Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Oni nie skrzywdziliby nawet muchy. Zbrodniarze wojenni przed Trybunałem w Hadze
Średnia ocena z 3 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Slavenka Drakulić
- Tytuł oryginału:
- They would never hurt a fly. War criminals on trial in the hague
- Wydawnictwo:
-
WAB
, Lipiec 2006
- ISBN:
- 83-7414-199-9
- Liczba stron:
- 240
- Wymiary:
- 125 x 195 mm
- Tłumaczenie:
-
Jakub Szacki
- Sprawdź inne tytuły:
-
Slavenka Drakulić
Jedenaście po mistrzowsku nakreślonych portretów zbrodniarzy wojennych z okresu wojny na Bałkanach po rozpadzie Jugosławii. Autorka, chorwacka eseistka i publicystka, odtwarza ich świat wewnętrzny, rekonstruuje motywacje i drogi życiowe, które ostatecznie doprowadziły ich do sali rozpraw Trybunału Międzynarodowego w Hadze.
Są wśród nich politycy - jak Slobodan Milosevic, jest żona Mirjana Markovic, czy Radovan Karadzić, ale też ludzie tacy, jak Goran Jelisić, policjant-ochotnik, który zastrzelił wielu ze swoich wieźniów, lub Drażen Erdemović, uczestnik masakry siedmiu tysięcy Muzułmanów w Srebnicy. To właśnie zwyczajność sprawców zbrodni, fakt że były popełnione nie przez regularne wojsko, ale dawnych kelnerów, kierowców i wędkarzy, powoduje, że są one tak szokujące.
Dzieło Drakulić, doskonale znającej rzeczywistość społeczno-kulturalną dawnej Jugoslawii, ma ogromną wartość dokumentalną: autorka przysłuchiwała się rozprawom, studiowała literaturę przedmiotu, weryfikowała fakty. Jest ono też niezwykłe pod względem literackim - łącząc rzeczową analizę z refleksją moralną. Drakulić udaje się opisać to, co niewyobrażalne, i uniknąć przy tym egzaltacji. Te wstrząsające relacje, poruszające portrety psychologiczne morderców i gwałcicieli, wrogów, którzy w luksusowym więzieniu w Hadze zgodnie grają w karty, to przede wszystkim ostrzeżenie przed banalnością i powszechnością zła, próba odpowiedzi na pytanie "jak to było możliwe?".
- Oni nie skrzywdziliby nawet muchy. Zbrodniarze wojenni przed Trybunałem w Hadze
- Autor:
-
Slavenka Drakulić
Trybunał Haski, czyli banalność zła po bałkańsku
Marcin Rychter
"Dziennik"
Więcej o recenzencie
Koszmar 11 września i jego następstwa odwróciły uwagę świata od byłej Jugosławii, gdzie zaledwie 10 lat temu zakończyła się wojna, która
kosztowała życie przeszło 200 tysięcy ofiar.
"Oni nie skrzywdziliby nawet muchy" to literacki reportaż o
zbrodniarzach wojennych sądzonych przez Międzynarodowy Trybunał Praw
Człowieka w Hadze. Ludobójstwo, gwałty i tortury stosowali wszyscy
uczestnicy konfliktu - Serbowie, Chorwaci, Bośniacy i Muzułmanie.
Slavenka Drakuliç, niczym Hannah Arendt w "Eichmannie w Jerozolimie",
kreśli wyraziste portrety oprawców, starając się dociec, dlaczego
spokojni i przeciętni ludzie stali się krwiożerczymi bestiami. Dlaczego
chorwacki kelner ("pulchny, zwyczajny młody człowiek o nieśmiałym
uśmiechu") zorganizował mord Serbów w miasteczku Gospić? Dlaczego trzech
przykładnych ojców rodzin brało udział w zbiorowych gwałtach na
muzułmańskich dziewczynkach? Dlaczego prymitywny demagog, Milosević,
zdobył tak wielką popularność, a serbscy i chorwaccy generałowie po dziś
dzień uznawani są za bohaterów?
Chorwacka pisarka wystrzega się jednoznacznych interpretacji i tłumaczy
złożoność bałkańskiego konfliktu - różnice narodowościowe, religijne,
zafałszowanie pamięci przez komunizm. Ale dostrzega mechanizm, który
doprowadził do raptownej eskalacji przemocy. W politycznej próżni po
rozpadzie Jugosławii wystarczyło żądnym władzy miernotom wskazać palcem
na obcego i głośno zażądać państwa "czystego etnicznie", by zyskać
popularność i władzę. Mieszanka populizmu i nacjonalizmu musiała
doprowadzić do wojny, której ofiarami stali się głównie "obcy" cywile.
Groza emanująca z tego reportażu, w ostatnim rozdziale ustępuje miejsca
absurdowi niczym z dramatów Mrożka. Oto podsądni haskiego trybunału
oczekują na wyrok w holenderskim więzieniu w Scheveningen. Mieszkają w
komfortowych warunkach i żyją w perfekcyjnej zgodzie. Muzułmanin sądzony
za palenie żywcem serbskich więźniów przyjaźni się z Serbem -
specjalistą od mordowania Muzułmanów. Nacjonalizm wyparował bez śladu.
Panuje "braterstwo i jedność", jak za czasów Broz Tity. Kpina? Cynizm? A
może połączyła ich rola ofiar.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
11 opowiadań o banalności zła
Aleksandra
Hudyma
Pozycja ofiary jest pozycją wygodną. Wydaje się, że nie ma się sobie nic do zarzucenia, że jest się po "właściwej stronie". Slavenka Drakulić pokazuje jednak, że granica pomiędzy katem a ofiarą jest granicą bardzo płynną. Pisarka dokonała osobistego, całkowicie subiektywnego wyboru, z ogromu dostępnych jej źródeł wyselekcjonowała te, które najbardziej ją poruszyły. Jej relacje są w pewnym sensie migawkowe, zapisuje wrażenia, utrwala rzeczy ulotne, fotografuje językiem wyrazy twarzy, elementy ubiorów. Do niektórych elementów historii dopowiada „ dalszy ciąg”, stara się jak najmocniej "poczuć" swoich bohaterów. Często za cenę utraty spokoju, konieczności toczenia małej, wewnętrznej walki. Autorka przed napisaniem książki obserwowała procesy przed haskim trybunałem. Nie jest ona jednak zapisem procesu. Na pierwszy plan wyłaniają się jej "bohaterowie". Każdy otrzymał własną historię, przypadek każdego jest przez pisarkę analizowany osobno. Wśród oskarżonych znajdują się kelnerzy, profesor biologii, stolarz, były prezydent Serbii. Ludzie, którzy byli tylko drobnymi elementami tego systemu i tacy, którzy nim sterowali. Dla Drakulić opis popełnianych zbrodni nie jest bardzo istotny, stara się wniknąć głębiej, poszukuje przyczyn. Pytanie "dlaczego?" prześladuje ją od pierwszej do ostatniej karty książki, prześladuje także czytelnika. "Onych..." rozpoczyna motto zaczerpnięte z eseju Hanny Arendt, w pewnym sensie kluczowe dla zrozumienia koncepcji chorwackiej pisarki. Rozdział pomiędzy życiem prywatnym a publicznym dokonany przez oskarżonych jest jedną z odpowiedzi, ten prosty zabieg myślowy pozwala sprowadzić zabijanie do wykonywania rozkazów, uczynić z niego element pracy. Oczywiście nie dzieje się to od razu. Autorka opisuje mechanizm narastania nieufności i uprzedzeń, podsycany umiejętnie przez nacjonalistyczne media. Dehumanizacja "wroga" zaczyna się stopniowo, od rzeczy z pozoru bardzo błahych, któregoś dnia po prostu ” nie ukłonimy się serbskiemu bądź chorwackiemu sąsiadowi”, potem już tylko następuje eskalacja. Drakulić nie chce kolejnej książki w której przeprowadzi się podział na "dobrych i złych". Dla niej w tej wojnie nie ma zwycięzców, przegrali wszyscy i każdy jest za tę wojnę w jakimś stopniu odpowiedzialny. Wygrały oportunizm, ludzki strach i indolencja. Zło zostało "uczłowieczone", ludzie, którzy dopuścili się zbrodni wcale nie byli "potworami", szaleńcami, psychopatami. Wady osobowości nie są dla autorki wytłumaczeniem. Zdecydowanie bardziej realną przyczyną jest zjawisko określone przez psychologów społecznych mianem "wpływu społecznego". Pod wpływem innych ludzi i w określonych, najczęściej niepewnych, sytuacjach jesteśmy w stanie dokonać czynów odrażających, zadawać ból, mimo, że na co dzień uważa się nas za "przyzwoitych ludzi". Często ślepo ulegamy także autorytetom. Zjawiska te potwierdziły klasyczne już eksperymenty np. Stanleya Milgrama czy Filipa Zimbardo. Oskarżeni z Hagi są zwykłymi ludźmi, podobnymi do tych, których mija się codziennie na ulicy. Zło nie jest więc łatwo rozpoznawalne. Niewątpliwie jest jednak integralną częścią ludzkiego życia.
W przypadku Slavenki Drakulić prostota języka jest sposobem na odciśnięcie piętna w świadomości widza. Autorka nie epatuje na siłę krwawymi obrazami, nie używa także wydumanych metafor. Okrucieństwo staje się jeszcze bardziej namacalne i realne przez swoją banalność. Bezlitośnie obnażono tu także jego bezsensowność.
Drakulić, Chorwatka z pochodzenia, mogłaby zająć pozycję ofiary, obwiniać o wszystko Serbów. Mogłaby, tylko, że wtedy jej książka nie byłaby próbą pogłębionej analizy, a kolejnym wyrazem zbiorowego zaślepienia i nacjonalistycznej solidarności.
(7 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji