Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Perfect Strangers
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Deep Purple
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 1999
- Nr katalogowy:
- 5460452
- Sprawdź inne tytuły:
-
Deep Purple
Wersja Zremasterowana
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Knocking At Your Back Door |
|
| 2. Under The Gun |
|
| 3. Nobody's Home |
|
| 4. Mean Streak |
|
| 5. Perfect Strangers |
|
| 6. A Gypsy's Kiss |
|
| 7. Wasted Sunsets |
|
| 8. Hungry Daze |
|
| 9. Not Responsible |
|
| 10. Son Of Alerik (Bonus Track) |
|
- Perfect Strangers
- Wykonawca:
-
Deep Purple
(Prawie) Doskonały album
(2010-07-21)
luojani
Więcej o recenzencie
Przystępując do nagrywania tego albumu panowie fioletowi (a nie purpurowi) byli już wygami muzycznymi o ustalonej pozycji w świecie muzyki. Tak jak to pisali moi poprzednicy podobno głównym motywem do nagrania albumu był kasa. Ale album o dziwo, wyszedł całkiem składny. Równy pod każdym względem, DP odświeżyli mocno swoje brzmienie. Całkiem zerwali z blues – rockowymi klimatami, które dominowały, gdy na wokalu byli Coverdale/Hughes. Utwory maja świeże, mimo upływu lat brzmienie, łatwo wpadające w ucho melodie i tradycyjne trochę surrealistyczne teksty Gillana. Na płycie jest kilka prawdziwych hitów – tytułowy z płyty można śmiało powiedzieć nowy hymn DP od tamtego czasu zawsze obecny na koncertach zespołu, dalej „Wasted sunsets” rzadka u fioletowych ballada rockowa, dynamiczne „Under the gun”, „Nobody’s home”, „Mean streak” i ciekawe „Hungry Daze” i „Not responsible” (nieobecny na LP w 1984). Interesującym dodatkiem na CD jest utwór „Son of alergik” 10 min improwizacja muzyczna Mr Blackmore’a, oryginalnie pojawiająca się tylko na stronach B singli (czy ktoś jeszcze pomięta co to strona B singla?) i różnych składankach zespołu. Ogólnie – płyta dobra, ale niczym nie porywa; nie wytycza nowych kierunków muzycznych, ale bardzo dobrze się jej słucha i to najlepiej w całości, co jest rzadkością, nawet u takich tuzów jak DP. Słuchacze z czułym uchem w riffach R.Balckmore’a wysłuchają echa muzyczne z Rainbow. Czy to źle, ja akurat uważam, że dobrze. Gorąco polecam wszystkim, którzy lubią dobra muzykę, nie tylko rockową.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Wielki powrót wielkiego zespołu!!!
(2007-06-24)
Szymon
Falkiewicz
Więcej o recenzencie
W 1984 roku po 8-letniej przerwie w działalności (zespół rozpadł sie w marcu 1976) legenda hard rocka powróciła w najlepszym składzie: Ritchie Blackmore - gitara prowadząca, Ian Gillian - wokal, Roger Glover - bas, Jon Lord - klawisze, Ian Paice - perkusja. Muszę przyznać, że powrócili w wielkim stylu wydając "Perfect Strangers" - album genialny, nawiązujący do największych osiągnięć grupy z lat 70-tych. Wszyscy muzycy są znowu w życiowej formie. Już od pierwszego utworu porywa nas purpurowa magia i niesamowita werwa wykonania. Najlepsze kawałki? Jest ich tu bardzo dużo, ale szczególnie wyróżniają się "Knocking At Your Back Door", "Nobody's Home", "Gypsy's Kiss", "Wasted Sunset" (piękna ballada, jedyna na płycie), "Not Responsible", "Son Of Aleric" (świetne zakończenie płyty, coś w rodzaju jam session) oraz utwór tytułowy ,czyli znakomity, ciężki kawałek będący kwintesencją stylu grupy i absolutną klasyką hard rocka. Album nie ma słabych punktów i jest niesłychanie równy. Jedynie utwór "Under The Gun" według mnie trochę odstaje (co oczywiście nie znaczy, że jest zły). To jedna z najlepszych płyt Deep Purple i stawiam ją na równi z "In Rock", "Machine Head" oraz "Fireball". Pozostaje tylko kupować, kupować, choćby w ciemno!!! Polecam wszystkim miłośnikom dobrej muzyki!!!
(4 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Perfekcyjni nieznajomi
(2007-05-06)
Zbigniew
Brzeziński
Więcej o recenzencie
Inaczej niż właśnie tak - "perfekcyjni (doskonali) nieznajomi" tej płyty określić się nie da. Powstały w 1968 Deep Purple to jeden z ciekawszych zespołów w dziejach klasycznego heavy metalu. Niby stateczni faceci, słabo związani z gwiazdorami ery dzieci kwiatów potrafili też nieźle dać czadu. Na jednym z koncertów gitarzysta Ritchie Blackmore kazał technicznemu nalać do wzmacniacza benzyny i w kulminacynjym momencie występu podpalić... Pomysł godny największych skandalistów w dziejach rocka! Tyle, że benzynki było trochę za dużo. Piec wybuchł, a podmuch odrzucił gitarzystę Purpli na parę dobrych metrów. Blackmore potrafił oczywiście zachować się jak napuszony gwaizdor. Zdarzało się, że odmawiał wyjścia z garderoby dopóki nie zapadną ciemności, by bardziej imponująco wypadły światła... Co ciekawe zespół dość popularny na Zachodzie prawdziwe uwielbiany był jednak za żelazną kurtyną. Na koncertach na całym świecie spore grono fanów stanowili mieszkańcy bloku wschodniego, a słowa typu: "smatri! Dżion Łord, Dżion Łord!" nikogo specjalnie nie dziwiły. W ocenie "Perfect Strangers" (1984 rok) w zasadzie zgadzam się z recenzją Krzysztofa Bruszewskiego opublikowaną na stronie Merlina (2006-05-06) pragnę tylko dodać dwie uwagi. "Perfekcyjni nieznajomi" to bodaj najbardziej spójna płyta Deep Purple. Po ośmiu latach niebytu zebrało się znów, w najmocniejszym składzie, grono wybitnych muzyków (Perfect), których niewiele po za wspólnym graniem łączyło (Strangers). Pierwsze słowa tytułowego utworu - "Can You Remember, Remember My Name" były zwrócone wprost do fanów i stanowiły odwieczne pytanie - czy to co gramy ma jeszcze sens po tych paru latach? Konflikt na linii Ritchie Blackmore (gitara) i Ian Gillan (vocal) był już nie do zażegnania. Ci faceci nie mogli nawet mieszkać w jednym mieście - cóż więc mówić o wspólnej trasie? Na teledysku do "Perfect Strangers" niby wszystko wygląda miło: grają w piłkę, zwiedzają posiadłość, piją w miłym towarzystwie drinki... mnie jednak w pamięć wryła się scena trwająca ułamki sekund - kiedy przyjeżdża Gillan i ściska się z zespołem, tylko z Blacmore'em nie podają sobie ręki... "Perfect Strangers" to ważna płyta w dziejach Deep Puprple i ważna płyta połowy lat osiemdzisątych. Nagrana ze względu na nacisk fanów - co nie wyklucza wpływu dolara. Później w dziejach grupy było już tylko gorzej, a kolejna próba grania w takim składzie zakończyła się nieciekawym krążkiem "The Battle Rages On" (1993). Pozostał smutek i nostalgia. Jak sądzę obaj wybitni - skłóceni myślą o sobie słowami z "Króla w złotogłowiu" Raymonda Chandlera - "Żegnaj chłopie. Był z ciebie kawał świni, ale muzykę czułeś jak mało kto"...
(6 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Doskonali nieznajomi
(2006-05-06)
Krzysztof
Bruszewski
Więcej o recenzencie
Deep Purple to jedna z grup, które stworzyły gatunek zwany heavy metalem. Zaczynała jeszcze w latach 60-tych. Największy sukcesy odniosła na początku lat 70-tych: płyty takie jak "Deep Purple In Rock", "Machine Head" czy "Made In Japan" to klasyka gatunku. Zresztą ten ostatni album to najlepsza koncertówka w historii rocka. Znakiem rozpoznawalnym kapeli był wokal Iana Gilliana - wrzaskliwy i pełen ekspresji. Mówiono o nim kiedyś, że przekrzyczałby płonącą Sodomę i Gomorę... Jego ciągłe spory z gitarzystą Ritchiem Blacmorem, inną wybitną indywidualnością, sprawiły, że następne albumy nie były już tak dobre (zresztą Gillian odszedł z zespołu w 1973 roku), ciągłe zmiany muzyków spowodowały kryzys twórczy. Grupa rozpadła się na dobre w 1975. Ale wróciła po dziewięciu latach z płytą "Perfect Strangers". W dodatku w składzie z czasów największych sukcesów (a więc za mikrofonem Ian Gillian, na gitarze Richie Blackmore, klawisze John Lord, bas Roger Glover i Iana Paice na perkusji)!. Magiczna moc dolarów zadziałała jeszcze raz. Co wcale nie świadczy na niekorzyść tej płyty.
Jej najmocniejszy punkt to kompozycja tytułowa. Zaczyna się słowami "Can You remember, remember my name?". I Gillian nie kieruje tych słów do jakiejś byłej dziewczyny, tylko do stojącego obok kapryśnego gitarzysty. Drapieżny numer cały nastrój zawdzięcza organom Lorda, które odpowiadają Gillianowi na jego pytanie, raczej nie warto tej odpowiedzi cytować. "Hungry Daze" to już czyste purplowe szaleństwo, opowieść o czasach młodości panów. Zresztą równie szybko pędzi "A Gypsy's Kiss". Świetny jest "Knocking at Your Back Door", siedmiominutowy numer ozdobiony melodyjnym riffem i jedną z najlepszych solówek Blacmore'a. Nie tylko on pokazuje w nim klasę - Ian Paice gra tak, jakby przez resztę życia miał już wystukiwać tylko marsze. Ma doskonałego partnera w basiście - Roger Glover to mistrz w sztuce szarpania czterech strun. Sekcji rytmicznej "Purplom" zazdrość może Beyonce. Ale myliłby się ten kto myśli, że Anglicy nie potrafią grać spokojniejszej muzyki - udowadnia to liryczna ballada "Wasted Sunsets". I znów Blacmore powala swą grą! To wydanie zawiera dodatkowo instrumentalną kompozycję "Son Of Alerik". Cała płyta pulsuje energią, która niekoniecznie brała się z dobrej atmosfery w zespole. Wystarczy obejrzeć teledysk do "Perfect Strangers" - nakręconego podczas nagrywania albumu w domowym studio jednego z muzyków.
Jaka szkoda, że potem przyszły chudsze lata. Gitarzysta w czerni odszedł z grupy w 1993. On i reszta zespołu mieli już siebie dosyć. Stali się doskonałymi nieznajomymi. Ale przynajmniej zostawili swoją muzykę.
(6 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji