-
-
-
Łóżko
- Janusz L. Wiśniewski
-
cena:
30,49
zł
-
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Na fejsie z moim synem
Średnia ocena z 5 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Janusz L. Wiśniewski
- Wydawnictwo:
-
Wielka Litera
, Luty 2012
- ISBN:
- 978-83-63387-01-3
- Liczba stron:
- 448
- Wymiary:
- 145 x 205 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Janusz L. Wiśniewski
Najbardziej osobista książka autora S@motności w Sieci
Nieżyjąca matka, Irena Wiśniewska, pisze z czeluści piekielnych do swojego ukochanego syna Janusza. Pisze na Facebooku, a jej wpisy układają się w intymną, fascynującą opowieść, gdzie rodzinne historie przeplatają się z wywodami o Bogu, nauce, sztuce... Dopiero teraz, na fejsie, mogą powiedzieć sobie wszystko.
Ten zapis wzajemnej tęsknoty jest próbą dokończenia przerwanej śmiercią rozmowy, w której nie ma już tabu.
- Na fejsie z moim synem
- Autor:
-
Janusz L. Wiśniewski
Na fejsie z moim synem
(2012-03-20)
Emilia
Stawicka
Więcej o recenzencie
Współcześnie możemy obserwować coraz większą skalę ekshibicjonizmu życiowego — bynajmniej nie w znaczeniu takiego, a nie innego sposobu osiągania satysfakcji seksualnej. Mam tutaj raczej na myśli wynoszone pod niebiosa portale i serwisy społecznościowe, które oczywiście — posiadając wiele zalet, wydają się być coraz częściej siedliskiem ludzkiej głupoty i być może samouwielbienia (?).
Zdaję sobie sprawę z tego, że dzisiaj każdy szanujący się firmowy specjalista od PR — u i ogólnie rozumianego marketingu po prostu MUSI utworzyć odpowiedni fanpage owej firmy na Facebooku (być może stąd biorą się profile producentów szynek i parówek), z ubolewaniem jednak widzę, jak również i zwykły Kowalski staje się swoim... promotorem.
Bardzo proszę — już niedługo do komunikatów zamieszczanych na tablicy owego portalu, obok hasła: „piję herbatkę z moim kotem” lub „czy ktoś widział moją drugą skarpetkę? (tą pierwszą już mam!)” przeczytamy o tym, kto, kiedy i w jakim celu udaje się tam, gdzie „nawet król piechotą chadza”. Oczywiście — na podobne przypadki jestem wyczulona trochę za bardzo i mam tutaj skłonność do przejaskrawiania problemu, aczkolwiek chodzi mi tylko o jego istotę.
Również z tego powodu, pojawienie się nowej książki Janusza Wiśniewskiego o jakże wiele mówiącym w tym kontekście tytule Na fejsie z moim synem budziło moje obawy. Owe lęki pogłębiły się dodatkowo, kiedy jeszcze przed osobistym zaczytaniem w twórczości — skądinąd darzonego przeze mnie sympatią autora, przeczytałam kilka recenzji, dowiedziawszy się jednocześnie z pewnego źródła, że ta książka to „dno, nuda i banał”.
Wtedy też zapadłam w lekką konsternację i zaczęłam zadawać sobie najważniejsze pytanie — czytać, czy nie czytać?
W końcu trafiłam na opinię głoszącą wszem i wobec, że nowa książka Wiśniewskiego jest „porażką w porównaniu z uwielbianą Samotnością w sieci”. Ja natomiast wielbicielką tej Samotności nie jestem, co wtedy stało się główną przesłanką do tego, by NOWĄ książkę J.L.W. jednak przeczytać — i przeczytałam!
Na fejsie z moim synem jest tworem ciekawym i bardzo zróżnicowanym — smutek i radość miesza się tutaj ze sobą, co daje efekt domina, które — jak po przewróceniu jednej kostki — strony, porywa i przewraca kolejne.
Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek przeczytałam coś, co porusza temat kościoła, religii i wiary w taki sposób, że nie doświadczyłam dzikich ataków ziewania i senności. Mało tego — uważam, że opisywana dzisiaj książka jest (przynajmniej w tym zakresie) ewenementem i na szczęście nie odwołuje się do technicznych zasad nieco krytykowanego przeze mnie Facebooka.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
męczące
(2012-03-07)
Monika
Wajman
Więcej o recenzencie
Bardzo lubię książki Wiśniewskiego, ale przy tej poległam. Przeczytałam 70 stron i na tym zakończę. A szkoda, bo jest w niej dużo mądrych rzeczy i to nie tylko z dziedziny fizyki czy chemii, ale także z literaturoznawstwa, wymaga od czytelnika pewnej wiedzy na tematy ogólne i to jest na plus. Niestety jest duże ale... nawet już bym zniosła to, że nie ma dialogów, tylko cały czas jest wywód filozoficzny, jednak to, że zdania nie są napisane po polsku, mają dziwacznie pozmieniany szyk wyrazów, to już zbyt męczące dla mnie. Szkoda, bo książka mądra i wartościowa.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Uczta!
(2012-02-14)
faso
Więcej o recenzencie
Rzeczywiscie, tak jak czytamy na okladce, ta powiesc jest mega-osobista (moim zdaniem, czasami az za bardzo osobista), intymna, o matce, o kobietach, o sobie. Troche tak jak w jego felietonach, pojawiaja sie tez zupelnie niespodziewane watki naukowe. Super teoria o bogonach, czastkach boskich obecnych w materii, fajna sprawa. A fragment o tym jak kochankowie wydobywaja ze swojej krwi DNA po prostu powalajacy. Nigdy bym nie podejrzewala, ze to mozna zrobic smemu w domu.
Poprzednia powiesc Wisniewskiego "Bikini" byla "czysta fikcja" (mimo ze z watkami historycznymi). Tym razem mamy do czynienia z zapisami wzietymi z zycia autora, z dziejow jego rodziny (czy wiedzieliscie, ze matka autora "Samotnosci w sieci" miala wsiasc na poklad Wilhelma Gustloffa, statku ktorymi uciekali Niemcy z oblezonego Gdanska?)
Najbardziej rozczulil mnie fragment (zreszta dla calej ksiazki drugorzedny) o tym, ze Janusz L. Wisniewski za kazdym razem kiedy jest w Moskwie odwiedza grob pewnej mlodej Rosjanki i zostawia na nim kwiaty. Dlaczego to robi? Dowiecie sie z ksiazki :)
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji