Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Pala
Średnia ocena z 5 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Friendly Fires
- Firma fonograficzna:
-
XL Recordings
, Maj 2011
- Nr katalogowy:
- XLCD530-2
- Sprawdź inne tytuły:
-
Friendly Fires
Drugi, niecierpliwie oczekiwany przez fanów album brytyjskiej grupy z St. Albans, która urzekła słuchaczy wdziękiem, z jaką połączyła indie-rock z dyskotekowymi rytmami.
Założony przez trzech przyjaciół szkolnych - wokalistę i klawiszowca Eda MacFarlane'a, gitarzystę Edda Gibsona i perkusistę Jacka Savidge'a - zespół Friendly Fires zaczerpnął nazwę od utworu popularnej w latach 80., funkującej grupy Sector 21. Wzorując się nieco na niej, ale też na Aphex Twinie w zakresie aranżacji elektronicznej, FF stworzyli porywającą fuzję rocka i disco. Ich pierwsze single, zwłaszcza "Paris" i "In The Hospital", okazały się sukcesem, a więc dokładnie tym, czego oczekiwała publiczność, także klubowa: świeżo brzmiącej, wysokoenergetycznej, po-Franz Ferdynandowej muzyki w sam raz na koniec pierwszej dekady tego wieku. "Pala" nie zawodzi nadziei, jaką był debiutancki album "Friendly Fires" z 2008 roku. Zespół twórczo rozwija swoje pomysły i tym razem chętnie sięgając do takich źródeł inspiracji, jak The Cure, wczesny U2, New Order czy Talking Heads, ale też do bardziej mainstreamowych wykonawców muzyki disco z lat 70. ("Hurting"). Tak jak poprzednia, płyta brzmi znakomicie, spontanicznie i oryginalnie i o to chodziło.
| Utwory: |
| 1. Live Those Days Tonight |
|
| 2. Blue Cassette |
|
| 3. Running Away |
|
| 4. Hawaiian Air |
|
| 5. Hurting |
|
| 6. Pala |
|
| 7. Show Me Lights |
|
| 8. True Love |
|
| 9. Pull Me Back To Earth |
|
| 10. Chimes |
|
| 11. Helpless |
|
- Pala
- Wykonawca:
-
Friendly Fires
Letnia przygoda z Friendly Fires
(2011-08-29)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Hedonistyczny klimat Cut Copy, melodyczna bezpretensjonalność Empire Of The Sun oraz leniwie słodki nastrój lata w tropikach. Friendly Fires na swojej drugiej płycie proponują interesujący kolaż indie-popu, rocka i rozwibrowanego new-wave. Przyzwoite melodie, porywające refreny, niesione na odświeżonych brzmieniach lat 80, pozornie arytmiczne bity no i emocjonalny śpiew wokalisty, fantastycznie budują nastrój albumu „Pala”. Nic tutaj nie jest podane na talerzu. Melodie wchodzą w głowę po drugim odsłuchu. Jednakże od razu do przodu wybijają się oczywiste hity, w rodzaju „Running Away”, „Hawaiian Air”, „Show Me The Lights” a także wolna, niemalże trip-hopowa kompozycja tytułowa, dająca nieco więcej wytchnienia od tłustych, tanecznych pląsów. „Live Those Days Tonight”, kompozycja otwierająca „Palę”, to znów coś na kształt psychodelicznego popu, zbudowanego na subtelnych kontrastach, lecz pod względami melodycznymi, to ciężkostrawny gniot. Trio wypada o wiele lepiej w utworach lekkich, płynnych z mocnym naciskiem na śpiewny refren i nietrudno wówczas sobie wyobrazić upalnych, letnich dni oraz gorących nocy, gdy ciszę podkreśla przyjemny, eteryczny szelest owadów. Ładna płyta, lecz do poziomu wydawnictw wyżej wspomnianego koleżeństwa, niestety wciąż nie po drodze.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Lepszy od debiutu i top 3 2011!
(2011-06-14)
Robert
Węgrzyniak
Więcej o recenzencie
„Pala” to muzyczna euforia wznosząca słuchaczy wysoko ku słońcu, zanurzająca ich w wieczornych imprezach na plaży, wakacyjnych miłościach i szybująca w kierunku letniej ulotności…
Chwile zapomnienia, ekstatyczna zabawa do rana, przyjemne zmęczenie i towarzyszące mu uczucie błogości. Na szczęście, by doświadczyć wszystkich tych wrażeń, nie trzeba czekać aż do czasu, gdy nastaną upalne dni. Wystarczy dać się porwać Friendly Fires w szaloną muzyczną podróż. Ich nowa płyta jest swego rodzaju przepustką do lata. Nie ma czasu na zastanawianie się, nagle zostajemy wciągnięci w wir dźwięków.
Album rozpoczyna się retro-futurystycznym manifestem „Live Those Days Tonight” przywołującym na myśl imprezy rave’owe z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. To rytmiczne, taneczne i niemal transowo zapętlające się zapomnienie. Pędzimy ile sił, a serce staje w ogniu! Utwór pt. „Blue Cassette” jest kolejnym z wehikułów zabierających nas do czasów, gdy podstawowym nośnikiem, na którym popularyzowano muzykę, była kaseta magnetofonowa. Pojawiają się dźwięki przesuwania taśmy, przycisku „play”, znane nam z przenośnych odtwarzaczy typu „Walkman”, które to poprzedzają eksplozje refrenów. W „Running Away” nadal uciekamy, lecz możemy już obejrzeć się za siebie. Szaleńcze tempo odsłuchu płyty na chwilę opada. Jesteśmy na przystanku DFA. Już za chwilę zachłyśniemy się „Hawaiian Air”. Soczyste bębny, dźwięki klawiszy, odgłosy pozytywki i cymbałków tworzących klimat płyty nadal są słyszalne. Wokal Eda Macfarlane’a może kojarzyć się z wesołą wersją Roberta Smitha z The Cure lub radosną odmianą głosu Andrew Mearsa z Foals. Wreszcie następuje chwila wytchnienia. W „Hurting” pojawia się przestrzeń, szepty i dramaturgiczne pauzy serwowane jakby przez DJ-a. Unosi się łagodna, miłosna piosenka, której pozwalamy swobodnie odejść. Głównym celem podróży jest tytułowa „Pala”, muzyczna utopia, w której dominuje marzycielskie zatopienie i cisza. Subtelnie dawkowane są dźwięki instrumentów, przestrzeń, chórki, pogłosy, świergot ptaków i odgłosy przypominające „naciąganie” aparatu fotograficznego. Słuchamy kompozycji z zachwytem, zamykamy oczy i na chwilę znikamy. Z magicznego snu budzi nas „Show Me Lights”, utwór z hiphopowym bitem, jednak nie odstający w znaczący sposób od reszty płyty. Wracamy na parkiet, jest surowiej i bardziej rockowo-tanecznie. Zapętlony, pulsujący, brudny bas, kojarzący się z dokonaniami Toma Veka, połączony został z nu disco w "fasonie" Holy Ghost! i z wypracowanym na tej płycie, wyraźnym stylem Friendly Fires. To musi być „True Love”. Z utworu na utwór zakochuję się coraz bardziej w tym albumie i nie zanosi się tylko na chwilowe zauroczenie. Nie chce się wracać na Ziemię, "przyjazne ogniki" sprawią jednak, że lądowanie będzie łagodne. „Pull Me Back To Earth” przypomina nieco dokonania Talking Heads. Kołatki, świergotliwe gitary i afrykańska rytmika wzbogacone są o unowocześnione brzmienie. Kompozycja „Chimes” znów porywa nas na parkiet. Cymbałki, tech-house’owy rytm i jednostajny wokal przechodzą płynnie w eksplozje dreampopowych fajerwerków z dynamicznym basem.
Delikatnie mówiąc. Polecam!
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji