Trzecia książeczka z serii "Findus i Pettson" opowiada historie niecnych zamiarów sąsiada Gustavssona, który zamierza zapolować na kręcącego się po okolicy łakomego lisa. Bohaterowie przyłączają się do sąsiada, ale ich plany są nieco inne. Używając dość wyjątkowych metod zamierzają odstraszyć zwierzaka! Czy im się uda i kogo tak naprawdę wystraszą - dowiecie się, zaglądając do Polowania na lisa. Nie przegapcie ilustracji!
Poszanowanie przyrody i dobra zabawa
(2011-06-16)
Be
El
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Mimo, że na temat Fidndusa i jego pana Pettsona, możemy tylko achać i ochać – Polowanie na lisa, to jest naprawdę to. Przysłowiowa wisienka w czekoladzie na marcepanowym torcie. Przypomnę niewtajemniczonym: staruszek Pettson mieszka na szwedzkiej wsi spokojnej i wesołej i ma kota. W dosłownym tego słowa znaczeniu – choć kota na punkcie kota też ma. Kot Findus – jest przesympatycznym zwierzakiem, z kocim charakterkiem – czyli czasem pokazuje pazurki. Do tego ma cięty język, bywa bezczelny, obrażalski, potrafi odpłacić pięknym za nadobne. Ot, taka kocia natura w pigułce. Seria o tej dwójce przyjaciół liczy sobie kilka części – przy czym każda z nich to odrębna przygoda, nie kontynuacja, tak więc czyta się świetnie bez żadnych zobowiązań, że trzeba poznać coś przed czy po. Tym razem staruszka i jego zwierzaka odwiedził sąsiad Gustavsson – z flintą przewieszoną przez ramię. Ostrzegł ich, że po okolicy grasuje lis, w nocy wyniósł mu kurę i że on, jeśli tylko go spotka, zamierza go zastrzelić. Pettsonowi i Findusowi żal lisa. Obaj są przeciwnikami rozwiązania siłowego. Szukają sposobu, by tak przestraszyć lisa, aby mu się odechciało kur raz na zawsze. Czy im się uda? Zakończenie jest zaskakujące, nie zdradzę, by nie popsuć zabawy. Ta książka pełna jest humoru. Przysłowiową kropką nad i są ilustracje autora. Cudnie pokazują klimat tej opowieści. Najpierw przygotowania do przestraszenia lisa, cała krzątanina, snucie planów, szykowanie wielkiego wystąpienia Findusa w roli…. – nie zdradzę, choć przyznaję, muszę ugryźć się w język. Potem wielkie buuuum – które dzięki mnogości szczegółów, dbałości o szczegóły – wręcz słyszy się patrząc na ilustracje mistrza. A potem - spokój, refleksja, podsumowanie. I ten spokój – już w zaciszu Pettsonowej kuchni też udziela się czytelnikowi. To co mnie urzekło w tej książce – to poszanowanie istot żywych, przyrody, które nieodłącznie kojarzę ze Szwecją. Dla dzieci to naprawdę wspaniała lekcja.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji