Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Once
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Reżyseria:
-
John Carney
- Występują:
-
Glen Hansard
,
Darren Healy
,
Gerry Hendrick
,
Bill Hodnet
,
Marketa Irglová
,
Geoff Minogue
,
Alvaro Roque
,
Hugh Walsh
,
Mal Whyte
- Sprawdź inne tytuły:
-
John Carney
- Dystrybucja:
-
Gutek Film
Prosta, klasyczna historia o dwójce zakochanych artystów. Skromny film, pełen naturalnego uroku, irlandzkiego klimatu, muzyki i wietrznej pogody. Kiedy pojawił się na festiwalu w Sundance praktycznie nikt o nim nie słyszał, jednak po pokazie dostał standing ovation oraz najbardziej znaczącą dla każdego reżysera nagrodę - Nagrodę Publiczności. Od tego momentu rozpoczęło się jego pełne sukcesów "światowe tournée". Film zrobiony za niewielkie pieniądze stał się nieoczekiwanym sukcesem i hitem amerykańskich box office. Zrealizowany za jedynie 75 tys. funtów zarobił prawie 3.5 tys. funtów, w przeciągu kilku tygodni. Początkowo film był grany jedynie w dwóch kinach Nowego Jorku, przyciągnął jednak tak dużą uwagę publiczności i krytyki, iż dystrybucję rozszerzono na 150 kin w całych Stanach Zjednoczonych. Sukces filmu jest tym bardziej zaskakujący, że sam reżyser nie wierzył w jego powodzenie. Początkowo planował sprzedawać DVD z filmem na koncertach The Frames; teraz nieznany dotąd reżyser zaczął być zapraszany przez znane studia filmowe i gwiazdy do współpracy przy kolejnym projekcie.
Do głównej roli Carney zaangażował Glena Hansarda, piosenkarza irlandzkiej grupy The Frames (jeden z ulubionych zespołów Bono z U2), który spędził 5 lat jako uliczny muzyk, oraz czeską pieśniarkę i pianistkę Marketę Irglovą. Krytycy porównywali ich ekranowe porozumienie i magię między nimi do tej, którą dawało się odczuć pomiędzy Bogardem i Bacall. John Carney, wcześniej członek zespołu Hansarda, z wyczuciem muzyka połączył nostalgiczną i delikatną muzykę z klimatem historii o spotkaniu i rodzącym się uczuciu. Za pośrednictwem piosenek opowiada prostą i piękną historię miłosną. Moim zamierzeniem było zrobienie oryginalnego filmu, czegoś w rodzaju wizualnego albumu, jednak z realistyczną, współczesną historią miłosną w centrum. To świat, w którym trzyminutowa piosenka jest równie znacząca, co dziesięć stron dialogu, w którym postaci bardziej komunikują się za pomocą piosenek aniżeli słów. Piosenki w Once są kluczem do odkrycia prawdziwego sensu tej historii. Once można traktować jako musical, jednak film nie do końca mieści się w tym schemacie. Można powiedzieć, że jest on praktycznie całkowitym przewartościowaniem idei musicalu w klasycznym ujęciu tego gatunku. Przy użyciu pewnych schematów zaczerpniętych z musicali i wykorzystaniu ekspresji piosenek Carney chciał opowiedzieć, zrealizowaną w minimalistycznym stylu, bardzo nowoczesną i bardzo prostą historię miłosną, którą zaakceptowałaby współczesna widownia.
- Once
- Reżyseria:
-
John Carney
Gdzie jest mój anioł?
(2012-04-27)
Agnieszka
Kusiak
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Po długiej przerwie obejrzałam ten film po raz kolejny i po raz kolejny jestem nim zachwycona. Ciepły i smutny za razem, ale jakże szczery w przekazie. Życie rządzi się swoimi prawami, a nasze plany nijak się mają do tego, co ono nam szykuje. On spotyka ją, albo i ona jego - w każdym bądź razie spotykają się. Każde z nich z bagażem doświadczeń, emocjonalnie wyniszczeni, ale nie przekreśleni. I mimo, iż wiem, jak potoczą się ich losy, zawsze wzrusza mnie obraz tej dwójki. Jak i słowa piosenek, które śpiewają. Emocje, emocje, emocje...
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Poza zmysłami
(2009-03-07)
Agnieszka
Kusiak
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
On i ona. Poznają się przypadkowo na ulicy Dublina. On grając dla przechodniów, szlifuje talent zarabiając dodatkowy grosz. Ona, łapiaca każdą pracę, wracając w nocy spotyka go śpiewajacego przy akompaniamencie gitary. I od tej pory zaczyna się ich znajomość, która przeradza się w przyjaźń i niemalże kochanie. Choć to ostanie tłumią w sobie, jakby bali się wkroczyć z buciorami w życie drugiego. Świetnie opowiedziana bezpretensjonalna histria miłosna, która głeboko zapada w pamięć. Tym bardziej, że ścieżka dźwiekowa to nieprzerwany ciąg słów i melodii, które zagnieżdzają się w duszy widza i chodzą za nim, jak cień. "Falling Slowly" śpiewana przez tą dwójkę, to fenomen filmowy. I nie tylko ta piosenka. Całe sceny kręcone w studiu nagrań, to pasmo ciarek biegnących wzdłuż kręgosłupa. Przy okazji nadmienię, że Soundtrack z filmu dostał Oscara. Brawo.
(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Słodko-gorzko czyli jak głowę ogrzać
(2008-11-03)
Marcin
Ponicki
Więcej o recenzencie
Pełen obaw ruszyłem na seans. Zaraz potem zakręciło mi się w głowie, zrobiło jakoś ciepło na sercu i chyba umyśle też. Oczy zaszły mgłą a w uszach jakoś tak dziwnie zaczęło łaskotać. Pewnie średnio odpornego widza by zemdliło po 30 minutach, ale na szczęście wszystko jest podlane nutą goryczy. Mamy prostą historię, pan poznaje panią i grają sobie na gitarkach, pan chce nagrać płytę a pani szuka kogoś bliskiego na jakże dalekiej emigracji, ale nie jest łatwo, nie jest kolorowo, bo wszystko pędzi i nie zawsze układa się tak jak chcemy. Gdy lecą końcowe napisy nie mogłem oprzeć się wzruszeniu, że są jeszcze niezmanierowane obrazy, nieskrępowane dolarem i wizją zysku, że są jeszcze ludzie, których pasja dostarcza ciepła, ogrzewa nas od środka.
Co ciekawe po tym wszystkim dowiedziałem się że oglądnąłem musical a ja przecież nie cierpię musicali...
(6 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Tylko "Once"? - oby jak najczęściej!
(2008-10-21)
Radosław
Orzeł
Więcej o recenzencie
Niezwykły kolaż pamiętnikowej miłości, folk-rockowej muzyki i poszukiwaniu własnej drogi życiowej, w średnim europejskim mieście. "Once" urzeka prostotą akcji - między kolacją, gitarą a wyciągniętym swetrem - i zgrzebnością zastosowanych środków. W nagrodę za ubóstwo aranżacyjne, wysmaga nas po uszach bardzo dobrą muzyką. Choć nie jestem fanem takiego grania, muszę zgodzić się z decyzją Akademii (Oscar dla Irglovej i Hansgarda za piosenkę) i złożyć pokłon dworski. Kolejny pokłon dla niezawodowego aktorstwa, na zawodowym poziomie oraz dla Johna Carneya, za pomysł i wytrwałość. Tej potrzebował w nadmiarze - całościowy budżet "Once", zamknął się sumą jedynie 130 tyś Euro! Biorąc pod uwagę kraj produkcji, XXI wiek, rynkowe realia itd., mamy do czynienia z kinem nawet nie niszowym, co amatorskim. W tym miejscu polski widz zawsze spyta - dlaczego takie dzieła nie powstają w kraju nad Wisłą? I ja, jak typowy polski, gazetowy mądrala, nie sklecę żadnej sensowej odpowiedzi. Na poprawę humoru, na deszcz za oknem, kalosze i wiatrówkę, na zbliżający się listopad, polecam dżdżysto słodki "Once". Film jest wytartym misiem z pluszu. Oczko może ma oberwane, może frędzle zwisają na boki, ale plusz jest prawdziwy nie z watoliny, i można się do niego przytulić z najprawdziwszą ulgą. Chociaż raz.
(8 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji