Coś w tym jest!
Ocena 3 na 5
Barbara
Józefowicz
Mamy pięknie położony, w zieleni, nad jeziorem, dom kobiet - sióstr i matki, niczym u "Panien z Wilka" Andrzeja Wajdy. Ale skojarzenie tylko na tym się kończy. Co prawda jest też mężczyzna, również przyjezdny, ale bliski tylko jednej z sióstr. Przybył, aby prosić o jej rękę. Adrian jest mężczyzną z przeszłością i matka ma wątpliwośći, ale pozwala mu zostać w domu, aby poobserwować przyszłego zięcia. Do Wiktora z "Panien z Wilka" również Adrianowi daleko. Mimo, że jest podobieństwo między nimi, polegające na rozkochiwaniu w sobie sióstr. Ale to już nie ta epoka, nie ci ludzie, nie tej klasy mężczyzna, nie tej wielkości kobiety. Czasy się zmieniły. Czy o te "przemiany" chodzi reżyserowi? Eeee, chyba nie... a może? Mnie sie zrobiło żal, że Adrian jest taki bezpośredni - chodzi nago po pokojach, mówi wprost przykre rzeczy kobietom, a później sięga po nie, bo taką ma ochotę, "chce je poczuć", jak mówi. Wiktor by tak nie postąpił. A i siostry - panny z Wilka po odkryciu swoich wzajemnych podłostek, jeśli w ogóle by takie poczyniły, nie wyzywałyby się od najgorszych i nie klęły na siebie ordynarnie. Bardzo daleko zaszły tego rodzaju obyczajowe przemiany.
Adrian nie wiedzieć czemu ma jakieś nadzwyczajne właściwości. Potrafi rozgryźć psychologicznie każdą z dwóch sióstr swojej narzeczonej. Potrafi uderzyć i zranić je w ich najczulsze punkty. Jakim cudem je odgaduje, będącym zwyczajnym, prostym mężczyzną, pozostanie tajemnicą autora filmu. Mnie on do swoich jasnowidzących zdolności nie przekonał.
No i niestety, czym Adrian dłużej przebywa w domu kobiet, tym gorzej się w tym domu dzieje. Choć i przedtem nie bywało najlepiej. Minister Lepper by to określił najtrafniej - "za mało chłopa im było i stąd te wszystkie nieszczęścia". No bo cóż, te tytułowe przemiany na ekranie zaczęły się dziać właśnie po przybyciu wszechwiedzącego i dosyć jurnego Adriana. A wszystko się międli w gronie ściśle rodzinnym, tak że aż mdli.
Czy film jest dobry? Sama już nie wiem. W czasie oglądania bywało, że sobie ziewnęłam, bo i aktorstwo czasem kulało (słabo wypadła matka), scenariusz wydawał mi się naciągnięty... ale mimo wszystko, wysiedziałam, i nawet zapatrzyłam się... Bo ten film coś w sobie ma. Chce opowiedzieć nam o uczuciach, o szczerości uczuć - co jest ważne, że warto o tę szczerość zabiegać, nawet kosztem przemian, które mogą zaistnieć, gdy na tę otwartość się w końcu zdecydujemy. Można zobaczyć!
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji