Lou różni się od "normalnych" ludzi. Komunikuje się ze światem w sposób dla nich niezrozumiały. Może nie dostrzegać rzeczy, które widzą oni, ale jednocześnie jest świadomy wielu spraw, o których nie mają pojęcia. Lou jest autystyczny.Jedną z jego umiejętności jest zdolność wyszukiwania wzorów w zbiorach danych: niezwykłych, złożonych, pięknych wzorów, których nie zdołałyby określić nawet najpotężniejsze komputery. Firma, w której pracuje, osiągnęła dzięki niemu znaczne zyski. Teraz jednak szefowie pragną, by Lou się zmienił - stał się tak samo "normalny" jak oni. On zaś musi stawić czoła największemu wyzwaniu w swoim życiu: zrozumieć prędkość mroku.
Książka objęta patronatem Merlin.pl
Wyprzedzić mrok
(2005-06-24)
Mateusz
Wodyk
Więcej o recenzencie
Elizabeth Moon napisała powieść, która odmienna jest od tego, do czego przeciętny czytelnik s-f zdążył nawyknąć. Niby narracja standardowa, pierwszoosobowa, wyzbyta eksperymentów formalnych; niby sztafaż też niczym szczególnym nie zachwyca, bo cóż to: nieodległa przyszłość, wielkie korporacje, trochę nanotechnologii, postępy w medycynie (np. kuracje przedłużające życie); ot, wszystko gdzieś było - nie raz i nie dwa - i zapewne, tych najbardziej spośród Was oczytanych, zdążyło już również nieprzyzwoicie znudzić. A jeśli nawet jeszcze komu te ograne motywy nie zbrzydły, to z pewnością z większych oczekiwań wydestylowały.
Lecz na przekór temu "Prędkości mroku" udało wyróżnić się na tle s-f. Czym w takim razie Moon intryguje, czym zasłużyła sobie na zeszłoroczną Nebulę?
Uproszczona odpowiedź brzmi: sprawił to główny bohater, Lou Arrendale.
Sympatyczny i poczciwy Lou różni się od zwykłych ludzi. Postrzega pewne rzeczy inaczej - jedne ostrzej, wyraźniej, inne z kolei tylko jak przez mgłę, zamazane. Czemu? Bo Lou jest autystyczny i choć przeszedł kuracje, mające przystosować go do życia w społeczeństwie (i które swoją rolę spełniły, bo Lou radzi sobie in real life całkiem nieźle - ukończył szkołę, pracuje, ma znajomych - nie tylko autystycznych), to jego mózg pod pewnymi względami pozostał różny od normalnego. Jako autystyk, Lou ma określone, narzucone przez chorobę cechy - jest nieco oderwany od rzeczywistości, przejawia skłonności do zamykania się we własnym, wewnętrznym świecie, ma osłabioną, niepełną łączność z otoczeniem.
Elizabeth Moon w "Podziękowaniach" umieszczonych na początku książki daje do zrozumienia, że przygotowania do "Prędkości mroku" trwały wiele lat. Czytała specjalistyczną literaturę, zapisała się na tematyczne listy mailingowe, grupy dyskusyjne, utrzymywała kontakt z chorymi etc. I na pewno, oprócz biologicznego wykształcenia i tego, że wychowuje adoptowanego autystycznego syna, wiele jej to pomogło. Piszę o tym, by uzmysłowić, jakie amerykańska pisarka postawiła przed sobą wyzwanie: opisywać - lekko tylko wyektrapolowaną rzeczywistość - okiem obcym (bo przecież inaczej jednak świat postrzegającym) i nieobcym (bo ludzkim), i uczynić to w sposób wiarygodny.
Moon nie poszła na łatwiznę, nie uprościła niczego czytelnikowi, bohater-narrator skupia się często na rzeczach, na które my nie zwracamy uwagi; kiedy indziej zaś pomija w opisie zagadnienia dla przeciętnego człowieka nie do przeoczenia. Czasem to denerwuje, ale właśnie tak być powinno. Gdybyśmy w pełni podzielali i uważali za normalne, wszystkie zachowania Lou, to już nie byłby obcy - nastąpiłoby oszustwo ze strony autorki.
Jednocześnie, unikając najłatwiejszego rozwiązania - tj. przedstawienia bohatera w sposób przesadnie uczuciowy, ckliwy, czułostkowy - Elizabeth Moon ukazuje istotę autyzmu, oswaja czytelnika z tym rodzajem aberracji; "zaznajamiamy się" - że mniej więcej wiernie przywołam wypowiedź Clary Park - "z niepokojem i napięciem, jakie nieustannie towarzyszą bohaterowi, który walczy, by zrozumieć świat, tak ochoczo określany mianem normalnego". Ba, w czasie lektury rodzi się pytanie, czy takie odchylenie od zwykłego stanu umysłowego, nie jest czasem podobne do innych anomalii, które występują u ludzi powszechnie uznawanych za zdrowych. Czy nie jest może, mniej więcej, tego samego "kalibru"...
Jeśli macie ochotę przeczytać coś nowego, coś, co być może przynajmniej na jakiś czas zmieni sposób, w jaki postrzegacie otaczającą rzeczywistość, to powieść Elizabeth Moon jest dla Was. "Prędkość mroku" przełamała granice gatunku, wykroczyła "poza schemat i przyzwyczajenie, w mrok"; i była to wycieczka ze wszech miar udana. Zachęcam, tym bardziej, że z pozoru opisując tylko odmienność, opowiada również o człowieku, który jest jak każdy inny. Bo problemy z jakimi boryka się Lou, to w znakomitej większości perypetie normalnych, "zdrowych" ludzi, nieco zagubionych w tym zwariowanym, pędzącym do przodu świecie.
(14 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji