Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Prowincja pełna marzeń
Średnia ocena z 20 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Katarzyna Enerlich
- Wydawnictwo:
-
MG
, Lipiec 2009
- ISBN:
- 978-83-61297-25-3
- Sprawdź inne tytuły:
-
Katarzyna Enerlich
Pełna wdzięku i świeżości współczesna powieść, będąca hołdem dla uroków polskiej prowincji. Opowieść, w której splata się wątek Mazur dzisiejszych i przedwojennych, czyli byłych Prus Wschodnich. Główną bohaterką jest dziennikarka lokalnego czasopisma, której los stawia na drodze paskudnego szefa, a zaraz potem Niemca poszukującego korzeni. Przedwojenna historia, która zresztą wydarzyła się naprawdę, uruchamia lawinę wydarzeń współczesnych. Wśród przepięknego krajobrazu mazurskiego rozgrywają się wielkie i małe historie.
"Tessa Caponi-Borawska napisała, że w jej rodzinnym miasteczku, w Toskanii, w księgarni miejskiej jest specjalny regał na "toscaniana", książki napisane przez tych, którzy są zakochani w miejscowych tradycjach, potrawach, nastroju, naturze, ludziach. Sądzę, że w Mrągowie musi też taki regał stanąć w księgarni miejscowej! Autorka - Mazurzanka (Mazurka?) snuje opowieść o Mrągowie, o Mazurach, w której czuje się miłość do ziemi ojczystej, do tego kawałka Polski, w którym się wychowała, do ludzi - byłych i obecnych mieszkańców. Pachnie ta powieść ziołami, łąkami, potrawami. Jest trochę historii Mazur podanej jakby od niechcenia, jest wartka akcja i ... miłość jest - czyli to, czego powieść potrzebuje. Poproszę o taki osobny regał, z którego będziemy sobie razem, wraz z innymi piewcami urody ziem mazurskich, wabiły czytelnika serdecznością i ciepłem." M. Kalicińska
- Prowincja pełna marzeń
- Autor:
-
Katarzyna Enerlich
Irytująca
(2010-08-05)
Monika
Wajman
Więcej o recenzencie
Mam mieszane uczucia co do tej książki. Niby taka sobie łagodna do poczytania, ale taka jakaś sztuczna. Na pewno nie można ją porównywać z Domem nad rozlewiskiem, bo to zupełnie nie ten poziom, choć tematyka pewnie zbliżona. W Prowincji... dużo jest fragmentów takich "przegadanych", a to o historii Mrągowa, a to o zielarstwie, a to o winie (choć kadarka chyba nie zasługuje na taką reklamę), a to o pewnej drogerii (czyżby sponsorowała autorkę?), za dużo tego. Tak jakby pisarka chciała podzielić się z czytelnikiem swoją wiedzą na różnorakie tematy. A i sama fabuła jest nieco irytująca. Bohaterka wciąż zachwyca się jakie to wspaniałe jest życie na prowincji, jak to w urzędzie pani z uśmiechem jej pomagała wszystko wypełnić (!), w ogóle gdzie nie pójdzie to spotka panią Zosię, albo panią Jadzię i wszczyscy ludzie są tacy serdeczni i mili. Sama mieszkam na prowicncji i stwierdzam: życie tak nie wygląda! A do tego jeszcze co tylko bohaterka sobie wymarzy to natychmiast się jej realizuje. Szczególnie wątek budowy domu jest niezwykle denerwujący, niestety w naszym kraju wszelkie formalności związane z budową domu trwają bardzo długo i nie dają się załatwić tak szybko i bezproblemowo jak naszej bohaterce. Wszystko to razem powoduje, że zamiast uroczej powieści na miarę Domu nad rozlewiskiem dostajemy ciężkostrawny koktajl fikcji literackiej, która nawet nie daje przyjemności czytania.
(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Niedopracowana
(2010-06-23)
Zołza
Więcej o recenzencie
Czytając tę powieść miałam mieszane uczucia. Jest tu i wątek miłosny (podwójny), i sporo informacji o historii Mazur w ogóle, a Mrągowa szczególnie, i opowieść o mobbingu w pracy. Widać, że autorka sporo wie o swojej okolicy, że miała ciekawe przeżycia i chce się nimi podzielić. W tym wypadku jednak książkę niszczy nie treść, a forma. O ile z narracją i opisami pani Enerlich "daje radę", to niestety dialogi wypadają drętwo i sztucznie, a co gorsza czasem wręcz publicystycznie. Jak znajdująca się w jednym z pierwszych rozdziałów rozmowa głównej bohaterki ze znajomym o przydrożnych alejach drzew - sprawia wrażenie żywcem przepisanej z gazetowego artykułu. A szkoda, bo można było napisać to żywszym językiem, z argumentami takimi, jakimi posługują się ludzie, a nie media - i byłoby lepiej.
Po lekturze całości, oraz części tomu drugiego, odnoszę wrażenie że winę za krzywdę wyrządzoną książce pani Enerlich ponosi wydawnictwo. Brak jest informacji o redakcji, korekta - a raczej jej brak - woła o pomstę do nieba. Sądzę, że gdyby pani Enerlich miała możliwość współpracy z doświadczonym redaktorem, jej książki dużo by zyskały.
Lektura nie jest czasem zmarnowanym, ciekawie się czyta o Mazurach, o ich historii, kulturze i zwyczajach. Natomiast współczuję autorce, ponieważ mam wrażenie, że wydawnictwo chciało łatwego, szybkiego sukcesu, a nie zaproponowało pomocy redakcyjnej z prawdziwego zdarzenia.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nie tędy droga
(2010-02-15)
Dorinda
Więcej o recenzencie
Podpisuję się pod tym co poniżej: korekta jest kiepska (irytowała mnie zwłaszcza niepoprawna składnia zdań), każde zbliżenie fizyczne z udziałem bohaterki musiało być skrupulatnie odnotowywane, a przecież pisząc książkę, w której "wielkomiejski hałas bywa tylko chwilową koniecznością" można by sobie odpuścić seks, którego mamy pełno aż do obrzydzenia: w reklamach, filmach, muzyce, w książkach... No ale dziś bez seksu co parę stron chyba nie można napisać książki, nawet tej o sielankowej prowincji... I jeszcze grosik odnośnie relacji polsko-niemieckich: uważam, że błąd ze strony autorki polega na tym, że w przykry sposób zestawiła postacie Polaków i Niemców, jakże mocno podkreślając stereotypy na temat naszych sąsiadów! Otóż Niemiec Martin jest wożącym się wymuskaną "cud-toyotą" niebieskookim blondynem, półbogiem o ciele atlety kontrastującym z zaniedbanym niezgułą Polakiem o imieniu Piotr. Oczywiście Martin cechuje się dokładnością, wszystko wokół niego i na nim lśni, pachnie, jest w nieskazitelnym porządku... A Piotr? Szkoda gadać, nawet do kobiety się nie umie zabrać. Kontrast (i naiwność w fabule) uderza również w przypadku pani Zosi - żyjącej w nędzy staruszki, panicznie bojącej się Niemca, która nagle jest bardzo szczęśliwa, gdy przystojny Niemiec (ojciec Martina) wraz ze swą elegancką żoną funduje gruntowny remont jej mieszkania (notabene sam je przed wojną zamieszkiwał); czyżby nagle pani Zosia przeszła metamorfozę?? Zamysł ukazania postaci "dobrego Niemca" był dobry, ale wykonanie złe, bo nie tędy droga, by uwydatniać krążące na temat Niemców stereotypy, pokazywać, że są oni piękni, bogaci, wspaniali, jak gdyby nie istnieli wśród nich zwykli ludzie, tacy jak my (my, czyli niekoniecznie zaniedbane fajtłapy).
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Słaba, bardzo słaba
(2010-01-18)
mmm
Więcej o recenzencie
Książkę kupiłam już jakiś czas temu jako nowość, piszę dopiero teraz, bo zorientowałam się, że drugi tom się za chwilkę pojawi...
Ze szczerego serca odradzam kupienie, a nawet wypożyczenie tej pozycji - fabuła jest naiwna (to można nawet lubić), ale język jest na poziomie szkolnym i tego nie potrafię znieść.
Nawet od czytadła można wymagać - zręczności, dawki emocji, wartkich dialogów i przyzwoitego warsztatu pisarskiego.
W "Prowincji" tego wszystkiego brak. Nie tylko moim zdaniem - pożyczyłam koleżance z pracy, oddała po dwóch dniach, nie dała rady...
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(20)