-
-
Bieguni
- Olga Tokarczuk
-
cena:
36,99
zł
-
-
Fado
- Andrzej Stasiuk
-
cena:
26,99
zł
-
-
Gnój
- Wojciech Kuczok
-
cena:
27,99
zł
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Osiem cztery
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Mirosław Nahacz
- Wydawnictwo:
-
Czarne
, Kwiecień 2003
- ISBN:
- 83-87391-75-1
- Liczba stron:
- 96
- Wymiary:
- 125 x 195 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Mirosław Nahacz
Powieść. Debiut 18-letniego autora z Beskidu Niskiego. Dowód absolutnego słuchu językowego. Grupa osiemnastolatków bawi się, kocha, imprezuje, poszukuje sensu życia w halucynogennych doświadczeniach. Jest to niezwykle żywym, autentycznym, barwnym i dowcipnym językiem nakreślony portret "pokolenia osiem cztery". O młodzieży, dla młodzieży i dorosłych. Od 18 lat.
"Przyszedł osiemnastoletni Mirek Nahacz z sąsiedniej wsi. Myślałem, że wpadł jak zwykle pożyczyć jakąś książkę i przez chwilę pogadać o tym i tamtym, jak to się już tyle razy zdarzało. Tym razem jednak żadnej książki nie chciał, rozmowny specjalnie nie był i w ogóle wyglądało na to, że przyszedł, żeby zaraz sobie pójść. I tak rzeczywiście zrobił. Ale na odchodnym położył coś na stole z taką miną, jakby oddawał kasę, której wcale mu się nie chce oddawać. Poszedł, a ja pomyślałem: Boże, żeby to nie były wiersze. Jak już coś ma być, to niech to będzie proza, chociaż też niechętnie, ponieważ nie mam już siły, a muszę codziennie, bo poczta dochodzi nieubłaganie i regularnie, co oznacza około pięciu-sześciu maszynopisów w tygodniu. To daje setki rocznie, a z tego przez te wszystkie lata wydaliśmy raptem dwa.
No więc jak już coś, to najlepiej proza, i do tego krótka.
Ale jeśli pamięta się kogoś jak latał w krótkich majtkach, znało się jego ojca, brata, mamę, to sytuacja robi się niezręczna i człowiek zaczyna układać sobie w głowie jakąś zagmatwaną, cwaną psychologiczną odmowę, w rodzaju, że jeszcze za wcześnie, ale wszystko wskazuje na to, że ów czas nadejdzie itd...
Z drugiej strony człowiek jest ciekawy tego, co tez mógł wymyślić chłopak z sąsiedniej wsi, którego się pamięta, jak latał w krótkich majtkach, więc zasiada do lektury od razu. Po dwóch zaś godzinach dzwoni do autora, żeby złożyć mu wyrazy uznania, a następnego dnia propozycję wydania tego, co autor zostawił mu na stole. Za parę dni autor przynosi jeszcze jedną rzecz i kładzie ją w tym samym miejscu.
Istnieje pewien oddzielny rodzaj prozy. Jego wyjątkowość polega mniej więcej na tym, że podczas lektury ma się wrażenie, że nie została napisana, ale ktoś komuś to podyktował. Po prostu czytając, słyszy się głos. Nie należy on wprawdzie do żadnej konkretnej osoby, ale jego brzmienie jest jak najbardziej żywe i niemal cielesne. Tak właśnie wygląda przypadek Mirosława Nahacza. Rzeczywistość nabrała ochoty na wypowiedź i w tym celu wybrała sobie Nahacza, a on zgodził się jej wysłuchać i zapisać. Tak, Szanowne Panie i Panowie, Mirosław Nahacz jest wybrańcem. Tutaj mam absolutną pewność. To się po prostu słyszy. Czegoś takiego nie można się nauczyć, ponieważ nie ma od kogo. To się najzwyczajniej posiada, albo raczej jest się przez to posiadanym.
Muszę się przyznać, że piszę to wszystko niezupełnie chętnie i niezupełnie szczerze. Trudno mi mieć żal do Nahacza, ale czuję, że zawiodłem się na rzeczywistości. W końcu w swojej nieograniczonej dobroci mogła jednak wybrać mnie".
Andrzej Stasiuk
Książka objęta patronatem Merlin.pl
- Osiem cztery
- Autor:
-
Mirosław Nahacz
Niesmaczna zapiekanka z ziołami
(2007-09-05)
Marta
Kilian
Więcej o recenzencie
"Osiem cztery", to kiepska kopia "Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną" Masłowskiej. To książka tylko i wyłącznie o bakaniu, zagrzybianiu się halucynogami. Główny bohater i zarazem narrator opowiada o swoim barwnym życiu bakacza, opisuje uczucia towarzyszące mu w czasie marihuanowego uniesenia. Książka niewarta polecenia. Jedyne, co ją rauje, to fantastyczna gra słowna, a tak poza tym, jeśli chcemy wnieść nowe doświadczenia do naszego życia - zapalmy skręta, napijmy się alkoholu i zróbmy zapiekankę z grzybkami - na to samo wyjdzie, a uczucia będą nasze. Masłowska zapoczątkowała nowy gatunek w literaturze polskiej, Nahacz najwidoczniej jest jej wiernym fanem. W jego książce znajdziemy wiele wulgaryzmów, mało dialogów i akcję przyćmioną dymem nikotynowym, która jest przydługa i nudna. Niestety, takich mamy współczesnych, młodych pisarzy, którzy piszą o wszytskim i o niczym.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
"Nahacz rulez"!
(2004-04-08)
karolina
rodzaj
Więcej o recenzencie
Na początku (kilkanaście miesięcy temu) było Masło. Książka Doroty Masłowskiej zapoczątkowała pewien etap w polskiej literaturze i znalazła wielu naśladowców. Mirosław Nahacz to lepsza wersja Masła w spodniach. Młody chłopak z Beskidu Niskiego zadebiutował powieścią "Osiem cztery", tytuł ten jest nieprzypadkowy, jako że autor urodził się właśnie w roku 1984. Data ta doczekała się już literackiej wizji- Orwellowski "Rok 1984" pozytywnie nie nastraja. A jak ma się pokolenie Wielkiego Brata? U Nahacza? Ma się narkotykowo nijak, bo NIC się mu nie chce, nie potrzebują żadnej idei, wierzą tylko w to, że jakoś, kiedyś wydostaną się z marazmu, w którym tkwią po uszy. Wystarczy się najarać i jakoś to będzie- życiowa filozofia przedstawicieli pokolenia. To kolejne w dziejach pokolenie NIC, stracona generacja. Postawa młodych ma w sobie coś z XIX wiecznego dekadentyzmu. Zabrania się zabraniać, jedyną zasadą jest brak zasad, a wszystko, co nie jest związane z wolnością, swobodą i luzem jest przykrym obowiązkiem. Bycie anty nie jest związane z walką z systemem, która nieobca była pokoleniom poprzednim. To wynik nudy i braku pomysłu, oraz chęci.
"(…) nam wolno prawie wszystko, myśleć, mówić, a w dodatku nic nie musimy, nie trzeba się bić, zresztą nie ma o co, nie ma żadnych idei, jak ktoś chce może na siłę zostać harcerzem albo ministrantem, może odnajdzie sens i podobne duperele, nam to nie jest do niczego potrzebne." Język Nahacza to momentami jeden bluzg, ale bluzg prowadzony z klasą i humorem. Zabawne sytuacje, postacie naznaczone swoimi dziwactwami- jeden chłopak słucha tylko Zeppelinów, działając przy tym innym na nerwy, w ogóle spóźniony z niego polski James Dean, inni są równie zdumiewającymi indywiduami. Akcja książki rozpoczyna się halucynogennym grzybobraniem (ha, ha- "Pan Tadeusz"), by rozwinąć się na osiemnastce suto doprawianej napojami wyskokowymi, tudzież innymi używkami, a skonać nad ranem. Wydaje mi się, że opis imprezowo-zaćpanego świata jest autentyczny, tak to z pewnością może wyglądać. Czytelnik dostaje pocztówkę ze świata widzianego przez pryzmat wspomagaczy (chemicznych, czy "naturalnych) i taki sposób poznawania działania owych specyfików jest z całą pewnością bezpieczniejszy. Choć też może uzależniać. Nahacz rulez!- jak powiedzieć mógłby któryś z bohaterów.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Recenzja-Gazeta Wyborcza
Więcej o recenzencie
Błyskotliwy debiut tegorocznego maturzysty z Beskidu Niskiego. Bohaterowie Mirosława Nahacza to przedstawiciele "generacji nic" - zaczadzone nudą nastolatki, które transcendencji szukają w narkotykach
Niespełna stustronicowa powieść Mirosława Nahacza zaczyna się obrazkiem grupki młodych ludzi przeczesujących trawę w poszukiwaniu halucynogennych grzybów. Chłopaki zbierają je do słoika. Wygląda to bardzo zwyczajnie, niemalże sielsko, jakby Andrew, Patol, Euzubiusz, Muko, Tępy i Olgiert wybrali się na jagody albo maślaki. Nie przypadkiem. Dla szóstki kumpli będących mniej więcej w wieku autora nie jest to żadna ekscytująca wyprawa, ale banalny, rutynowy wypad po owoc wprawdzie zakazany, ale próbowany tak często, że jego smak spospoliciał i stracił wyjątkowość. Spożywanie grzybów stało się nieodłącznym punktem imprez w bardziej lub mniej zaprzyjaźnionym gronie. W takim właśnie celu szwenda się po łące ta ekipa, po czym dołącza do reszty towarzystwa i gdzieś na prywatnej działce w podgórskiej okolicy rozpoczyna się ostry "melanż" z przypalaniem trawy, piciem alkoholu i "zagrzybianiem". Reszta książki jest zapisem imprezowych brewerii i rozmów oraz narkotycznych wizji i przemyśleń Olgierta.Tylko tyle i aż tyle. Nahaczowi udało się ominąć mielizny epatowania, choć kilkakrotnie się o nie ocierał. Ten dziewiętnastolatek z Gładyszowa w Beskidzie Niskim ma słuch literacki co się zowie. Czujemy, że ten chropawy, momentami brutalny język, inkrustowany komicznymi wulgaryzmami jest prawdziwy, może taki, jaki autor zna z autopsji. Kim są posługujący się nim bohaterowie? Trochę przypominają "chłopców" z piosenki Myslovitz. To typowi przedstawiciele mojego "rozpieszczonego" pokolenia, między wierszami mówi Nahacz. Nie mają bogatych rodziców, ale mają co jeść. Nie olewają nauki, bo summa summarum to się nie opłaci, wiedzą, że tylko nielicznym uda się uniknąć taśmociągu szkoła-praca-żona-dom i nie ma co podskakiwać, bo można wpaść w "syf". Mają porządne rodziny, ich ojcowie nie chleją ani nie biją. Właściwie nie dzieje im się żadna krzywda, sporadyczne problemy mogą mieć jedynie z policjantami z wydziału antynarkotykowego. Mimo że wywodzą się raczej ze społecznych nizin, nie są wykluczeni ze społeczeństwa ani rówieśnego środowiska. Chodzą na imprezy do kasiastych koleżanek, mają kumpli skejtów, skinów i drechów, ale sami są chyba normalsami. Przynależność do subkultury nie ma tu zresztą żadnego znaczenia. Wszyscy biorą albo dilują narkotyki, konflikt wybucha tylko wtedy, kiedy ktoś komuś nadepnie na palec.Życie toczy się od imprezy do imprezy, które potem się rozpamiętuje, interpretuje i analizuje. Nikt się nie buntuje, bo właściwie nie ma przeciw czemu. Często jest jednak "iluzorycznie normalnie" - monologuje Olgiert - i czuć w jego refleksji zarzut, że "Kolumbom" albo rodzicom było łatwiej niż jemu, bo mogli się w życiu określić, walczyć na wojnie albo sabotować komunistyczny reżim, bić się o coś wielkiego. Uważa, że pustka, której doświadcza jego pokolenie, ma podłoże ontologiczne: "Bóg nam robi kawał, żeby nie było za nudno; myśli sobie - wszystko macie w porzo, więc dop....ę wam ciągłe egzystencjalne lęki, żeby nie było, że macie raj na ziemi".Czyżby sytuacja roczników urodzonych w latach 80. i polska rzeczywistość przełomu stuleci były igraszką złośliwego demiurga? Taką wymówką, którą można zatuszować każdy defekt i nieudacznictwo?Książka Mirosława Nahacza zaczyna się tak, jak esej "Utracone dziedzictwo" Andrzeja Stasiuka z tomu "Tekturowy samolot"
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji