Pełny opis produktu: My z Jedwabnego
Średnia ocena z 7 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Anna Bikont
- Wydawnictwo:
-
Prószyński i S-ka
, Czerwiec 2004
- ISBN:
- 83-7337-694-1
- Liczba stron:
- 352
- Wymiary:
- 180 x 256 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Anna Bikont
Czy i co można jeszcze napisać o Jedwabnem po "Sąsiadach" Jana T. Grossa? Dla Anny Bikont od początku było jasne, że jego książka nie zamyka, ale otwiera temat - prawdziwą puszkę Pandory. "My z Jedwabnego" to bardzo osobisty zapis (prowadzony od sierpnia 2000 roku do 1 lutego 2004 roku w formie dziennika) żmudnego dochodzenia do prawdy, prawdy o wydarzeniach kilku lipcowych dni 1941 roku i wszystkich ich późniejszych konsekwencjach, ale przede wszystkim prawdy o ludziach, których autorka znajdowała w Polsce, Izraelu, Stanach Zjednoczonych, Ameryce Południowej. Są wśród nich niedoszłe ofiary, mordercy, świadkowie, nieliczni Sprawiedliwi; drugie pokolenie naznaczone zbrodnią: dzieci ofiar i dzieci morderców; ci, którzy wiedząc od zawsze o zbrodni nie chcą przerwać milczenia i ci, którzy odważnie zmierzyli się z prawdą, nawet jeżeli ta prawda oznacza, że w swym ojcu muszą dostrzec mordercę. Ich portrety, barwne, poruszające, tragiczne, czasem tragikomiczne, zanurzone w przeszłości i sięgające teraźniejszości, to drugi obok dziennika, fundament opowieści Anny Bikont. Bohaterem jest też miasteczko Jedwabne, dziś po sześćdziesięciu latach od zbrodni. Autorka tropi, jak przechowała się pamięć o niej, co dzieje się w społeczności skonfrontowanej z czarnymi kartami swej historii. Książkę otwiera odtworzony w internecie wirtualny sztetł Radziłów, unicestwiony w tym samym czasie co Jedwabne, i zrekonstruowana pracowicie mapa przedwojennego, żydowskiego Jedwabnego z odtworzonymi domami i nazwiskami ich mieszkańców.
- My z Jedwabnego
- Autor:
-
Anna Bikont
Tu i teraz, tam i wtedy
Krzysztof
Masłoń
Nie przypisuję sobie zdolności profetycznych, dlatego też nie wypowiadam się w kwestii losów książki "My z Jedwabnego" i jej przyjęcia. Wiem jedno, że mogłoby to być dzieło wybitne, gdyby jednak dotyczyło Jedwabnego i zbrodni w nim popełnionej, a nie wszystkich spraw tego świata, które według Anny Bikont w Jedwabnem biorą swój początek.
Do zweryfikowania były wydarzenia, jakie miały miejsce w lipcu 1941 r. w Jedwabnem, Radziwiłowie, Wąsoszu. Zbrodni dopuścili się tam Polacy. Polski motłoch, bo każde inne słowo będzie w tym miejscu na wyrost. Anna Bikont często przywołuje określenie "narodówka" na leśne bandy grasujące w czasie okupacji (sowieckiej i niemieckiej) w tych okolicach. Mniejsza o to, jak ci bandyci sami mówili o sobie, ale ma rację jeden ze świadków tamtego plugawego czasu, że byli to, po prostu, "łobuzy i złodzieje". Jeden z takich, dwa lata po Jedwabnem, nie tak daleko, bo koło Małkini zabił 15-letnią siostrę mojej mamy. Moją ciotkę, której ze zrozumiałych względów nie dane mi było poznać. Z żydostwem nie miała nic wspólnego, a oprawca nosił na piersiach ryngraf z Matką Boską.
Piszę o tym, bo - tak się składa - nieźle znam, ze względów rodzinnych, tę część Polski, o której ogniem, siarką i żelazem pisze Anna Bikont. I nigdy, ale to przenigdy, nie przyszłoby mi do głowy bagatelizować traumy, jaka związana jest na Podlasiu z latami 1939 - 1941.
Prokurator Ignatiew powiedział ponoć Annie Bikont: "Mordowano pani naród. Pani pewnie ciężko o tym słuchać?". Mnie jako Polakowi też niełatwo, podpisuję się bowiem pod słowami Jana Nowaka-Jeziorańskiego: "Skoro poczuwamy się do zbiorowej dumy, musimy się też poczuwać do zbiorowego wstydu".
"To nie był pogrom, lecz zbrodnia o totalitarnym charakterze" - napisał w 2001 r. w "Rz" Dariusz Stola i to zdanie uważam za prawdziwe od początku do końca. Natomiast od a do z nie zgadzam się z Tadeuszem Słobodziankiem, który twierdzi, że w sprawie Jedwabnego nie należy mówić o dychotomii Żydzi - Polacy, lecz żydzi - katolicy. Nic podobnego. Podejrzewam natomiast, że w osobach Anny Bikont i Słobodzianka, na którego autorka "My z Jedwabnego" się powołuje, natrafiłem na osobistych nieprzyjaciół Pana Boga. Uściślę - katolickiego Pana Boga. Dziennikarka "Gazety Wyborczej" zamierzała napisać "reportaż o miasteczku, które będzie musiało się skonfrontować ze zbrodnią sprzed lat". Powstała gruba książka o narodzie, który z konfrontacją tą ma poważne problemy. O narodzie, którego autorka "My z Jedwabnego" - w zadziwiający sposób - nie rozumie.
Kiedy Anna Bikont cytuje zeznanie Aleksandry Karwowskiej o nazwanym z imienia i nazwiska mieszkańcu Jedwabnego, który przyznał się, że "zarżnął nożem osiemnastu Żydów, mówił on to w moim mieszkaniu, kiedy stawiał piec" - tężeje we mnie krew. Gdy jednak powołuje się na rzekomy autorytet Joanny Tokarskiej-Bakir, antropologa kultury, utrzymującej, że Polacy mają w sobie przymus nienawiści i postrzegania holokaustu jako "perfidnego żydowsko-niemieckiego świństwa, które na zawsze odcina powrót do Soplicowa, tego raju, w którym jak lew koło jagnięcia Jankiel przed okiem Gerwazego grywał na cymbałach", to interesuje mnie tylko, kto tu ma być lwem, a kto owieczką, bo kto cymbałem - wiem.
Do książki Anny Bikont dołączone są szkice sytuacyjne, mapki, plany miasteczka, o którym jeszcze pięć lat temu mało kto wiedział: w Polsce i w świecie. Dziś Jedwabne jest miejscem symbolicznym. Dla Żydów, ale i dla Polaków. Wszystko jedno czy w sławnej już stodole spalono 1600 czy 600 osób. Czytam ich nazwiska, niekiedy egzotycznie brzmiące dla polskiego ucha: Eljahu Stolarski, Szoszana Kuropatwa, Mordechai Jakow Kadysz, Szmul Kawior...
Tak. Jesteśmy winni tej zbrodni. My - Polacy. Przeprosliliśmy za nią i będziemy przepraszać dalej, póki naszych dni. Czego więcej żąda Anna Bikont?
(4 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Książka, która Cię zmieni
(2004-08-16)
Anna D.
Konieczna
Więcej o recenzencie
Nie jest najważniejsze co czytelnik sądzi o zbrodni, po której stronie się opowiada. Nie jest też ważne, czy zgadza się z Anną Bikont, czy też nie. Książka jest dość niewygodna dla wszystkich osób, które kochają Polskę i które są z niej dumne. Obala kilka mitów i uczy dystansu. Do żadnej informacji, z którą się stykamy nie można podchodzić bezkrytycznie i z całkowitą ufnością. Nie można też przyjmować bezkrytycznie tej książki, zwłaszcza że nie można chwilami oprzeć się wrażeniu, że autorka bywa nieobiektywna. Ale fakty są faktami. Nic ich nie zmieni. Lektura książki "My z Jedwabnego" była dla mnie bolesna, trudna, przykra. Mam wrażenie, że sama się przez z nią zmieniłam. Skłania do refleksji tak głębokich, że po przeczytaniu nikt nie jest taki, jaki był przedtem. Myślę, że to dobra rekomendacja. Nie zapominajmy, że w każdym narodzie znajdują się mordercy. Nie zapominajmy, że jak udowodnił Robert Cialdini, wybitny psycholog społeczny - człowiek staje się katem, kiedy bestialskie czyny są "przyzwolone" przez osobę stojącą od niego wyżej w drabinie społecznej, będącej autorytetem lub przełożonym. Taka sytuacja miała miejsce w Jedwabnem.
(3 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji