Niezadowolony ze swego stylu życia, rozgoryczony i rozczarowany fotograf bezmyślnie włóczy się po Londynie lat 60., utrwalając na kliszy momenty z codziennego życia. Po wywołaniu filmu okazuje się, że nieświadomie uchwycił scenę morderstwa.
Klimat, klimat!
(2008-09-12)
Lala
Więcej o recenzencie
Londyn, lata 60. XX wieku. Rewolucja seksualna, dzieci kwiaty, swing i Beatlesi. Bardzo charakterystyczne ubiory. Klimat niemal czuć w powietrzu. Doskonałe warunki, żeby nakręcić film kultowy.
Bohaterem dzieła M. Antonioniego jest młody, ceniony w swym środowisku i trochę zarozumiały fotograf. Nieco ekscentryczny, mogłoby się wydawać (ilu ludzi kupuje w sklepach ze starociami ogromne samolotowe śmigła?). W przerwach pomiędzy sesjami i zabawianiem się z modelkami fotografuje przyrodę. I tu akcja przyspiesza. Nasz fotograf rejestruje bowiem przypadkowo morderstwo dokonane w parku. Kiedy to odkrywa, powiększając kilkakrotnie swoje zdjęcia, zaczyna być odwiedzany przez pewną damę, jedną z bohaterek tajemniczych fotografii, która z oczywistych powodów domaga się zwrotu kliszy. W tym momencie zaczyna się gra psychologiczna, która mniej cierpliwego widza może odrobinę znużyć.
Jeśli widz nastawia się na nieoczekiwane zwroty akcji, będzie rozczarowany. Jeśli natomiast włączy wyobraźnię i zanurzy się w klimacie filmu, będzie zachwycony. A piękne zdjęcia w nieco ascetycznych kolorach oraz bardzo nastrojowa muzyka tylko ten zachwyt pogłębią.
No i ten charakterystyczny dla Antonioniego styl. Długie ujęcia nieruchomej kamery. Oszczędne dialogi. Sceny przesycone symbolicznym znaczeniem. Nietypowe wnętrza i bardzo charakterystyczne postacie. Dlatego drugim po zachwycie uczuciem jest przeważnie podziw dla mistrzostwa włoskiego reżysera. Zwłaszcza gdy jest się początkującym kinomanem, zauważającym wyraźną inspirację Antonionim u twórców młodszego pokolenia (patrz "Słoń" i "Gerry" van Santa).
Cały film nasuwa mi skojarzenie z muzeum sztuki bardzo współczesnej, pełnym niezwykle oryginalnych eksponatów (instalacje wykonane z wszystkiego, co artysta akurat miał pod ręką i abstrakcyjne malarstwo). Ale to właśnie oddaje charakter reżysera i jego czasów, swingujących lat sześćdziesiątych. Odlot.
Na temat tego filmu napisano już praktycznie wszystko. Przez wielu uważany jest za jeden z najważniejszych w historii. Nie podlega dyskusji fakt, że to arcydzieło sztuki filmowej. Niemniej jednak... nie każdemu się spodoba. Można oczywiście doszukiwać się głębszego sensu, drugiego dna itp. W końcu to arcydzieło. Ja wolę się zanurzać.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji