Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Octavarium
Średnia ocena z 18 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Dream Theater
- Firma fonograficzna:
-
Warner Music Poland
, 2005
- Nr katalogowy:
- 7567837932
- Sprawdź inne tytuły:
-
Dream Theater
Konsekwencja grupy Johna Petrucciego budzi najwyższy szacunek. Od wydania w 1989 roku debiutanckiego When Dream And Day Unite, mimo mijającego czasu i zmieniających się muzycznych mód, Dream Theater wciąż gra swoje - oryginalną mieszankę metalu i progresywnego rocka, a bogactwo kompozycji zespołu przyprawia momentami o zawrót głowy.
Octavarium to już ósma płyta w dorobku amerykańskiej legendy rocka progresywnego. Nowy materiał powstał bezpośrednio w czasie sesji nagraniowej i jest zdecydowanie bardziej zróżnicowany od poprzedniej płyty. Całość zamyka dwudziestoczterominutowa, symfoniczna suita.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. The Root Of All Evil |
|
| 2. The Answer Lies Within |
|
| 3. These Walls |
|
| 4. I Walk Beside You |
|
| 5. Panic Attack |
|
| 6. Never Enough |
|
| 7. Sacrificed Sons |
|
| 8. Octavarium |
|
- Octavarium
- Wykonawca:
-
Dream Theater
Z nutką wątpliwości, ale genialnie
frog
No cóż, jak czytam 2 pierwsze wypowiedzi to mnie skręca...trzecia jest do rzeczy, no i moja;).
Dream wypadł genialnie, choć dwa pierwsze przesłuchania płyty wzbudziły we mnie dziwne odczucia. Zacząłem porównywać i w rezultacie wyszukałem tam wiele brzmień a la "Muse" i mullmuzlerowych, ale przecież płyta jest ewidentnie pod wokal robiona. Ponadto jest kilka celowych nawiązań do Floydów, Yesów, Rushów -coś tam się jeszcze znajdzie. Kolejne moje przesłuchania to już tylko zachwyt, że za każdym razem udaje im się stworzyć coś nowego. Tym razem zupełnie inne podejście do rozwiązań, rzeczywiście mniej kombinowania, a brzmienia symfoniczne - oszałamiające. Własciwie mógłbym napisać, że genialna płyta, bo Dream na pewno nie tworzy muzyki dla jakiś nadętych bubków, którzy zawsze jakiś element techniczny czy inny znajdą. Dobra, nie piszę już o czymś, co jest oczywiste...
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Bardzo dobra płyta DT
Łukasz
Jesionowski
No i powrócili. Nie jest to na pewno najlepsza płyta (a taką IMO jest Images And Words). Ale zjada na śniadanie zarówno Train Of Tought, jak i Six Degrees Of Inner Turbulence. Tam momentami popadali w zupełny brak pomysłów, czego efektem była niezbyt efektywna improwizacja w kliku utworach. Tutaj jest większe zróżnicowanie. Kolejny utwór oparty na fortepianie - The Answer Lies Within przypomina trochę kawałek Anna Lee z Falling Into Infinity, ale krótkiego nomen omen Wait For Sleep nie przebija. Wspaniały jest za to song tytułowy. Zaoewne obawiano się, że to nie będzie to samo, tak wspaniałe jak A Change Of Seasons. Jest inne, jakby bardziej poukładane. Są emocje i o to chodzi. Do tego singlowe (jak mniemam) These Walls ze świetnymi klawiszami (!) oraz jak widać wszystkim, w tym mnie, kojarzące się z U2 piosenkowe, lecz dobre - I Walk Beside You (takiemu Pull Me Under też możnaby zarzucić piosenkowość). Te kawałki są najbardziej charakterystyczne - reszta też dobra - wplecione motywy przewijające się w poprzednich płytach dodają smaczku. Można mieć kilka uwag do produkcji, jak już ktoś wcześniej wspomniał - mnie też wręcz zdziwiła. Nie mogę przeboleć tej stopy Portnoya (żeby usłyszeć świetnie nagrane bębny wystarczy sięgnąć po SFAM). Czasem ogół instrumentów jest niewyraźny, zdarza się, że gitara niknie gdzieś w tle. Ale nie jest to na tyle przeszkadzające żeby nie docenić najnowszej płyty Amerykanów.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nie można się zawieść
(2005-06-20)
Marcin
Kubicki
Więcej o recenzencie
Fani - możecie się uspokoić. Choć "Octavarium" nie brzmi jak cokolwiek, co Dream Theater nagrało wcześniej, to jednak nadal są to oni. LaBrie brzmi tak dobrze, jak zwykle, choć zapewne był pod presją swoich dwóch solowych projektów, które prawdopodobnie były nagrywane w tym samym czasie, co nowe wydawnictwo DT. Reszta zespołu również odwala dobrą robotę, nawet jeśli momentami słychać dźwięki, które zdają się być zwykłym popisywaniem się (np. utwór tytułowy). W kwestii produkcji, parę rzeczy możnaby zmienić, dźwięk wydaje się być nieco zbyt brudny, a instrumenty momentami nakładają się na siebie w niezbyt fortunny sposób. Przechodząc do konkretnych kompozycji, "Octavarium" to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Nic tu nie brzmi tak samo, a jednak identycznie dobrze. Album rozpoczyna się od "The Roots Of All Evil", które brzmieniowo sugerować mogłoby odrzut z sesji nagraniowej poprzedniego albumu "Train Of Thought". Utwór jest budowany umiejętnie, a jego rockowe brzmienie zachęca do dalszej eksploracji krążka. "The Answer Lies Within" to kolejny dobry kawałek. Ballada ma nieco popowy posmak, ale po paru przesłuchaniach można się do tego przyzwyczaić i to polubić. Doskonałe są elementy elektroniczne wbudowane w "These Walls", w którym to wokal LaBriego bardzo podobny jest do tego, który prezentował na płycie Ayreona "The Human Equation", co oczywiście w moim mniemaniu jest sporym plusem. Dużym zaskoczeniem dla mnie był utwór "I Walk Beside You". Gdybym nie wiedział, że to Dream Theater to byłbym przekonany, że to U2 z Bono na wokalu (zwróćcie uwagę na refren, tam jest to aż nadto wyraźne). Jednocześnie jest to najbardziej przyjazny radiu utwór, za co pewnie zostanie znienawidzony przez zagorzałych fanów zespołu, dla mnie bardzo fajny track. "Panic Attack" aż kipi od gniewu i furii, jest szybki i charakteryzuje się bardzo dużymi pokładami mocy. Utwór tytułowy natomiast, to 24 minutowe szaleństwo w czasie którego usłyszeć można prawie wszystko za co kochane jest Dream Theater. Nie zachwyca mnie natomiast "Never Enough", które za bardzo zalatuje dźwiękami prezentowanymi przez grupę Muse, za którą nie przepadam. "Sacrificed Sons" drażni nieco oklepaną tematyką (11 września 2001r.), ale pod względem muzycznym jest absolutnie poprawne. To typowa płyta, którą się albo kocha, albo się jej nienawidzi. Warto zaznaczyć, że urzeka z czasem, więc warto posłuchać jej więcej niż raz, zanim wystawi się jej końcową ocenę.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(18)