Fascynująca lektura - Bartek Marzec przedstawia ciekawą, a mało znaną postać wielkiego miłośnika i tłumacza literatury amerykańskiej. Wiele się nauczyłem z tej pięknej książki - nie tylko o Bronisławie Zielińskim, duchowym spadkobiercy II Rzeczypospolitej, ale także o Erneście Hemingwayu i Trumanie Capote - pisarzach, których prozę spolszczył. Budzi mój podziw sposób, w jaki autor połączył świetny warsztat reporterski z gruntowną wiedzą literaturoznawcy.
W cieniu Papy Hemingwaya
(2009-02-23)
Magda
Talik
Więcej o recenzencie
Pierwotnie książka Bartosza Marca miała mieć wieloznaczny tytuł „Magnetic Pole” (zarówno Magnetyczny Polak, jak i Pole magnetyczne). Tak bowiem Ernest Hemingway nazywał Bronisława Zielińskiego, przyjaciela oraz tłumacza swoich powieści. I trudno byłoby chyba wymyślić lepszy tytuł dla książki o człowieku, który spędził życie szukając najlepszego przełożenia obcych słów i ich kontekstu na rodzimy język, realia. A jednak ostatecznie biografia Zielińskiego pojawiła się w księgarniach pod bezpieczniejszą, choć mniej poetycką nazwą „Na wzgórzach Idaho”. Nawiązuje ona zarówno do dzieła Hemingwaya „Zielone wzgórza Afryki”, jak i położenia jego ukochanej chaty w stanie Idaho (mieścina Ketchum), gdzie amerykański pisarz spędzał sporo czasu tworząc (obowiązkowo w pozycji stojącej). Zieliński odwiedził go tam w 1958 roku, wspólnie polowali i nawiązali prawdziwie przyjacielską nić porozumienia. Przy wyjeździe Bron (tak mówił na niego Hemingway) dostał od potężnie zbudowanego literata ołówek, zdjęcia a Papa kupił mu dodatkowo ciepłą kurtkę na polowania. Pozostali w kontakcie przez następne trzy lata aż do samobójczej śmierci amerykańskiego noblisty. Bronisław Zieliński był jedną z nielicznych osób, którym żona pisarza ofiarowała osobisty drobiazg - tłumacz otrzymał torbę z jaką Papa chodził polować. Ale w książce Marca pojawiają się też inne fundamentalne dla literatury postaci - Truman Capote, jeszcze przed swoim największym sukcesem, czyli napisaniem „Z zimną krwią” i John Steinbeck, już po wydaniu „Na wschód od Edenu” i o krok od twórczego kryzysu. Obydwu ich Zieliński poznał a z Capote’em wymieniał też korespondencję. Wspaniale czyta się dość okazały album Bartosza Marca, choć stała się w nim rzecz zupełnie niebywała. Mianowicie autor został całkowicie przyćmiony przez swojego bohatera. Z wypiekami na twarzy czytamy nie część biograficzną (choć przecież bardzo interesującą), ale autentyczne zapiski samego Bronisława Zielińskiego z dziennika podróży po Stanach Zjednoczonych z 1958 roku. Są nie tylko bezcenną kroniką znajomości z Hemingwayem (z cytatami wypowiedzi Papy na różne tematy, ze zdjęciami, jakie zrobił mu Zieliński), czy pozostałymi pisarzami. Świadczą także o wielkim talencie literackim tłumacza, który do końca życia, choć ceniony w swojej profesji, pozostał w cieniu mistrzów, jakich książki przekładał. Podziwiał ich i przyjaźnił się nimi. W ostatnim rozdziale znajdziemy pieczołowicie opatrzone przypisami przez Marca listy do Hemingwaya i te napisane przez Papę do Zielińskiego. Także korespondencję od Capote’a, wyjątkowo cenną teraz, gdy dopiero doczekaliśmy się pierwszego tłumaczenia biografii tego znakomitego autora. Postacią pierwszoplanową pozostaje jednak Zieliński, człowiek nad wyraz skromny, pokorny a przy tym nie pozbawiony temperamentu, czaru i elegancji. Człowiek, któremu Hemingway nie wahał się powiedzieć : „Mówię z Panem tak jak z bratem”.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji