Aurora del Valle dorasta w Chile, w pełnym miłości domu dziadków. Dręczą ją jednak koszmary z wczesnego dzieciństwa, które spędziła w chińskiej dzielnicy San Francisco. Odkrywając własną duszę dochodzi do niespodziewanych tajemnic. Isabel Allende stworzyła przenikliwą, napisaną w bardzo osobistym tonie, wspaniałą opowieść o poszukiwaniu własnych korzeni.
Zakamarki rodzinnej przeszłości
(2010-11-13)
Weronika
Król
Więcej o recenzencie
"Portret w sepii" jest pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Allende. Teraz, po lekturze, zastanawiam się - dlaczego tak późno? Wszystko jednak można nadrobić i ja to zrobię. Oficjalnie ogłaszam, że zamierzam zgromadzić (i rzecz jasna przeczytać) wszystkie jej dotychczas wydane (w Polsce) powieści. Nie o tym jednak ma być ta wieczorna notka, zacznijmy więc na temat.
"Portret w sepii" to już trzecia bodajże część trylogii, jednak ja przeczytałam (opieram się przed napisaniem "pożarłam", ale nie przesadzajmy) ją bez znajomości poprzednich. Nie miałam wrażenia, iż czytam kontynuację. Bogu niech będą dzięki.
Każdy z nas ma rodzinę oraz... odrobinę ciekawości w sobie. W życiu często zdarza się, że nie znamy swojego pochodzenia, przodków, ich historii, a nawet rodziców. Co wtedy? Zazwyczaj pragniemy odszukać prawdę, znaleźć odpowiedzi na zadawane pytania. Niestety nie zawsze się to udaje.
Aurorze del Valle, wnuczce znanej ze swojego sprytu i smykałki do interesów Pauliny del Valle, udało się. Opowiada nam całą swoją historię, i nie tylko. Otwiera przed nami drzwi do tajemnic - tych dużych i małych - rodziny del Valle, opisując czterdzieści siedem lat z ich życia.
Autora, pod opieką kochającej babci od strony ojca, dorasta w Chile. Mimo licznych prezentów i miłości, jej młode życie nie jest całkowicie kolorowe. Prześladowana jest bowiem przez złe sny z wczesnego dzieciństwa, kiedy to wychowywali ją drudzy dziadkowie w chińskiej dzielnicy San Francisco. Dzięki licznym poszlakom, odkrywa drogę do sekretów rodziny, własnego pochodzenia i pikantnych szczegółów o wielu przodkach.
Główna bohaterka książki, a zarazem jej narratorka, przyszła na świat w niekoniecznie różowych, acz bardzo często - niestety - spotykanych okolicznościach. Przez wiele lat oszukiwana, w końcu postanawia sama odkryć prawdę. Niekoniecznie częsty motyw, w dodatku wspaniale rozbudowany. Autorka, Isabel Allende, absolutnie nie jest monotonna - zgrabnie przeskakuje z postaci na postać, praktycznie każdy członek dużej rodziny del Vanne'ów jest scharakteryzowany w sposób intrygujący, dzięki czemu nie miałam problemu z ich zapamiętaniem. Każdy bohater wykreowany przez Allende jest inny i na swój sposób dość specyficzny. Posłużę się przykładem Pauliny, osoby z wyższej klasy społecznej, popularnej przez dobrze zaplanowane interesy, mieszkającej w ponad czterdziestu pokojowym domu. Jest kobietą niezależną, bezczelną i robiącą wszystko, co jej się żywnie podoba. Swoją wnuczkę, Aurorę, chce wychować na podobną do siebie. Nie rozumie, że dziewczynka niekoniecznie marzy o takim samym życiu jak babcia - każdy z nas ma przecież marzenia, swoje własne plany.
"Portret w sepii" jest lekturą refleksyjną, ale i relaksującą - jakże przyjemnie było przenieść się do XIX-wiecznego Chile, San Francisco czy Chinatown i wraz z Aurorą odkrywać ciemne zakamarki rodzinnej przeszłości. Powieść ma chyba tylko jedną wadę - za szybko się kończy (mimo dość sporej ilości stron, czyta się błyskawicznie i gdybym mogła, połknęłabym ją od razu). Z ogromną przyjemnością sięgnę po kolejne książki Isabel Allende - książki, miejmy nadzieję, równie fantastyczne jak i ta. Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie zasmakowali prozy tej autorki.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Rewelacyjna!
(2010-08-09)
Joanna
Gołaszewska
Więcej o recenzencie
Do prozy Isabel Allende chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Dom Duchów i Córka Fortuny są klasykami, czytałam je dawno, do dziś dobrze pamiętam. Dobrze pamiętam zwłaszcza emocje, jakie we mnie budziły oba tomy cyklu. Dlatego z takim zapałem wzięłam się do czytania "Portretu w sepii".
Jest to kontynuacja losów Elizy Sommers. Jeśli ktoś czytał Córkę fortuny, to krótko tylko przypomnę - to była ta panna, która wyruszyła w ciąży na gapę statkiem do San Francisco w pogoni za ukochanym.
W Portrecie... Eliza zostaje babcią, a reszta powieści jest o jej wnuczce, Aurorze.
Aurora przyszła na świat w niezwykłych okolicznościach i jej życie może nie było tak emocjonujące jak Elizy, ale też bardzo niezwykłe. Obie babcie Aurory miały niebagatelny wpływ na życie wnuczki - Eliza Sommers i Paulina del Valle..
Największy urok książki tkwi w narracji. Wydawałoby się, że autorka opowiada wszystkie wydarzenia z dużego dystansu, że nad niektórymi przemyka lekko, ledwo je wspominając, a jednak robi to w taki sposób, że czytelnik (w tym wypadku ja) chciał szybko wiedzieć, co będzie dalej. Niektóre wydarzenia, choćby nieszczęsne małżeństwo Aurory, opisuje z kolei bardzo dokładnie, nie pomijając niczego. Nawet najbardziej drastyczne szczegóły zostały drobiazgowo opisane.
Pozostaje tylko cieszyć się, że wydawnictwo zechciało zrobić wznowienie tej pięknej powieści, bo ja na przykład długo jej nie mogłam zdobyć. A to była uczta dla duszy.
Książki Allende od dawna były dla mnie jednymi z najlepszych. Osobiście nigdy jeszcze nie spotkałam się z całkowitą krytyką jej twórczości, każdy znajdzie coś dla siebie.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji