Tym, którzy chcieliby sięgnąć po tę płytę, gorąco ją polecam, bo to zespół T.love i alternative rock w zupełnie dobrym wydaniu!
(2004-08-20)
Marcin
Szafarz
Więcej o recenzencie
W roku 1994 jako drugi album w tym roku po "I love you" ukazała się płyta "Prymityw", pierwszy zupełnie nowy materiał (nie liczę dwu nowych piosenek z "I love you") po świetnym albumie "King" z roku 1992. "Prymityw" powstał więc w szczytowym dla zespołu okresie, tuż po wylansowaniu największych hitów jak choćby "King", "X", "Motorniczy" etc.
Album otwiera numer "To nie jest miłość"; "twardy" riff i wokal, do tego mocny, kontrowersyjny tekst. Szybkie i dobre otwarcie albumu. Druga kompozycja na "Prymitywie" to "Potrzebuję wczoraj". Jeden z największych hitów na tym albumie i moim zdaniem najlepszy utwór na płycie. Świetny, znów brutalnie prawdziwy tekst połączony z surowością i twardością brzmienia gitar, super! Dalej jest znów punkowy, ponad trzyminutowy "Berlin - Paryż - Londyn". Po nim jest wolniejszy i spokojniejszy "Kapeloland". Jedna z ciekawszych i najprzyjemniejszych kompozycji na albumie, ale z kontestatorskim, prowokacyjnym tekstem. Jest tu też "Brutalna niedziela" i jest to jeden ze spokojniejszych utworów, ale na pewno nie tekstowo. Czy jest to jakieś nawiązanie do folkloru warszawskiego i jednocześnie zapowiedź projektu Szwagierkolaska? Trzynastą piosenką jest "Bóg", chyba najczęściej odtwarzany w radiach utwór z tej płyty; niewątpliwie słychać tu jakieś inspiracje reggae, choć w wydaniu T.love brzmi to specyficznie. Po tym utworze jest piosenka "Nic do stracenia" i jest to jeden z moich ulubionych utworów. To szybki, ostry, mocno punkowy numer, takie kopnięcie na zakończenie albumu. Jako bonus track zamieszczono jeszcze "Wakacje" - chyba najspokojniejsza propozycja na całym "Prymitywie", ale bardzo dobra. Mimo to, ta "sezonowa" piosenka jest niezłym zamknięciem płyty.
Podsumowując, trzeba powiedzieć, że "Prymityw" to kolejna dobra produkcja zespołu. Jest chyba ulubioną płytą przez fanów grupy i nie jest to zbyt dziwne; album jest powrotem do korzeni dla T.love. Twarde, punkowe, "prymitywne" brzmienia, dobre teksty pełne świeżości i bezkompromisowości, co tworzy całość, która nie jest wcale banalna. Jest to jedna z lepszych propozycji ostatniej dekady w Polsce w rockowej muzyce alternatywnej, bo ja tak ją klasyfikuje. Nie polecałbym jednak tej płyty słuchaczom, którzy chcieliby rozpocząć poznawanie dorobku formacji T.love właśnie od albumu "Prymityw". To raczej "sprawa" dla koneserów T.love lub przynajmniej tych, którzy słyszeli już zespół z innych płyt. Może dość radykalnie postawiłem sprawę, ale ten T.love wymaga odpowiedniego osłuchania.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji