Pożegnanie z Yundi Li
(2009-02-12)
Magda
Talik
Więcej o recenzencie
Cenionym muzykiem jest się niezależnie od koniunktury. Pod warunkiem jednak, że w kieszeni spoczywa kontrakt podpisany z prestiżową firmą fonograficzną, która także potem wyrazi zainteresowanie jego przedłużeniem. Chiński pianista Yundi Li stał się gwiazdą w chwili wygrania Konkursu Chopinowskiego w 2000 roku. Niepisaną tradycją było bowiem, że triumfator tej imprezy zostaje artystą znanej wytwórni Deutsche Grammophon, wydaje płyty, jeździ w trasy koncertowe, zdobywa doświadczenie i sławę. Tak jak Maurizio Pollini, Martha Argerich, czy Krystian Zimerman, który dla niemieckiego koncernu nagrywa już ponad ćwierć wieku. Jednak płyta z koncertami fortepianowymi Prokofiewa i Ravela to pożegnanie Yundi Li z potentatem fonograficznym, który nie chce dłużej zatrzymywać u siebie Chińczyka. Jednym z powodów może być kontrakt z Rafałem Blechaczem. Innym, być może bardziej prawdopodobnym, swoisty brak zdecydowania, może nijakość Yundi Li, która jest po trosze widoczna i na tym albumie, notabene jednym z najlepszych tego artysty. W obydwu utworach prym wiedzie bowiem nie solista, ale orkiestra Berlińskich Filharmoników pod batutą niezrównanego Seiji Ozawy. Jak soczyście brzmi ten zespół, jak chwilami złowieszczo i niepokojąco w Prokofiewie, jak wirtuozowsko ścigają się w koncercie Ravela instrumenty dęte, jak pikują, docinają i dowcipkują. Czy w tym anturażu odnajduje się solista? W II koncercie Prokofiewa Yundi Li pokazuje pazur dopiero w imponująco zagranej kadencji pod koniec I części, trochę jednak zbyt późno. Może jego wrażliwość, tak idealna do odczytywania intencji Chopina, tutaj nie wytrzymała starcia z masą brzmieniową i rodzajem pewnej zamierzonej prymitywności. Przydałoby się usłyszeć w Prokofiewie uderzenie znamionujące nie lekkość, ale raczej coś celowo przyciężkiego, brutalnego, kategorycznego. W związku z tym Chińczyk powinien był lepiej odnaleźć się w pełnym kolorów, nieco jazzowym koncercie G-dur Ravela. I rzeczywiście, słychać, że estetyka impresjonisty jest znacznie bliższa Yundi Li, czemu daje wyraz zwłaszcza w II części utworu, zagranej istotnie blisko ideału. Dlaczego jednak, kiedy włącza się orkiestra pianista zdaje się tracić odwagę, woli akompaniować niż kontrapunktować. Z pewnością jeszcze usłyszymy o Yundi Li, bo mimo wszystko udało mu się uniknąć losu innego rodaka - Lang Langa, taniego efekciarza i głodnego sukcesu lwa salonowego. Ale większy sukces wróżyć należy Rafałowi Blechaczowi, który pod skrzydłami Deutsche Grammophon rozwija się w zadziwiający sposób.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji