Koszyk pusty
- polecamy
-
- Days Of Our Lives
- cena: 71,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
- Deep Cuts 3 [Polska cena]
- cena: 37,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
- Live At Wembley Stadium [Polska cena]
- cena: 52,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 9 recenzji (Dodaj własną)
Le Petit Prince Więcej o recenzencie
Powiem tyle - posłuchajcie sami , a po kilku razach zgodzicie się że to najlepsza płyta w całej dyskografi grupy!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Rolu Więcej o recenzencie
Najbardziej ciężkostrawna płyta w dorobku grupy. Jednak wcale nie oznacza to, że jest zła czy kiepska. Z każdym kolejnym przesłuchaniem coraz bardziej wciąga i staje sie lepsza (ot taki muzyczny bigos). Najszybciej wpadają w ucho "Some Day One Day" oraz genialny "Nevermore". Reszta utworów jest rozbudowana i wymaga poznania, żeby w pełni poczuć ich klimat. Polecam!
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Maciej Exodus Więcej o recenzencie
Płyta jest piękna, wymaga szczególnego odprężenia. Ciężko w tych czasach o taka muzykę, sięgam po nią bardzo często.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Kuba Jasiński Więcej o recenzencie
Na paradoks zakrawa fakt, że grupa Queen nie osiągnęła wielkiego sukcesu już drugim albumem, a do dziś za ich najlepsze dzieło uchodzi "A Night At The Opera", które może od strony produkcyjnej jest bardziej dopieszczone od "dwójki", ale czy faktycznie lepsze... W odróżnieniu od pierwszej płyty, tutaj słychać już zespół, który ma swój styl, swoje własne "morze dźwięków". Całość wydana jeszcze na winylu została podzielona na tzw. stronę białą i stronę czarną. I o ile na stronie białej słychać jeszcze dość wyraźne nawiązania do ówczesnych gigantów rocka, to strona czarna jest już typowa dla stylistyki Queen. Również zgrabnie podzielono kompozycje, dzięki czemu płyta w odróżnieniu od niektórych późniejszych albumów jest nadzwyczaj spójna. Na stronie białej autorami muzyki są: May (4 utwory) i Taylor (1 utwór), a strona czarna jest w całości dziełem Mercury'ego. Ale po kolei, zaczynamy od czegoś, co przypomina niemiarowe bicie serca, a raczej jakiś pochód. Po chwili wchodzi znajomo brzmiąca gitara Maya, grając prosty motyw, będący zapowiedzią pierwszej "właściwej" kompozycji. Trzeba przyznać, że tytuł ("Procession") jest bardzo adekwatny do muzyki. Jednak to tylko intro to potężnego, sabbathowego "Father To Son". Słyszymy tu już śpiew Mercury'ego, jeszcze dość nieokrzesany, młodzieńczy, ale już wielki. May gra wyraźnie pod wpływem Tonny'ego Iommiego, a Taylor swoimi nieoczekiwanymi perkusyjnymi przejściami nawiązuje bardzo wyraźnie do Billa Warda. "Father To Son" płynnie przechodzi w natchnioną balladę "White Queen (As It Began)". Freddie jest tutaj niezwykle liryczny, ale emocje narastają z każdym dźwiękiem (ich kulminacją jest podniosła środkowa część). Przy czymś takim kolejny "Some Day, One Day" robi wrażenie dośc błahej, choć niewątpliwie miłej piosenki. Po czym potężne bębny oznajmiają początek jedynej w tym zestawie kompozycji Taylora, ostrego, "bujającego" "The Loser In The End". Kończy się strona biała. Słyszymy szum wiatru, następnie dzikie okrzyki w wykonaniu perkusisty i wchodzi iście heavymetalowy riff "Ogre Battle". Jego dopełnieniem są potężny tutaj śpiew Mercury'ego przerywany co chwilę złowrogim wrzaskiem. Znów mamy płynne przejście do "The Fairy Feller's Master Stroke", dość mocnego utworu, z typowo "queenowymi" chórkami z brzmieniem klawesynu na pierwszym planie, który przechodzi w przepiękną fortepianową miniaturę "Nevermore". I możemy przejść do opus magnum albumu, czyli "The March Of The Balck Queen", to konglomerat tego wszystkiego, co w Queen najlepsze, czyli totalny eklektyzm pod każdym względem, odjazdowe wokale, szalejący fortepian i śpiewne solówki gitarowe. Do tego wszystkiego karkołomne zmiany tempa. Utwór dość niespodziewanie przechodzi w podniosły "Funny How Love Is". Głos Mercury'ego jest tutaj jakby gdzieś w oddali, co daje bardzo intrygujący efekt. Ostatnia piosenka to znane już szerszemu gronu "Seven Seas Of Rhye". Dość prosta piosenka z jazgotliwą gitarą i charakterystycznymi chórkami, zwieńczona "knajpianą" przyśpiewką. Cóż powiedzieć... Album genialny, jedno z największych dzieł w historii rocka. Queen nigdy później nie wydał tak spójnego, przemyślanego i przebogatego aranżacyjnie albumu. Szkoda. Pozostaje cieszyć się "dwójką". A naprawdę jest czym...
(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Krzysiek Maxim Więcej o recenzencie
Szczerze mowiąc, to nie wiem, co dodać... Moim zdaniem takiej muzyki się nie da opisać słowami. Queen II to wielkie muzyczne przeżycie, monument twórczości QUEEN (moim zdaniem). Płyta dość trudna i jak ktoś pierwszy raz jej posłucha, to może się zniechęcić i ze mną tak było. Na początku żałowałem, że kupiłem kasetę (wiele lat temu). QUEEN kocham i dopiero nie dawno poznałem magię tej WSPANIAŁEJ płyty! Moim zdaniem najbardziej niedoceniony album rockowy!
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Marek Kusy Więcej o recenzencie
Ta płyta wymaga od słuchacza skupienia na muzyce. Na początku wydaje się trudna w odbiorze, lecz po kilku przesłuchaniach wciąga. Ta płyta prezentuje niesamowity potencjał twórczy Queen. To prawdziwe muzyczne misterium. Od pięknego, gitarowego intra, przez monumentalne "Father to Son", balladowe "White Queen", sentymentalne "Some Day, One Day" i taylorowskie "The Loser In The End" dochodzimy do strony czarnej. Ostre "Orge Battle" wprowadza nas do istnej suity-"Fairy Feller's Master Stroke (genialne użycie klawesynu)/March Of The Black Queen/Nevermore/Funny How Love Is". Te cztery utwory to serce płyty. I na koniec pierwsza piosenka, jaka w ogóle odniosła sukces-"Seven Seas Of Rhye". Zespół nigdy już nie posunął się tak daleko, jeśli chodzi o produkcję, która jest tu bardzo bogata. Królowa pokazała całą swoją ekstrawagancję. Szkoda, że ten album nie został doceniony w czasach, w których został wydany... Polecam!
(5 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Karol Wilk
Można ją kochać albo jej nienawidzieć. Kwintesencja stylu Queen, jedna z najważniejszych płyt lat 70. Polecam.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Leszek Wincenciak Więcej o recenzencie
Druga płyta w dyskografii Queen wciągnęła mnie od razu, gdy ją pierwszy raz przesłuchałem ileś lat temu. W sumie trudno powiedzieć, czy jest tam jakiś "przebój" w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale cała płyta jest utrzymana w niesamowitym klimacie lat 70-tych. Piękne melodie, wokalizy, wielogłosowe aranżacje, ostra gitara i refleksyjne ballady... Queen w każdym calu! Gorąco polecam - jedna z ciekawszych płyt Królowej.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Grzegorz Wagiel Więcej o recenzencie
Płyta, w której można się nie zakochać za pierwszym razem, ale która wraca uporczywie i wciąga jak narkotyk. Są na niej perełki Freddiego, jak "Nevermore", luźny "Funny how love is" czy zakręcony "Fairy Feller`s...", a także patetyczny "White Queen" i spokojny "Some Day, One Day" Briana Maya. Również perkusista Taylor prezentuje rytmy bliskie jego sercu (i mojemu także): "Loser in the end" jest ostry i zwarty. Całość piękna, choć pojedynek :"White Side" vs. "Black Side" pozostaje na zawsze nierozstrzygnięty...
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji



























