Pije na umór i ugania się za kobietami. To tylko niektóre wady Steve'a Everetta, ale to właśnie on odkrywa, że skazaniec oczekujący w celi śmierci na egzekucję jest niewinny. Rozpoczyna walkę o to, aby go ocalić...
Słaby?
(2007-12-15)
MarS
Więcej o recenzencie
John Grisham, przerabiający w swych gorszych powieściach często ważkie tematy, nie znajdował dla nich odpowiedniej formy i zaczynał nudzić czytelników. Podobnie się miał Akira Kurosawa, gdy w kinie próbował co i raz widzów pedagogizować, odbierając dziełom życia sporo piękna. Eastwood w swym wieku późnym, mógł pozwolić sobie na zrobienie filmu nieefektownego (zresztą od zawsze producenci patrzyli się na niego tak, jakby chcieli, by taki człowiek nie istniał), ale za to z istotnym przesłaniem. Zresztą, ten film jest mimo wszystko wyjątkowy, i to nie wysilona myśl sprowokowana nazwiskiem reżysera. Może nie w fabule (dość przewidywalna, wręcz trywialna), nie w postaciach (podstarzały amant-zaglądający do kieliszka dziennikarz i człowiek niesprawiedliwie skazany 'z marszu'), lecz w mało istotnych detalach, na które próbował nam zwrócić uwagę Jeunet w "Amelii", "Prawdziwa zbrodnia" zawiera rys oryginalności, wyjątkowości. Scenki takie, jak Rakietowe zoo, drobne detale świata przedstawionego, prowokują by je wspominać. Trwają niewzruszone, budząc wspomnienie filmu. Jego autor, wzorem Jacka Londona, chciał ponownie zwrócić naszą uwagę na niesprawiedliwość... systemu niesprawiedliwości. Zrobił to w odpowiedni sposób, i trudno oskarżyć go o stworzenie męczącego dzieła zaangażowanego, histerycznego i niesmacznego głosu w sprawie: bądźmy dobrzy. To nie jest pan, któremu brak dystansu do rzeczywistości. A po seansie, i my mamy okazję, by trochę bardziej przemyślnie podchodzić do życia z telewizyjnych wiadomości.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji