Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Odkrywanie Ameryki
Średnia ocena z 8 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Mariusz Max Kolonko
- Wydawnictwo:
-
Zysk i S-ka
, Maj 2006
- ISBN:
- 83-7298-959-1
- Liczba stron:
- 260
- Wymiary:
- 125 x 205 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Mariusz Max Kolonko
Dajcie się porwać w wir przygody. Gorące zapiski z przydrożnych moteli odkrywają przed Wami Amerykę, o jakiej dotąd nie słyszeliście. Mariusz Max Kolonko, fenomen polskiego dziennikarstwa, zabierze Was w najciekawsze miejsca Ameryki. Mariusz Max Kolonko to jedyny reporter telewizyjny, który - odlał własnoręcznie Oskara - wyprowadzał prom kosmiczny na wyrzutnię - trzymał ręce na atomowych przyciskach. Znany wszystkim jako korespondent TVP, autor wielu artykułów prasowych o tematyce amerykańskiej, ekspert ds. amerykanskiej polityki zagranicznej w Instytucie Goethego w Waszyngtonie, pierwszy polski dziennikarz nadający reportaże z bazy wojskowej Guantanamo.
- Odkrywanie Ameryki
- Autor:
-
Mariusz Max Kolonko
Rzetelna dziennikarska robota
(2007-07-29)
Jacek
Wachowiak
Więcej o recenzencie
Mariusz Max Kolonko napisał doskonałą książkę, która ze względu na styl, obiektywność, amerykańskość i brak politycznej poprawności może być odebrana niechętnie przez część czytelników. I rzeczywiście, kiedy czytamy recenzje w Merlinie widzimy to wyraźnie. Poirytowany krytycznymi uwagami cześci prasy i widzów Max poświęca Polakom cały rozdział, trafnie analizując przyczyny trudności w przebiciu się Polonii do pierwszej ligi sukcesów. Krytyka pod adresem Maxa jest co najmniej krzywdząca, gdyż nawet jeśli pochwali się tu i ówdzie swoimi amerykańskimi sukcesami, robi to również na sposób amerykański, czyli bez niezdrowego upokarzania innych, co jest niestety cechą charakterystyczną polskiej rzeczywistosci i co znów nawet w powyższych recenzjach jest uderzające. Polskie piekiełko ma się dobrze. Stąd niskie noty części czytelników, to wyraźnie wypadkowa zazdrości i cynizmu raczej, niż merytorycznej oceny zawartości książki. Sama książka jest pisemną wersją telewizyjnych reportaży Maksa. Krótkie, treściwe, arcyciekawe a bez zbędnych "zapchaj dziur" rozdziały czyta się naprawdę świetnie. Starannie dobrane tematy trzymają w napięciu i ani przez moment nie pozwalają na dekoncentrację.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Automobilowo – bezosobowościowa autobiografia
(2006-06-20)
Marzena
Kowalska
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Chyba po raz pierwszy spotkałam się z tak pozbawioną ikry pozycją. I to autorstwa kogo? Mariusza Maxa Kolonko. Człowieka, którego nosowy akcent znają wszyscy. Właściwie od pamiętnego 11 września kojarzy nam się nieodłącznie z Ameryką. Tą Ameryką, do której niegdyś jeździło się "za chlebem". Tym rajem na ziemi, w którym rodzą się i wzrastają, żyją i nigdy nie przemijają – gwiazdy. Bo jemu się udało... podobno. Bo gdy tylko przestaje się pilnować, w wywiadach wyczuwa się pewną sztuczność, znika akcent, a sama "osobowość medialna", ulatnia się jak gaz z coca coli.
I takie jest jego "dzieło". Na darmo szukać tutaj Ameryki naszych marzeń. Na darmo szukać tu w ogóle jakiegoś spójnego wątku, którym powinno być życie autora. W ogóle... na darmo wtapiać się w historię, która nie istnieje. Bo to, co miało być zapiskami w jeepie, jakimiś elementami historii życia młodego człowieka czy też samego kraju, intrygującymi, jego własnymi niewielkimi odkryciami, wieje nudą. Ale samo opakowanie, trzeba przyznać, jest nadzwyczaj "amerykańskie". Barwne i przebojowe. Kredowy papier, intrygujące, bogato wtłoczone zdjęcia, rysunki, szkice, mapy... Wszystko to, co wzbudza nasz zachwyt, niestety zamiera w połączeniu z treścią. Treścią, na którą składają się raczej dumne osiągnięcia podmiotu, wszystko to, czym może się pochwalić, zaliczone dziewczyny i odcięcie się od "biedniejszych"; znajomych... wstyd. W jaki sposób u człowieka, który jak sam wspomina był na początku pełen idei, taki brak wrażliwości? Tak wielki materializm? Czyżby Ameryka wybebeszyła z niego człowieczeństwo, by wprowadzić tam własny sposób spoglądania na świat, gdzie wszystko jest OK? Czyżby ta jedyna kochanka, która nigdy go nie zdradziła, jak sam wspomina, w rzeczywistości była największą oszustką?
Książki Maxa Kolonko nie ratują nawet ciekawe, historyczne notki, choć należy pochwalić spójny, chronologiczny układ oraz sam pomysł. Pomysł, który upadł, gdy wszystko przykryła reklama JEEPA, oraz to co kręci, czyli złoto, seks i broń. Tego tu nie brakuje. Żadnych uczuć, zagubione gdzieś własne zdanie... ale skandal obecny!
Książka wykonana porządnie i, tylko dziwnie szkoda tych drzew... Bo przecież sięgając po prywatne zapiski, pragniemy ujrzeć człowieka, a to właśnie jego tutaj brakuje; brakuje reportażu, czy prawdziwych chwil, jakby ktoś dokładnie wszystko przesiał, by ofiarować czytelnikowi tylko ułamek jakiejś sparodiowanej bajki. Za to jest pustka i polityka. Ta pozycja, to coś dla naprawdę ograniczonych ludzi, którzy cenią sobie wyłącznie pęd ku finansowemu edenowi, po trupach... Którzy nie zatrzymują się w swoich zbyt wysokich autach, nie spadają ze zbyt wysokich progów.
(2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Wielki Polak z Czikagowa
(2006-06-07)
waldemar
brzeziński
Więcej o recenzencie
Ach, jakże nam imponuje ten tak zwany "Max". Polak, któremu się udało w "Amerydze". Bo przecież mówi, że mu się udało, a Amerykanin nie kłamie. Firmę budowlaną miał. Ale Max to multitalent: wybitny dziennikarz w budowlańcu siedział. No i pisarz, jak widać. Do tego jest zabójczo przystojny, jak nam mówią. Redaktor Pieńkowska miękkie nogi miała z Maxem konwersując. Dla laików jest to uroda charakterystyczna dla Pelcowizny lub Szmulek: pod kioskami z piwem takich przystojniaków tam wielu. Egzotyka. Słowem, Max to wzór dla Polaka, który wprawdzie siedzi tu po uszy w burakach, ale łakomym okiem za ocean łypie. Naturalnie laik, taki jak ja, mruczy coś pod nosem, i da się zrozumieć coś jak "załosny palant, pozer i kabotyn" albo "patetyczne zero w średnim wieku z kompleksami" czy "tandetny maczo dla ubogich", ale kto słucha laika... Z książki zaś wynika, że Maks albo nie ma o Ameryce zielonego pojęcia, albo sprytnie pisze to, co Polak (ten cały w buraczkach) pragnie przeczytać. Jaka ta Ameryka cudowna. I jaki ten Maks cudowny. Taki piękny mężczyzna. Co widać na załączonej okładce.
(1 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji