Piękni przegrani to najsłynniejsza powieść Leonarda Cohena, kultowa książka lat 60., wysoko ceniona przez krytykę i porównywana do Portretu artysty z czasów młodości Jamesa Joyce?a czy W drodze Jacka Kerouaca. Seks i religia łączą się nierozerwalnie w tej pełnej czarnego humoru, śmiałej obyczajowo i prawdziwie poruszającej historii miłosnego trójkąta, którego uczestników ? narratora, jego żonę Edith i ich maniakalnego przyjaciela F. - łączą nie tylko więzi erotyczne, ale też kult Katarzyny Tekakwitha, indiańskiej świętej z XVII wieku. W dalszym planie powieść dotyka tematu masowych zagład nowożytnych cywilizacji, rewolucji seksualnej, rewolty politycznej lat 60. i kultury masowej jako substytutu religii.
Książka objęta patronatem Merlin.pl
Efekt udaru słonecznego (jak sam przyznał kiedyś Cohen)...
(2007-01-11)
Piotr
Brencz
Więcej o recenzencie
Kiedy człowiek czyta opis na okładce, to ma ochotę książkę zwyczajnie odłożyć, bo wydawca napisał to tak, że wyszedł bełkot, którym zachwycają się niesamowicie oświeceni literaci. Jam jest zwykły chłop i chcę czegoś normalnego.
Wyszło kiedyś tak, że koniecznie chciałem przeczytać coś Cohena i z braku wolnej kasy zaproponowałem jakąś jego książkę mojej mamie na prezent gwiazdkowy, wybrała "Pięknych przegranych". Po przeczytaniu już wiem, że nie warto wierzyć ani krytykom, ani opisom z okładki. Podobieństwa do Kerouaca nijak nie da się znaleźć. A jeżeli ktoś znajdzie, to znaczy, że szukał bardzo na siłę. Joyce'a nie czytałem nigdy, ale skoro porównanie do "W drodze" jest chybione, to pewnie i do "Portretu..." też. Kim jest Leonard Cohen? Na pewno znacie go ze spotów radiowych i telewizji, bo w Polsce jest sławny głównie za sprawą swojej muzyki. Muzyka niezła do posłuchania, ale nie żeby jakoś przeżywać. Przebojowy singiel "In My Secret Life" średnio mi się podobał. Ale często słowo pisane daleko leży od śpiewanego, więc zacząłem czytać. "Piękni przegrani" to książka cholernie osobista, napisana przez kogoś, kto debiutował nie prozą, a poezją! Efekt był więc dziwny, często autor raczy czytelnika dziwnymi wizjami, sformułowaniami które pasowałyby znacznie lepiej do tomu poetyckiego. Autor miota się między tym, co chce powiedzieć, tym, co wypada mu powiedzieć, a tym, co może powiedzieć. I mimo że czasami opisy są odważne, jak na czas, gdy książkę wydano, czyli rok 1966 to i tak Cohen boi się wszystko nam opowiedzieć. Błądzi między odwoływaniami i "puszczaniem oczek" do znajomych i nieżyjącego przyjaciela, a czytelnym i czystym odbiorem czytelnika. Moim zdaniem średnio mu to się udało, a czasami wypada wręcz blado. Czytasz, ale z trudem. Postawiłem sobie pytanie: dlaczego? Odpowiedź może tkwić w tym, że książki tej nie powinno się ruszać, gdy dopiero zaczynasz z Cohenem i ma to być jego pierwsza książka, którą czytasz. Polecano mi zacząć od "Ulubionej gry" albo nawet od "Księgi tęsknoty" (i właśnie leży u mnie na stoliku). Mądry Polak po szkodzie, poetyckie książki pełne kwiecistego języka są dla mnie nie do przejedzenia, gdy nie jestem w tych klimatach. Przewalona książka, treść góruje nad formą. Takie przegięcie nie jest dobre dla czytelnika, co innego, gdyby było na odwrót i to forma była lepsza od treści. Zasnąłbym, ale czytał z łatwością. Więc, panie Cohen, poromansuję z pana wytworami przy innej okazji, teraz odkładam pana na półkę, po męczącej walce. A ja nie lubię walczyć z książką.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji