Polecam powieść wszystkim, którzy lubią się zatrzymać, powspominać z bliskimi (bo bohaterowie szybko się takimi stają), pokiwać głową nad nieuchronnością dziejów czy ogrzać w cieple domowej atmosfery. Uzmysłowiłam sobie też, że historie wielu współczesnych rodzin nie rozgrywają ani pod jednym dachem, ani nawet pod jednym niebem. Rozjechaliśmy się wszyscy po świecie, pod różne dachy i nieba. Pewnie stąd moja tęsknota za jednym domowym ogniskiem z krzątającą się w tle babcią Izabelką, która niezauważalnie dba o płomień.
Anna Ławicka
wspaniale napisana
(2012-03-29)
diunam
Więcej o recenzencie
„Pod jednym dachem pod jednym niebem” to saga rodziny Wysoczarskich. Rzeczywista akcja powieści rozgrywa się zaledwie w ciągu jednej doby. Z okazji swojego jubileuszu Karolina i Wiktor Wysoczarscy organizują przyjęcie, na którym spotykają się cztery pokolenia: matka Karoliny przez wszystkich nazywana babką Izabelką, matka Wiktora – Jadwiga Wysoczarska, dzieci Karoliny i Wiktora – Krystian z rodziną, Kamil i Agnieszka z byłym mężem i obecnym partnerem. I wreszcie najmłodsze pokolenie – Marek i Sylwia – wnuki Wysoczarskich. Oprócz rodziny goszczą również księdza, który przed laty udzielał im ślubu i Sylwestra Ziołkę – przyjaciela Wiktora jeszcze z czasów wojny. Prawdziwy kalejdoskop ludzi i charakterów. Jak to często na takich spotkaniach bywa, nie wszystko idzie zgodnie z przewidywaniami gospodarzy i każdy z nich ma moment, iż żałuje że w ogóle do spotkania doszło. Autorka buduje całą piramidę różnych wątków, w których motywem przewodnim jest wojna. Każdy z obecnych – za wyjątkiem młodego pokolenia – ma jakieś wspomnienia z nią związane, które w tym niby radosnym dniu na nowo odżywają. Każdy ma jakieś niezabliźnione rany i ofiary złożone wojnie, które co jakiś czas dają o sobie znać. Odżywają wspomnienia ludzi, którzy odeszli, minionych wydarzeń, zwierząt, a także utraconego majątku.
Autorka nikogo nie ocenia i nie narzuca nam – czytelnikom swoich opinii. Moją sympatię zdobyło starsze pokolenie: obie babcie ze szczególnym uwzględnieniem babki Izabelki oraz Karolina i Wiktor Wysoczarscy ze swoimi przywarami i życiowymi potknięciami. Młode pokolenie nie budzi już tak pozytywnych uczyć. Mimo, iż książka powstała ponad dwadzieścia lat temu , dzieci i wnuki Wysoczarskich za bardzo przypominają mi współczesnych młodych ludzi.
Książka budzi tęsknotę za rodziną – taką prawdziwą – z dziadkami, rodzicami, licznym rodzeństwem, zwierzętami, niedzielnymi obiadami, a nawet kłótniami. Byle się tylko zdążyć pogodzić…Rodziną, do której czuje się przynależność od pokoleń. Jeśli jej zabraknie, człowiek czuje się jak wyrwana z korzeniami roślina próbująca za wszelką cenę zapuścić je na „obcym” gruncie.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji