Koszyk pusty

Dostawa za darmo!
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Ostatnie historie (okładka miękka)

Ostatnie historie

Olga Tokarczuk  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

okładka: miękka
nośnik: druk
liczba stron: 294

Produkt niedostępny
do przechowalni

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

- polecamy

Olga Tokarczuk - zobacz więcej »

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: Ostatnie historie

      Średnia ocena z 5 recenzji (Dodaj własną)

    Autor:
    Olga Tokarczuk
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie , Wrzesień 2004
    ISBN:
    83-08-03623-6
    Liczba stron:
    294
    Wymiary:
    123 x 197 mm
    Wydanie:
    1
    Sprawdź inne tytuły:
    Olga Tokarczuk
    Kategorie:
    proza polska > powieść
    Po sześciu latach ukazuje się nowa powieść znakomitej polskiej prozaiczki Olgi Tokarczuk. Książka ta dotyka problemów dla człowieka najbardziej uniwersalnych. Przenosi w trzy światy, które niepokoją swoją bliskością i coraz mocniej zaczynają dominować w wyobraźni czytelnika. Są to trzy opowieści, w pierwszej ocenie nie powiązane ze sobą, bo pokazane w niezależnym od siebie czasie i przestrzeni, ukazujące w niezwykle barwny sposób najtajniejsze zakątki duszy trzech, blisko ze sobą związanych kobiet; bohaterka - jej matka, bohaterka - jej córka Trzy zupełnie inne światy, trzy zupełnie różnie tła i jeden, uniwersalny problem. Problem śmierci i przemijania. Jest to proza Tokarczuk bardziej wyciszona, bardziej kontemplacyjna, jeszcze bardziej intymna niż pozostałe jej wcześniejsze powieści. Autorka doskonale rysuje charaktery kobiet, w oryginalny i bardzo wyszukany, subtelny sposób prezentuje problem przemijania, upływu czasu w życiu człowieka. Książka jest wspaniale napisana i chociaż traktuje o kobietach, o kobiecym patrzeniu na świat, doskonale trafi również do męskiej wyobraźni.

    Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

    Ostatnie historie
    Autor:
    Olga Tokarczuk

    Bardzo smutne historie (2007-09-27)

    Marta Kilian 1Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!  Więcej o recenzencie

    Olga Tokarczuk chyba nie potrafi pisać o wesołych sprawach, jest to niezwykle nostalgiczna pisarka. Porusza kwestię śmierci, opisuje ją na różne sposoby, na różne sposoby ją nam przedstawia. Faktem jest, że świadomość kresu życia wciąż nam towarzyszy, ale czy musimy o niej wciąż czytać??? Po książki sięgamy, by spędzić miło czas wolny, by odpocząć, by poznać życie innych ludzi, ale ciągłe zasypywanie nas różnymi odmianami śmierci chyba nie jest humanitarne, dlatego śmiem twierdzić, że pomimo paru miłych akcentów ta książka niektórych popchnie do samobójstwa, zwłaszcza tych, którzy mają jakąś odmianę depresji. "Ostatnie historie" to opwiadania dla tych, którzy mają w sobie wolę życia...

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Okno zaledwie uchylone (2005-03-04)

    Izabela Sekulska  Więcej o recenzencie

    Oczekiwanie na książkę ulubionego pisarza jest jak czekanie na „zamówiony” prezent. Niby wiemy, co to będzie, niby wiemy, czego się możemy spodziewać, ale tak naprawdę wszystkie walory prezentu możemy poznać dopiero wtedy, kiedy już mamy go w swoich rękach. Jeśli prezent spełni oczekiwania, jest świetnie, jeśli zaś nie – przychodzi lekkie rozczarowanie, z którym trudno się pogodzić. Nie będę ukrywać, że Olga Tokarczuk (trzykrotna finalistka literackiej Nagrody Nike), jest dla mnie kimś wyjątkowym. Ulubioną pisarką, dostarczycielką wielkiej czytelniczej przyjemności, symbolem sukcesu, który zrodził się z pasji. Przekonała mnie do siebie swoją powieścią „Prawiek i inne czasy” i już ze mną została z etykietką „mój ulubiony pisarz”. Oczekiwanie na jej nową powieść było więc długie i niecierpliwe. I może właśnie dlatego jest teraz odrobinę ciężko – bo według mnie „Ostatnie historie” Olgi Tokarczuk są więcej niż dobre, ale nie tak znakomite jak poprzednie książki. Pisarka zaskakuje niebanalną kompozycją. Powieść składa się z trzech części, a każda z nich jest historią kobiety, innej kobiety. Nie są to jednak obce sobie osoby. Tokarczuk pisze o matce, córce i wnuczce. Ida, bohaterka pierwszej części wybiera się w sentymentalną podróż do miejsca urodzenia. Ociera się o śmierć i przypadkiem trafia do domu dwojga staruszków, którzy tworzą w nim coś na kształt hospicjum dla zwierząt. Paraskewia, bohaterka drugiej części powieści, to matka Idy. Ukrainka, która na ziemie odzyskane trafiła po wojnie wraz ze swoim polskim mężem. Przez całe życie tkwiła w związku dość przypadkowym, była bardziej obok niż ze swoim dużo starszym mężem. Bohaterka trzeciej części Maja, to wnuczka Paraskewii, córka Idy. Jest autorką przewodników i samotną matką. Poznajemy ją podczas jednej z jej egzotycznych podróży. Wszystkie trzy stają w pewnym momencie życia naprzeciwko śmierci. Ida ociera się o własną, Paraskewia przeżywa śmierć męża, Maja jest świadkiem śmierci poznanego w podróży węgierskiego sztukmistrza. Są bardzo samotne – samotność wyziera z wersów książki Tokarczuk. Nie przygotowane ani na samotność, ani tym bardziej na śmierć – tego przecież nigdzie nie uczą, w żadnej, nawet najlepszej szkole. A życie jest srogim egzaminatorem. Subtelna to proza, wnikliwa, dobrze się ją czyta. Nie warto obok niej przejść obojętnie. Jednak pewien niedosyt mnie nie opuszcza, kiedy patrzę na poruszającą okładkę książki Tokarczuk. Bo to okno na okładce jest jakby zapowiedzią wtopienia się, zachłyśnięcia się wielką literaturą, a jednak nie do końca się przed nami otwiera, pozostaje jedynie uchylone. Mam takie swoje własne określenie na prozę tworzoną przez tę pisarkę – „smakowita”. Czytanie jej książek to dla mnie prawdziwa uczta. Smakowita uczta. Czemu zawdzięczają ów wyjątkowy smak książki Tokarczuk? Co to za literacka przyprawa? Naprawdę nie wiem. Szkoda tylko, że w ostatniej książce przyprawy jednak zdecydowanie zabrakło. Pomimo tego mam nadzieję, że tytuł „Ostatnie historie” nie okaże się proroczy, a czytelnicy jeszcze nieraz rozsmakują się w prozie utalentowanej pisarki.

    (5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Bardzo (2005-02-16)

    Mateusz Wójcik  Więcej o recenzencie

    Bardzo. Książka przy, której zaczyna sie myśleć nad upływającym czasem, nad sobą, nad tym, jak to było. Piękna, momentami sprawia, że ma się ochotę zaśmiać, ale uświadamiamy sobie, że to nie jest zabawne, smutne. W piękny sposób przedstawia pokolenia calkowicie od siebie różne, ale podobne pod względem szczegółów. Dzieło bogate w piękne środki stylistyczne, tryska z niego inteligencja pisarki.

    (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Recenzja ResPubliki

    Marta Cuber

    Trzeba mieć dzisiaj naprawdę dobry powód, by pisać o śmierci. Jako temat królewski zdążono ją setki razy przegadać i sprawić, że w pojęciu ogólnym umarła. Wiele się pisze, że o śmierci nie należy mówić nazbyt podniośle, konieczna jest ordynarność stylu. Śmierć w kleszczach estetyki to okropność. Zastanawiam się, czy w takim razie powód Olgi Tokarczuk do napisania Ostatnich historii, sagi o śmierci, jest dostateczny, i czy aby pisarka nie nadużyła cierpliwości samej śmierci do mówienia o niej. Tymczasem sprawę rozwiązać łatwiej. Tokarczuk znalazła ów powód, napisała dobrą powieść, jakkolwiek wpadła w pułapkę estetyzmu. Ostatnie historie to powieść w opowiadaniach, gatunek od jakiegoś czasu oswajany w naszej prozie. Ale przede wszystkim to saga kobieca. A skoro śmierć w języku polskim jest kobietą, oba wątki pożenić łatwo. Nie idzie jednak o to, by roztrząsać, czy pisarka dla spraw ostatecznych wybrała powieść czy opowiadanie. Sprawa Ostatnich historii Tokarczuk to sprawa kobiecych przypadków. Jak w deklinacji odmienia się tu śmierć – wcale nie po kolei, lecz od środka. Bohaterki: babka, matka i córka (Paraskewia, Ida i Maja), to kobiety mocno osadzone w polskiej rzeczywistości. Ida z Czystego kraju w 2003 roku, pędząc hondą w okolice Lewina, do domu dzieciństwa, spada z pobocza. Brnie pieszo przez śnieg do najbliższej przystani, w której odnajduje ów „czysty kraj”, miejsce wspomnień całego życia, ale i przy okazji niesamowitych ludzi. Gospodarze, dwoje staruszków, są oczyszczeni z miejskości, nie wiedzą, co to śpieszyć się, liczyć czas szybciej, niż płynie, w ich domu wiszą kubki z fajansu, w sieni jest zimno, a na podwórku umierają zwierzęta zwożone przez wnuka weterynarza. Właśnie tego trzeba strwożonej bijącym nierówno sercem kobiecie, która w sprawy dobrego zdrowia zaangażowała całą siebie. Ida Marzec jest samotną warszawianką, z byłym mężem spotyka się co prawda często, ale coraz rzadziej człowiek, który nadal znajduje w niej oparcie, potrafi ją sobą zająć. Sama w nikim nie mając oparcia, uporczywie walczy z „małą śmiercią”, nocną arytmią. Wpadając w letargiczny rytm życia gospodarzy, Ida oswaja jednak i własne, chwilowe „umieranie”, i śmierć prawdziwą, której boi się panicznie – konanie psa. Paraskewia z Parki, 76-letnia staruszka, matka Idy, także dokonuje rozrachunku z życiem, jakkolwiek będzie on na brudno, wspomnienia nie ułożą się jedno po drugim. „Nie mam w głowie porządku, mam śmieci, kupki wspomnień”, mówi, przejęta śmiercią męża. Prawda to tylko w połowie, bo dostajemy wcale zwartą opowieść o dziejach małżeństwa, która za tło ma konflikty na polsko-ukraińskim pograniczu. (...) Jak babka wspomina, tak wnuczka, Maja ze Sztukmistrza, żyje. Nie oddaje się mękom przeżywania raz jeszcze. „(...) jej życie składa się wyłącznie z wyjątków i przypadków. Mieszka w mieście, którego nie lubi. (...) To, czego najbardziej chce, nigdy się nie spełnia”. Maja pisuje przewodniki dla yuppies, ale częściej niż w kraju, bywa w podróży. Wszędzie wozi syna. Żyje tak, żeby wyszło na zero. W Malezji świadkuje śmierci wielkiego węgierskiego iluzjonisty Kisza. W zdaniu, że kobiety są sojuszniczkami i akuszerkami śmierci, jest coś nowego, są szczegóły. Kto ich nie widzi, mówi pisarka, jest martwy i okrutny. Ciepły opis ciała nagiej kobiety przed lustrem czy kulki magika albo dymiącej kaszy – to uroki tej powieści. Ale mimo wszystko jest ona czytadłem o śmierci.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Game over (2004-10-07)

    Maciej Pinkwart  Więcej o recenzencie

    Śmierć towarzyszy nam stale i oswajamy się z nią od dziecka. Uciekamy od niej w cynizm, w konwencję, w zabawę. Rozjechany kot na szosie to tylko przedmiot, który należy wziąć między koła, żeby nam nie ubrudził karoserii. Eksplozja samochodu-pułapki pokazywana w wiadomościach to tylko efekt pirotechniczny. Trzęsienie ziemi czy wojna – to tylko dane statystyczne. Śmierć jest częścią sztuki, jest elementem zabawy. Sorry, you have been killed - widzimy na ekranie komputera, gdy w grze tracimy kolejne z sześciu „żyć”. Nawet napis „game over” nie psuje nam humoru – straciliśmy wprawdzie wszystkie „życia”, ale zawsze możemy nacisnąć „play again”.. I czasem tylko babcia przestaje nam marudzić za uchem i krótki telefon ze szpitala uruchamia szereg nieprzyjemnych i kosztownych czynności zakończonych spuszczeniem do ziemi podłużnego drewnianego opakowania, które zasypane starannie odetnie nas od tego, co było kiedyś człowiekiem. Poślizg na zakręcie górskiej drogi, nieumiejętne wejście na jezdnię, kruchy chwyt w czasie górskiej wspinaczki, wybuch miny-pułapki pod Bagdadem...To tylko epizody w naszym życiowym filmie, niekiedy łzawe, niekiedy irytujące (mógł przecież uważać!, po co tam się pchał!...). Olga Tokarczuk opisuje śmierci nie heroiczne, nie przypadkowe, nie te ze sprawozdań statystycznych, tylko te, które są udziałem każdego z nas, te które przychodzą najpierw do naszych bliskich, potem do nas. Już czekają za progiem i nikogo nie ominą. W szkołach uczymy się tylko rzeczy niepotrzebnych, o tym, jak żyć w rodzinie – a może nie będziemy mieli rodziny, o ułamkach i całkach – a może przeżyjemy bez matematyki, o tym, co po angielsku znaczy „to live” – a to też może nam się nie przydać. Nie uczymy się tylko tego, co jest absolutnie pewne – nie uczymy się umierać. Jedna z bohaterek powieści ironizuje, że między geografią i historią powinna być wprowadzona tanatologia, nauka o umieraniu, z klasówkami, pracami domowymi i ćwiczeniami praktycznymi... Cóż za wspaniała książka! Może nie powinienem się tak zachwycać, bo od pierwszej powieści „Podróż ludzi księgi” po tę ostatnią (jak na razie) – wszystko, co tworzy i prezentuje nam Olga Tokarczuk ma cechy pisarstwa największej klasy. Każda z jej książek ma genialne pomysły, rewelacyjną fabułę, dotyczy spraw podstawowych dla człowieka i napisana jest w sposób, budzący szczery zachwyt. Tutaj autorka przedstawia nam trzy historie z życia trzech przedstawicielek jednej rodziny: matki, babki i córki. Każda z nich na kartach powieści musi zmierzyć się ze śmiercią, musi przeżyć śmierć. Nie sposób streszczać tę książkę, zresztą byłoby to tak, jakbym rekomendował urodę Miss Polonii, pokazując jej zdjęcie rentgenowskie. Największe wrażenie zrobiła na mnie historia pierwsza, może dlatego, że bohaterka jest mi bliska wiekowo i tak jak ja dużo jeździ samochodem... Na górskiej drodze ulega wypadkowi, wydostaje się z rozbitego samochodu (ona, a może tylko jej duch?) i trafia do wiejskiej chaty, której gospodarze prowadzą „sanatorium pod klepsydrą” – umieralnię dla zwierząt... Nastrój podobny do „Wniebowstąpienia” Konwickiego, ale bardziej intymny, kameralny, a przez to niezwykle poruszający. Olga Tokarczuk nie dostała nagrody „Nike”, nie dostała – jeszcze! – literackiej nagrody Nobla. Powinna dostać. Tworzy dzieła, które nie opisują życia ludzi z sąsiedniego bloku, lecz kreuje własną rzeczywistość, wskutek czego ta nasza, codzienna, staje się bardziej oswojona. Jej twórczość niczego nie demaskuje, o niczym nie poucza, pokazuje drogi, którymi zapewne nigdy nie pójdziemy, ale jest jak bliski człowiek, którego sama obecność pomaga w trudnych chwilach. Kilka godzin, spędzonych na lekturze „Historii ostatnich” to jasny punkt w trudnym życiu każdego z nas. Kontakt z wielką sztuką zawsze zbliża nas do piękna. A piękno trwa poza śmierć.

    (5 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Książki - Zapowiedzi - zamów już dziś!

    Książki - wszystkie zapowiedzi »

    Książki - Nowości - polecamy!

    Książki - wszystkie nowości »

    Książki - Promocje - kupuj i oszczędzaj!