Książka z serii " Lektura z omówieniem" jest adresowana do uczniów szkół średnich.
W bezlitosnych trybach władzy
(2008-02-10)
Fuine
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
"Proces" Kafki czytałam ostatni raz tak dawno temu, że czas ten niemal rozpłynął się już w mrokach niepamięci. I zapewne nie powróciłabym jeszcze długo do tej mrocznej opowieści, gdyby nie ostatnio wydane "Zaproszenie na egzekucję" Nabokova, które w bezsilności Cyncynata C. przypomniało mi rozpaczliwą walkę Józefa K. Co prawda rosyjsko-amerykański mistrz literatury zarzekał się szczerze, że tworząc swoją powieść nie miał bladego pojęcia o istnieniu "Procesu", ba! o istnieniu samego Kafki, ale nie sposób nie doszukiwać się podobieństw pomiędzy tymi dwoma książkami. I tu, i tam bowiem staje naprzeciw nas osamotniony bohater znienacka wplątany w machinę bezdusznej i niezrozumiałej władzy. U Nabokova - Cyncynat C. U Kafki - Józef K. Jest rok... jakiś tam, w państwie i mieście... nie wiadomo jakim, gdy Józef K. w dzień swoich trzydziestych urodzin staje w obliczu największej (i ostatniej) tajemnicy swojego życia. Patrząc na naszego bohatera, nieco zagubionego dzisiejszego ranka wskutek niezrozumiałych opóźnień w dostarczeniu śniadania przez właścicielkę pensjonatu, nietrudno pomyśleć, że mamy przed sobą tzw. człowieka sukcesu. Elegancki z reguły strój, ogłada i szybka wspinaczka po szczeblach kariery w banku, gdzie Józef K. jest nader obiecującym pracownikiem. Ma on przed sobą przyszłość i zapewne duże pieniądze, ustabilizowaną pozycję zawodową i wewnętrzny spokój człowieka o czystym sumieniu. Ale, ale... czy na pewno? Jeśli jest taki "czysty", sprawiedliwy i w ogóle, to skąd w progu jego pokoju strażnik z lakoniczną informacją o aresztowaniu? Nie wiemy. Co gorsza, nie wie tego również sam Józef K., gdy z naiwnością człowieka, który nie zetknął się dotąd z trybami totalitarnego sądu, podejmuje próbę wyjaśnienia swego niezrozumiałego położenia. Jakże boleśnie przekona się wkrótce o małości jednostki w obliczu aparatu władzy! Farsa posiedzenia sądowego, przerażające zatęchłe kancelarie, żałosny adwokat i rosnąca wraz z bezsilnością świadomość, że całe miasto zdaje się wiedzieć o jego, Józefa K., procesie, podczas gdy on sam nie wie o nim nic, poza kołaczącymi się pod czaszką słowami strażnika, jakoby to "wina przyciągała sąd". Jaka wina? Co zrobiłem? Jak się bronić, gdy nawet oskarżenie jest przed oskarżonym zatajane? To właśnie "Proces" - studium rozpaczy człowieka uwikłanego w nieludzki mechanizm, który przyjął tutaj oblicze wynaturzonego organu sprawiedliwości. Nie można przed nim uciec, nie można się też obronić. Wina i proces spadają jak ciosy bicza na głowę bohatera, zagarniając stopniowo wszystkie jego myśli, aby gdy przyjdzie w końcu TEN DZIEŃ (procesu? wyjaśnienia? kary?), Józef K. poszedł z radością ku wytyczonemu mu przez sąd przeznaczeniu. By poddał się mu ulegle jak pies. I bohater Kafki robi to - jak pies, karny i bezwolny. Tylko dlaczego, Józefie K.? Co ty właściwie zrobiłeś?
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji