Nowe brzmienie
(2008-01-10)
Szymon
Falkiewicz
Więcej o recenzencie
Jest to pierwsza płyta w składzie z gitarzystą Stevem Morsem. Zastąpił on Joe Satrianiego, który odbył z grupą trasę koncertową po Japonii, zastępując z kolei Ritchiego Blackmore'a, który opuścił Deep Purple już niestety na zawsze po koncercie formacje w Helsinkach w listopadzie 1993 roku, w ramach trasy koncertowej promującej nowa wtedy płytę "The Battle Rages On". Powodów jego odejścia było wiele. Sam Ritchie jednak jako główną przyczynę swojej rezygnacji ze współpracy z grupą podaje... osobę Iana Gilliana. Trzeba przyznać, że w roku 1993 Ci dwaj panowie nie lubili się do tego stopnia, że nie mogli razem występować na scenie. Blackmore miał poza tym serdecznie dość muzyki rockowej i chciał poszerzyć swoje muzyczne horyzonty. Dlatego też po odejściu od Deep Purple założył wraz ze swoją żoną Candice Night folkowy zespół Blackmore's Night. Ale zostawmy Ritchiego, gdyż wątpliwe aby jeszcze kiedyś pojawił się w Deep Purple. Przypatrzmy się, co działo się z grupą po jego odejściu. Otóż jak już wspomniałem poszukiwania nowego gitarzysty zakończyły sie tym, że do zespołu dołączył jeden z najlepszych gitarzystów tamtych czasów Joe Satriani. I właśnie z nim purpurowi udali się na tournee po Japonii. Można było więc być pewnym, że następna płyta będzie z Satrianim w składzie. Tak się jednak nie stało, gdyż okazało się, że Joe był związany kontraktem nagraniowym i niestety nie będzie mógł dalej współpracować z grupą, gdyż musiał skupić się na nagrywaniu własnej płyty. A Deep Purple zostali znowu bez gitarzysty. Ale znaleźli go dość szybko. Był nim Steve Morse. Gitarzysta takich grup m.in. jak Kansas City. Czwórka purpurowych weteranów i jeden purpurowy nowicjusz zabrali się więc do nagrywania nowej płyty. 5 lutego 1996 roku nowy krążek zatytułowany Purpendicular ujrzał wreszcie światło dzienne. I jest to doskonały krążek. Nowy gitarzysta wniósł masę świeżości do zespołu. Dużo tu eksperymentów, efektownych popisów gitarowych Morsea, czyli coś, czego w grupie nie było za czasów Blackmore'a. Przede wszystkim Purple nie ograniczyli się wyłącznie do hard rocka. Tu i ówdzie słychać naleciałości bluesa, a nawet muzyki celtyckiej! Słucha się tego naprawdę wyśmienicie. Album jest bardzo dojrzały, świetnie wyważony, jak trzeba jest ostro, ciężko ("Ted The Mechanic", "Castle Full Of Rascals"), a zaraz słyszymy piękną łagodną balladę jak chociażby "The Aviator". Co najważniejsze Steve Morse znakomicie się odnalazł w zespole i mimo że styl jego gry różni się zasadniczo od stylu Blackmore'a to uważam, że lepszego gitarzysty znaleźć nie mogli. Ten album naprawdę zachwyca i zaskakuje na każdym praktycznie kroku. To właśnie z niego pochodzi jeden z najpiękniejszych utworów grupy "Sometimes I Fell Like Screaming". Oczywiście nie jest to "In Rock" czy "Machine Head", ale uważam że w roku 1995 nie mogli nagrać nic lepszego. Purpendicular to bez wątpienia najlepszy album grupy z lat 90-tych. Powiem więcej: to najlepszy album Deep Purple od czasów rewelacyjnego Perfect Strangers z roku 1984.
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji