-
-
-
-
Służące
- Kathryn Stockett
-
cena:
33,92
zł
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Prochy Angeli
Średnia ocena z 8 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Frank McCourt
- Tytuł oryginału:
- ANGELA'S ASHES
- Wydawnictwo:
-
Albatros
, Czerwiec 2007
- Seria:
-
Pi
- ISBN:
- 978-83-7359-507-1
- Liczba stron:
- 464
- Wymiary:
- 125 x 195 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Frank McCourt
Wzruszajaca, budząca szczery uśmiech wspomnieniowa książka syna irlandzkich imigrantów, uhonorowana w 1997 roku Nagrodą Pulitzera.
- Prochy Angeli
- Autor:
-
Frank McCourt
To opowieść porażająca szczerością - pełna emocji i życia.
(2011-11-03)
Izabella
Śnieżawska
Więcej o recenzencie
To opowieść porażająca szczerością – pełna emocji i życia. Nie można wprost uwierzyć, że można dać sobie radę w takiej rzeczywistości, w której skrajne zdarzenia to chleb powszedni, a małe chwile radości są niewielką pociechą. Poznając relację Franka, podziwiamy jego wrodzoną inteligencję i dążenie do celu – wyjazdu do Ameryki. Paradoksalnie, w czasach wielkiego kryzysu powrócił z rodzicami i braćmi ze Stanów Zjednoczonych do wyzwolonej Irlandii, gdzie czuł się obywatelem niższej kategorii, gdzie Kościół wielokrotnie (dosłownie) zatrzasnął przed nim drzwi i gdzie życie stawiało mu bardzo wysoko poprzeczkę, pomimo że był dzieckiem. Frank miał umiejętność dostosowania się do nieobliczalnej wprost rzeczywistości – uczył się trudnej sztuki przetrwania w różnych okolicznościach. W jego opowieści jest jakaś niewyczerpana wprost energia i wola życia – marzenia, refleksje, zaciekawienie światem kontrastują z bezwzględnymi regułami świata dorosłych.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Jezus i pogoda... dla bogaczy.
(2007-07-11)
Fuine
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Trudno byłoby zapewne komukolwiek uwierzyć, że w Limeryku bez przerwy pada deszcz, łatwo jednak zrozumieć, skąd młody Francis wziął to przeświadczenie. W zestawieniu z przekraczającą ludzkie pojęcie biedą, łachmanem na grzbiecie i pustką w żołądku słońce nie ma większych szans na zwrócenie na siebie uwagi, nawet w życiu najpogodniejszego z natury dziecka. A Francis do takich zdecydowanie nie należy – przeniesiony gwałtownie z w miarę stabilnej egzystencji Stanów Zjednoczonych do krzyczącej biedą Irlandii, musi gwałtownie dorosnąć do ról, których nie spełniają osoby do tego wyznaczone. Stać się ojcem tam, gdzie tatuś-bumelant nie zapewnia rodzinnego wsparcia... Głową rodziny, gdzie mamusia-nieboga podołać obowiązkom nie może... Starszym bratem-podporą dla młodszego rodzeństwa... Uczniem na miarę szkolnych oczekiwań... Przyjacielem w potrzebie... Sąsiadem na dobre i złe... Aż wreszcie pisarzem, który w tych na przemian wzruszających i zabawnych wspomnieniach z dzieciństwa ukaże czytelnikom Irlandię, jakiej nie mogli poznać wędrując z Jamesem Joycem ulicami Dublina. Limeryk – rozchlapany, głodny, zagubiony w błotnistych slumsach – staje się świadkiem niezłomności ludzkiego (dziecięcego!) ducha, który nie tylko jest w stanie przetrwać tam, gdzie łamią się losy dorosłych, ale i zachować wręcz niewiarygodną szlachetność oraz humor. Tak, humor, który sprawia, że "Prochy Angeli" nie stały się płaczliwą relacją typu "ojojoj biedaczek ci ja", a dowcipną książką o losach dobrych i złych... Podobno pewne publiczne osoby ze sportretowanego w powieści miasta zarzuciły autorowi oszczerstwo, twierdząc, że limeryckie slumsy nigdy nie wyglądały w ten sposób, ale czy ja wiem? Z "Prochów Angeli" wyziera szczerość brutalna jak rzadko. Szczerość przetrwania na przekór przeciwnościom, z zachowaniem godności, którą najlepiej obrazuje scena spowiedzi chyba dziesięcioletniego bohatera: "Ojcze, przebacz mi, bo zgrzeszyłem". "Czym zgrzeszyłeś synu?" "Ukradłem rybę i frytki pijakowi pod pubem". A skąd ta kradzież? Bo ojciec przepija właśnie ostatnie pieniądze, wysłane przez ciotkę z okazji narodzin naszej siostrzyczki... I rację ma ksiądz stwierdzając, że w obliczu tej dziecięcej niewinności on sam czuje się prochem marnym, prochem gorszym niż ów tytułowy popiół. Frankie i Malachy przetrwali piekło dzieciństwa, by powrócić do Stanów i swą postacią zaświadczyć co przeżyli. I jeśli potrzebujecie jakiejkolwiek jeszcze rekomendacji do przeczytania tej książki, dodam jeszcze, że historia McCourtów nie kończy się w zachlapanym Limeryku. Kolejna jej część mówi o losach Franka za oceanem, a też Malachy chwyta za pióro, by dopowiedzieć swą część rodzinnej sagi o przetrwaniu i jeśli owe kontynuacje są równie dobre jak "Prochy Angeli" (oraz ich filmowa adaptacja), to rzadko kiedy trafia się na księgarskich półkach kolekcja irlandzkich opowieści tak warta pięciu merlinów. Brawo!
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Jezus i pogoda... dla bogaczy.
(2007-07-09)
Fuine
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Trudno byłoby zapewne komukolwiek uwierzyć, że w Limeryku bez przerwy pada deszcz, łatwo jednak zrozumieć, skąd młody Francis wziął to przeświadczenie. W zestawieniu z przekraczającą ludzkie pojęcie biedą, łachmanem na grzbiecie i pustką w żołądku słońce nie ma większych szans na zwrócenie na siebie uwagi, nawet w życiu najpogodniejszego z natury dziecka. A Francis do takich zdecydowanie nie należy – przeniesiony gwałtownie z w miarę stabilnej egzystencji Stanów Zjednoczonych do krzyczącej biedą Irlandii, musi gwałtownie dorosnąć do ról, których nie spełniają osoby do tego wyznaczone. Stać się ojcem tam, gdzie tatuś-bumelant nie zapewnia rodzinnego wsparcia... Głową rodziny, gdzie mamusia-nieboga podołać obowiązkom nie może... Starszym bratem-podporą dla młodszego rodzeństwa... Uczniem na miarę szkolnych oczekiwań... Przyjacielem w potrzebie... Sąsiadem na dobre i złe... Aż wreszcie pisarzem, który w tych na przemian wzruszających i zabawnych wspomnieniach z dzieciństwa ukaże czytelnikom Irlandię, jakiej nie mogli poznać wędrując z Jamesem Joycem ulicami Dublina. Limeryk – rozchlapany, głodny, zagubiony w błotnistych slumsach – staje się świadkiem niezłomności ludzkiego (dziecięcego!) ducha, który nie tylko jest w stanie przetrwać tam, gdzie łamią się losy dorosłych, ale i zachować wręcz niewiarygodną szlachetność oraz humor. Tak, humor, który sprawia, że "Prochy Angeli" nie stały się płaczliwą relacją typu "ojojoj biedaczek ci ja", a dowcipną książką o losach dobrych i złych... Podobno pewne publiczne osoby ze sportretowanego w powieści miasta zarzuciły autorowi oszczerstwo, twierdząc, że limeryckie slumsy nigdy nie wyglądały w ten sposób, ale czy ja wiem? Z "Prochów Angeli" wyziera szczerość brutalna jak rzadko. Szczerość przetrwania na przekór przeciwnościom, z zachowaniem godności, którą najlepiej obrazuje scena spowiedzi chyba dziesięcioletniego bohatera: "Ojcze, przebacz mi, bo zgrzeszyłem". "Czym zgrzeszyłeś synu?" "Ukradłem rybę i frytki pijakowi pod pubem". A skąd ta kradzież? Bo ojciec przepija właśnie ostatnie pieniądze, wysłane przez ciotkę z okazji narodzin naszej siostrzyczki... I rację ma ksiądz stwierdzając, że w obliczu tej dziecięcej niewinności on sam czuje się prochem marnym, prochem gorszym niż ów tytułowy popiół. Frankie i Malachy przetrwali piekło dzieciństwa, by powrócić do Stanów i swą postacią zaświadczyć co przeżyli. I jeśli potrzebujecie jakiejkolwiek jeszcze rekomendacji do przeczytania tej książki, dodam jeszcze, że historia McCourtów nie kończy się w zachlapanym Limeryku. Kolejna jej część mówi o losach Franka za oceanem, a też Malachy chwyta za pióro, by dopowiedzieć swą część rodzinnej sagi o przetrwaniu i jeśli owe kontynuacje są równie dobre jak "Prochy Angeli" (oraz ich filmowa adaptacja), to rzadko kiedy trafia się na księgarskich półkach kolekcja irlandzkich opowieści tak warta pięciu merlinów. Brawo!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Jezus i pogoda... dla bogaczy.
(2007-07-07)
Fuine
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Trudno byłoby zapewne komukolwiek uwierzyć, że w Limeryku bez przerwy pada deszcz, łatwo jednak zrozumieć, skąd młody Francis wziął to przeświadczenie. W zestawieniu z przekraczającą ludzkie pojęcie biedą, łachmanem na grzbiecie i pustką w żołądku słońce nie ma większych szans na zwrócenie na siebie uwagi, nawet w życiu najpogodniejszego z natury dziecka. A Francis do takich zdecydowanie nie należy – przeniesiony gwałtownie z w miarę stabilnej egzystencji Stanów Zjednoczonych do krzyczącej biedą Irlandii, musi gwałtownie dorosnąć do ról, których nie spełniają osoby do tego wyznaczone. Stać się ojcem tam, gdzie tatuś-bumelant nie zapewnia rodzinnego wsparcia... Głową rodziny, gdzie mamusia-nieboga podołać obowiązkom nie może... Starszym bratem-podporą dla młodszego rodzeństwa... Uczniem na miarę szkolnych oczekiwań... Przyjacielem w potrzebie... Sąsiadem na dobre i złe... Aż wreszcie pisarzem, który w tych na przemian wzruszających i zabawnych wspomnieniach z dzieciństwa ukaże czytelnikom Irlandię, jakiej nie mogli poznać wędrując z Jamesem Joycem ulicami Dublina. Limeryk – rozchlapany, głodny, zagubiony w błotnistych slumsach – staje się świadkiem niezłomności ludzkiego (dziecięcego!) ducha, który nie tylko jest w stanie przetrwać tam, gdzie łamią się losy dorosłych, ale i zachować wręcz niewiarygodną szlachetność oraz humor. Tak, humor, który sprawia, że "Prochy Angeli" nie stały się płaczliwą relacją typu "ojojoj biedaczek ci ja", a dowcipną książką o losach dobrych i złych... Podobno pewne publiczne osoby ze sportretowanego w powieści miasta zarzuciły autorowi oszczerstwo, twierdząc, że limeryckie slumsy nigdy nie wyglądały w ten sposób, ale czy ja wiem? Z "Prochów Angeli" wyziera szczerość brutalna jak rzadko. Szczerość przetrwania na przekór przeciwnościom, z zachowaniem godności, którą najlepiej obrazuje scena spowiedzi chyba dziesięcioletniego bohatera: "Ojcze, przebacz mi, bo zgrzeszyłem". "Czym zgrzeszyłeś synu?" "Ukradłem rybę i frytki pijakowi pod pubem". A skąd ta kradzież? Bo ojciec przepija właśnie ostatnie pieniądze, wysłane przez ciotkę z okazji narodzin naszej siostrzyczki... I rację ma ksiądz stwierdzając, że w obliczu tej dziecięcej niewinności on sam czuje się prochem marnym, prochem gorszym niż ów tytułowy popiół. Frankie i Malachy przetrwali piekło dzieciństwa, by powrócić do Stanów i swą postacią zaświadczyć, co przeżyli. I jeśli potrzebujecie jakiejkolwiek jeszcze rekomendacji do przeczytania tej książki, dodam jeszcze, że historia McCourtów nie kończy się w zachlapanym Limeryku. Kolejna jej część mówi o losach Franka za oceanem, a też Malachy chwyta za pióro, by dopowiedzieć swą część rodzinnej sagi o przetrwaniu i jeśli owe kontynuacje są równie dobre jak "Prochy Angeli" (oraz ich filmowa adaptacja), to rzadko kiedy trafia się na księgarskich półkach kolekcja irlandzkich opowieści tak warta pięciu merlinów. Brawo!
(8 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Jezus i pogoda... dla bogaczy.
(2007-07-07)
Fuine
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Trudno byłoby zapewne komukolwiek uwierzyć, że w Limeryku bez przerwy pada deszcz, łatwo jednak zrozumieć, skąd młody Francis wziął to przeświadczenie. W zestawieniu z przekraczającą ludzkie pojęcie biedą, łachmanem na grzbiecie i pustką w żołądku słońce nie ma większych szans na zwrócenie na siebie uwagi, nawet w życiu najpogodniejszego z natury dziecka. A Francis do takich zdecydowanie nie należy – przeniesiony gwałtownie z w miarę stabilnej egzystencji Stanów Zjednoczonych do krzyczącej biedą Irlandii, musi gwałtownie dorosnąć do ról, których nie spełniają osoby do tego wyznaczone. Stać się ojcem tam, gdzie tatuś-bumelant nie zapewnia rodzinnego wsparcia... Głową rodziny, gdzie mamusia-nieboga podołać obowiązkom nie może... Starszym bratem-podporą dla młodszego rodzeństwa... Uczniem na miarę szkolnych oczekiwań... Przyjacielem w potrzebie... Sąsiadem na dobre i złe... Aż wreszcie pisarzem, który w tych na przemian wzruszających i zabawnych wspomnieniach z dzieciństwa ukaże czytelnikom Irlandię, jakiej nie mogli poznać wędrując z Jamesem Joycem ulicami Dublina. Limeryk – rozchlapany, głodny, zagubiony w błotnistych slumsach – staje się świadkiem niezłomności ludzkiego (dziecięcego!) ducha, który nie tylko jest w stanie przetrwać tam, gdzie łamią się losy dorosłych, ale i zachować wręcz niewiarygodną szlachetność oraz humor. Tak, humor, który sprawia, że "Prochy Angeli" nie stały się płaczliwą relacją typu "ojojoj biedaczek ci ja", a dowcipną książką o losach dobrych i złych... Podobno pewne publiczne osoby ze sportretowanego w powieści miasta zarzuciły autorowi oszczerstwo, twierdząc, że limeryckie slumsy nigdy nie wyglądały w ten sposób, ale czy ja wiem? Z "Prochów Angeli" wyziera szczerość brutalna jak rzadko. Szczerość przetrwania na przekór przeciwnościom, z zachowaniem godności, którą najlepiej obrazuje scena spowiedzi chyba dziesięcioletniego bohatera: "Ojcze, przebacz mi, bo zgrzeszyłem". "Czym zgrzeszyłeś synu?" "Ukradłem rybę i frytki pijakowi pod pubem". A skąd ta kradzież? Bo ojciec przepija właśnie ostatnie pieniądze, wysłane przez ciotkę z okazji narodzin naszej siostrzyczki... I rację ma ksiądz stwierdzając, że w obliczu tej dziecięcej niewinności on sam czuje się prochem marnym, prochem gorszym niż ów tytułowy popiół. Frankie i Malachy przetrwali piekło dzieciństwa, by powrócić do Stanów i swą postacią zaświadczyć co przeżyli. I jeśli potrzebujecie jakiejkolwiek jeszcze rekomendacji do przeczytania tej książki, dodam jeszcze, że historia McCourtów nie kończy się w zachlapanym Limeryku. Kolejna jej część mówi o losach Franka za oceanem, a też Malachy chwyta za pióro, by dopowiedzieć swą część rodzinnej sagi o przetrwaniu i jeśli owe kontynuacje są równie dobre jak "Prochy Angeli" (oraz ich filmowa adaptacja), to rzadko kiedy trafia się na księgarskich półkach kolekcja irlandzkich opowieści tak warta pięciu merlinów. Brawo!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Jezus i pogoda... dla bogaczy.
(2007-07-07)
Fuine
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Trudno byłoby zapewne komukolwiek uwierzyć, że w Limeryku bez przerwy pada deszcz, łatwo jednak zrozumieć, skąd młody Francis wziął to przeświadczenie. W zestawieniu z przekraczającą ludzkie pojęcie biedą, łachmanem na grzbiecie i pustką w żołądku słońce nie ma większych szans na zwrócenie na siebie uwagi, nawet w życiu najpogodniejszego z natury dziecka. A Francis do takich zdecydowanie nie należy – przeniesiony gwałtownie z w miarę stabilnej egzystencji Stanów Zjednoczonych do krzyczącej biedą Irlandii, musi gwałtownie dorosnąć do ról, których nie spełniają osoby do tego wyznaczone. Stać się ojcem tam, gdzie tatuś-bumelant nie zapewnia rodzinnego wsparcia... Głową rodziny, gdzie mamusia-nieboga podołać obowiązkom nie może... Starszym bratem-podporą dla młodszego rodzeństwa... Uczniem na miarę szkolnych oczekiwań... Przyjacielem w potrzebie... Sąsiadem na dobre i złe... Aż wreszcie pisarzem, który w tych na przemian wzruszających i zabawnych wspomnieniach z dzieciństwa ukaże czytelnikom Irlandię, jakiej nie mogli poznać wędrując z Jamesem Joycem ulicami Dublina. Limeryk – rozchlapany, głodny, zagubiony w błotnistych slumsach – staje się świadkiem niezłomności ludzkiego (dziecięcego!) ducha, który nie tylko jest w stanie przetrwać tam, gdzie łamią się losy dorosłych, ale i zachować wręcz niewiarygodną szlachetność oraz humor. Tak, humor, który sprawia, że "Prochy Angeli" nie stały się płaczliwą relacją typu "ojojoj biedaczek ci ja", a dowcipną książką o losach dobrych i złych... Podobno pewne publiczne osoby ze sportretowanego w powieści miasta zarzuciły autorowi oszczerstwo, twierdząc, że limeryckie slumsy nigdy nie wyglądały w ten sposób, ale czy ja wiem? Z "Prochów Angeli" wyziera szczerość brutalna jak rzadko. Szczerość przetrwania na przekór przeciwnościom, z zachowaniem godności, którą najlepiej obrazuje scena spowiedzi chyba dziesięcioletniego bohatera: "Ojcze, przebacz mi, bo zgrzeszyłem". "Czym zgrzeszyłeś synu?" "Ukradłem rybę i frytki pijakowi pod pubem". A skąd ta kradzież? Bo ojciec przepija właśnie ostatnie pieniądze, wysłane przez ciotkę z okazji narodzin naszej siostrzyczki... I rację ma ksiądz stwierdzając, że w obliczu tej dziecięcej niewinności on sam czuje się prochem marnym, prochem gorszym niż ów tytułowy popiół. Frankie i Malachy przetrwali piekło dzieciństwa, by powrócić do Stanów i swą postacią zaświadczyć co przeżyli. I jeśli potrzebujecie jakiejkolwiek jeszcze rekomendacji do przeczytania tej książki, dodam jeszcze, że historia McCourtów nie kończy się w zachlapanym Limeryku. Kolejna jej część mówi o losach Franka za oceanem, a też Malachy chwyta za pióro, by dopowiedzieć swą część rodzinnej sagi o przetrwaniu i jeśli owe kontynuacje są równie dobre jak "Prochy Angeli" (oraz ich filmowa adaptacja), to rzadko kiedy trafia się na księgarskich półkach kolekcja irlandzkich opowieści tak warta pięciu merlinów. Brawo!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji