Historia pewnego spotkania. Francuzka studentka Celine i Amerykanin Jesse przez przypadek, może niechcący zaczynają konwersację w pociągu na tematy, ogólnie mówiąc, różne. Obydwoje wysiadają na stacji w Wiedniu. Mają kilkanaście godzin do następnego pociągu. I tak nie znając siebie nawzajem postanawiają przewędrować skrawek Wiednia przez cały czas rozmawiając. Jest to kino "gadane", bardzo inteligentnie portretujące młodych ludzi, czasami samotnych, czasami buntowników, którzy mają cos do powiedzenia o świecie. Tym filmem Richard Linklater wypłynął na szerokie wody popularności, choc w dalszym ciągu rysuje portret młodego pokolenia.
Przed wschodem słońca, czyli co tu zrobić, żeby się nie zakochać?!
(2008-08-20)
Dorota Iwona
Krychowiak
Więcej o recenzencie
Dwoje młodych ludzi, ona - wrażliwa, inteligentna i ulotnie świeża Francuzka i on - sceptyczny, myślący Amerykanin z tłustymi włosami, zwisającymi bezładnie spodniami i kiczowatym zarostem, spotyka się przypadkowo w pociągu jadącym w kierunku Wiednia. Jesse albo leci na każdą jako tako wyglądającą dziewczynę, albo jest z natury spięty i pobudliwy, dość powiedzieć, że szybko zaczyna chwytać się intelektualnej brzytwy, byleby wywrzeć na dziewczynie wrażenie. Ona początkowo jest bardziej zrelaksowana, co nie przeszkadza jej w poważnym traktowaniu chłopaka. Rozmawiają o wszystkim, zarówno o tym, jak ich wychowywano, jak i o samopoczuciu babci! Z twarzy obydwojga szybko można odczytać, że rozmowa sprawia im coraz większą przyjemność. Jej kres ma położyć przystanek w Wiedniu, gdzie Jesse musi wysiąść. Spontanicznie proponuje dziewczynie, by wysiadła razem z nim. Celine zgadza się. Potem aż do rana szwendają się po Wiedniu, odwiedzają wesołe miasteczko, sklepik płytowy, kościół, kluby, oglądają życie uliczne, idą nad rzekę i piją w parku zdobyte młodzieńczym podstępem wino. No, może tam w tym parku dzieje się coś jeszcze, w każdym razie nie jest to nic, czego widz nie umiałby przewidzieć. Rano każdy ma pójść (a raczej pojechać) w swoją stronę, by nigdy więcej się nie zobaczyć, bo to w ich sytuacji (odległość Francja-Ameryka) byłoby niedorzeczne. Ot cała akcja. Do tego strasznie dużo gadają, na dodatek na niemal każdy temat. Nikt ich nie napada, nic nie wybucha, nie ma żadnego pościgu samochodowego, ani nikt nie umiera. Po co zatem to wszystko? Ano po to, by widz i tak siedział przez te ok. 100 minut jak na szpilkach urzeczony nieustającym napięciem pomiędzy tą dwójką. Skąd ono się bierze? Po pierwsze z doskonałych dialogów osób, które: 1) Nie chcą popełnić starych błędów - np. swoich rodziców - ale zdają sobie sprawę z tego, że to nie jest proste; 2) Nie wiedzą, co ze sobą począć w obcym mieście i z obcym człowiekiem, ale nie mogą oprzeć się wrażeniu, że czas spędzają przyjemnie i że ten obcy robi się podejrzanie bliski; 3) Próbują rozwikłać konflikt pomiędzy ulotnością i brakiem perspektyw zaistniałej sytuacji a narastającymi w nich uczuciami. Po drugie z doskonałej gry aktorskiej zarówno Julie Delpy, jak i przede wszystkim Ethana Hawke, który jest mistrzem w kreowaniu głębokich psychologicznie postaci uwięzionych we własnych emocjach (zresztą nie tylko jako aktor, także jako powieściopisarz). Po trzecie z wyważonego stylu kręcenia filmu: ze spokojnych ruchów kamery, pejzażowych obrazów, roztropnie dobranych, charakterystycznych dla Wiednia scenerii, małej ilości, acz wymownych wątków pobocznych i dobrej, niestroniącej od muzyki poważnej ścieżki dźwiękowej. Wszystkie te, tak stosownie dobrane, środki pomagają widzowi skoncentrować się na tym, co dla obydwojga bohaterów staje się najważniejsze - na narastającym, niczym niepohamowanym zauroczeniu, które bardzo uroczo i seksownie grozi czymś więcej.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji