Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Listopad 2007 - Młodzi mieszkańcy jednego z krakowskich osiedli dowiadują się, że ktoś filmuje ich bez ich zgody i wiedzy, z poszczególnych ujęć montując sceny, które budzą przerażenie i niesmak. Kim jest tajemniczy "reżyser" i w jakim celu przenosi na taśmę swe koszmarne wizje? Dlaczego w żadnym mieszkaniu...
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Ocena klientów. Nadesłano 1 recenzję (Dodaj własną)
Agnieszka Gumkowska Więcej o recenzencie
"Wszystko wolno! Hulaj dusza! Do niczego się nie zmuszaj! Niczym się nie przejmuj za nic! Nie wyznaczaj sobie granic!" - aż chcę się zanucić "Postmodernizm" Jacka Kaczmarskiego po przeczytaniu "Prawego, lewego, złamanego". Po lekturze debiutu Dawida Kaina słowo postmodernizm samo ciśnie się na usta. Książka, wręcz idealnie wpisuje się w konwencję takiej właśnie literatury, która wieściła światu: wszystko już było, nie można stworzyć niczego nowego i oryginalnego, a zostaje nam jedno - zabawa konwencjami, schematami, językiem i przede wszystkim z czytelnikiem. Z kart książki wylewają się więc potoki nawiązań i aluzji: do filmów, książek, zespołów, reżyserów, filozofów, pisarzy, seriali, teledysków czy też gier komputerowych. Czy można zatem zarzucić tej książce nieoryginalność? Byłoby to dość niedorzeczne, bo autor stosuje tu technikę podobną do kolażu - z gotowych elementów tworzy nową jakość. Najbardziej oczywistymi inspiracjami wydaje mi się być twórczość Cronenberga, Dicka, Lyncha i muzyka Toola. A to dopiero wierzchołek góry lodowej - tutaj zastosowano cytowanie totalne i zapożyczenie absolutne. Dość szybko staje się jasne, że lektura tego utworu to, tak naprawdę, gra między czytelnikiem a twórcą. Oprócz wątków intertekstualnych, mamy tu też wyraźną krytykę współczesnej popkultury. Po pierwsze jest to spojrzenie na kulturę kiczu rodem z tandetnych seriali i piosenek Ich Troje. Rzeczywistość bohaterów jest płaska jak życie serialowych postaci, w które z taką namiętnością się wpatrują. Po drugie jest to pytanie o granice pomiędzy sztuką, a prywatnością. Do czego może posunąć się artysta w swej wolności twórczej? Te pytania wpisują się w podobny nurt co "Sztuka spadania" Bagińskiego. Eksperymenty językowe w "Prawym, lewym, złamanym" przywodzą mi na myśl utwory Doroty Masłowskiej i cały, zapoczątkowany przez nią, nurt lingwistyczny w młodej, polskiej prozie. Autor doskonale panuje nad materią językową, ale nie tutaj umieszcza główny punkt ciężkości całej książki. Zabawy ze słowem, intrygujące neologizmy to niewątpliwie bardzo mocna strona tej książki, ale równie ważna jest warstwa fabularna. Wydarzenia nie są tylko pretekstem do popisów językowych. Ciekawie rozwiązany jest wątek docierania do prawdy. W naszej kulturze od dawna funkcjonuje gnostycki mit posłańca, który przybywa, aby pomóc głównemu bohaterowi odzyskać samoświadomość i otworzyć oczy. Ma to miejsce chociażby w "Matriksie" lub produkcjach dla młodzieży, w których bohater nagle dowiaduje się, że dysponuje niezwykłymi mocami, a obok naszego świata istnieje równoległy, nieznany mu wszechświat. Tutaj ten mit upada - przejrzenie na oczy to przekleństwo, a spotkanie z tymi którzy znają prawdę nie prowadzi do wyzwolenia, ale na skraj szaleństwa (niczym u Lovecrafta). Dostajemy do ręki naprawdę ciekawą i dobrą książkę. Na polu polskiej literatury na pograniczu fantastyki i horroru jest to naprawdę wyjątkowa pozycja i bardzo udany eksperyment.
(1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
























