sobie przy tym obciachu. I wreszcie finałowy "Święty", który z pewnością spodoba się wszystkim, którzy znają na pamięć pierwsze 5 płyt Queen, oraz tym, którzy choć raz w życiu witali Nowy Rok popijając "ruskie szampany". Cóż - może i kawałek nieznośnie sentymentalny, ale i tak chwytający za serducho jak mało który. Płyta zrobiona pod hasłem: prostota, nie prostactwo. I dodatkowo budząca pozytywne emocje. Czy można chcieć więcej?
(4 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji