Dwupłytowa edycja spejalna ostatni filmu Stanley'a Kubricka. William wyrusza na nocną eskapadę, po tym, jak żona opowiada mu o swoich fantazjach erotycznych z innym mężczyzną. Eskapada ta może zagrozić jego małżeństwu, a jego samego uwikłać w zagadkowe morderstwo.
Ostatnie dzieło Kubricka
(2008-02-21)
Krzysztof
Czapiga
Więcej o recenzencie
"Oczy szeroko zamknięte" nakręcił Kubrick po trzynastoletniej przerwie - tyle czasu upłynęło od jego ostatniego arcydzieła "Full Metal Jacket", gdzie opowiadał o patologiach wojskowego życia. Scenariusz oparł na opowiadaniu Artura Schnitzlera "Jak we śnie", które w większym stopniu kładzie nacisk na wewnętrzne przeżycia bohaterów, niż intrygę fabularną. Dla mistrza Kubricka była to sytuacja idealna - najlepsze efekty osiągał bowiem gdy przedstawiał skomplikowane osobowości swych postaci ("Mechaniczna pomarańcza" czy "Barry London"). Tym razem obserwujemy małżeńskie problemy zamożnych doktora Williama (Tom Cruise) i Alice (Nicole Kidman) Harfordów. Przyjęcie wydane przez znajomego Victora (Sydney Pollack) jest pretekstem do szczerej rozmowy, w której Alice wyjawia mężowi zdradę, jakiej kiedyś się dopuściła. Zdrada miała miejsce co prawda jedynie w psychice kobiety, jednak sytuacja ta robi spore wrażenie na skołowanym małżonku. William, chcąc się odegrać na "niewiernej" partnerce, rozpoczyna podróż po mieście... Pierwsza rzecz, która uderza przy oglądaniu dzieła Kubricka, to niezwykła wystawność i niemal gotycki klimat poszczególnych scen. Najefektowniejsza jest oczywiście sekwencja dziwnej ceremonii, przypominającej erotyczny rytuał. Dopuszcza się go skrywająca swe twarze za balowymi maskami grupa wtajemniczonych ludzi, wśród których William (co szybko się wydaje) jest przybyszem z zewnątrz, intruzem. Sekwencja ta silnie oddziałuje na poziomie estetycznym - jest niezwykle sugestywna i na długo zapada w pamięć. Choćby tylko dla niej warto sięgnąć po "Oczy szeroko zamknięte". Sam film ma jednak dużo więcej do zaoferowania. Jest to chyba jedyny utwór Kubricka, który zostawia po zakończeniu seansu nadzieję. Małą co prawda, ale jak na twórcę "Mechanicznej pomarańczy" i tak sporą. Jest nią rodzina - to o nią warto walczyć. Podróż Williama, mimo że zawikłana, w dużym stopniu niejasna i długa, jest w rzeczywistości poszukiwaniem własnej żony i skomplikowaną parabolą przywracania ładu sprzed feralnego wyznania. Inne kobiety tak naprawdę bohaterowi zagrażają - nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, aby nie zepsuć przyjemności z brawurowych zaskoczeń, jakie serwuje twórca, nie mniej w toku akcji wiele się wyjaśnia. Ostatnie dzieło Kubricka jest niezwykłe również pod tym względem, że w istocie jest moralitetem - jakby twórca przeczuwając zbliżającą się śmierć, chciał pozostawić swych fanom szczyptę optymizmu. Stanley Kubrick był reżyserem, którego każdy (nawet słabszy - "Lolita") film należy znać. "Oczy szeroko zamknięte" nie pozwalają, choćby na krótko, zamknąć oczu - z trudnością przychodzi nawet mruganie. Mimo blisko stu sześćdziesięciu minut projekcji trudno się od niego oderwać. Urzeka absolutnie wszystko - żeby wymienić tylko mistrzostwo warsztatowe, znakomite zdjęcia, sugestywny klimat, zaskakującą fabułę, świetne aktorstwo czy lekki zwrot w sposobie postrzegania świata przez Kubricka. Obcowanie z filmem daje wielką dawkę satysfakcji, za co twórcy "Zabójstwa" jestem niezmiernie wdzięczny. Szkoda tylko, że przy innych filmach trudno już będzie mieć oczy równie szeroko otwarte.
(10 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji