Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Quiet Nights [Polska cena]
Średnia ocena z 9 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Diana Krall
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, Marzec 2009
- Nr katalogowy:
- 1798110
- Sprawdź inne tytuły:
-
Diana Krall
Do romantycznych chwil, kolacji przy świecach, spacerów nad brzegiem morza w blasku księżyca, pasuje tylko jeden określony gatunek muzyki. Nowy album Diany Krall "Quiet Nights", jak twierdzi sama artystka, wcale taki nie jest! Podstawą nowej muzyki wokalistki są inspiracje płynące z Brazylii a w tekstach wcale nie ma sugestii, żeby wyjść gdzieś wieczorem z bliską osobą... chodzi właśnie o to, żeby zostać w domu...
"To nie są skromne i nieśmiałe piosenki jak "Peel Me A Grape". To raczej coś, co szepcze się do ucha kochankowi leżąc obok niego w łóżku..."
To nie żarty! Począwszy od otwierającej album, znakomitej wersji "Where Or When" aż po końcową "You're My Thrill", nowa płyta Diany jest rozbrajająco intymna. Wszyscy, którym wydaje się, że dobrze znają Dianę Krall, że jej zmysłowy głos nie ma przed nimi tajemnic, będą zaskoczeni i zauroczeni. "Ta płyta jest zmysłowa, namiętna i erotyczna. Dokładnie taka jaka miała być...".
Diana podkreśla, że spory udział w powstaniu tak niezwykłego albumu miał jej sprawdzony zespół współpracowników. Niezawodny quartet, producent Tommy LiPuma, inżynier nagrań Al. Schmitt i legendarny aranżer Claus Ogerman. To dzięki nim jej nowa płyta ma w sobie tę uwodzicielską moc. Nie bez znaczenia jest też ogromne muzyczne doświadczenie samej artystki. "Większość kompozycji nagraliśmy za pierwszym bądź drugim podejściem. "You my thrill" udało się za drugim podejściem, "Too Marvelous" za pierwszym...".
Nawiązania do muzyki brazylijskiej na tej płycie wydają się być czymś absolutnie naturalnym. "Diana zawsze lubiła tę muzykę, potwierdza LiPuma, kiedy nagrywaliśmy "The Look Of Love" już wtedy bossa nova wydawała się najlepszym kierunkiem. "Quiet Nights" to w całości hołd dla tej muzyki. Diana zaśpiewała trzy brazylijskie kalsyki, cztery kolejne utwory dopasowaliśmy rytmicznie do tego gatunku, są też trzy niezwykłe ballady. W sumie na płycie jest dziesięć kompozycji, które są najprawdziwszymi bossa novami".
Z pewnością duży wpływ miał na to Claus Ogerman, który współtworzył wiele pionierskich produkcji pierwszej fali bossa novy. Pracował z takimi artystami jak Jobim& Gilberto, Frank Sinatra, Stan Getz czy Bill Evans. Specjalnie dla Diany, wrócił z zasłużonej emerytury, to wiele mówi o jego stosunku do tej artystki. LiPuma: "Myślę, że Claus pokochał Dianę od pierwszego spotkania. Zrezygnował na jakiś czas ze wszystkich projektów, jednak wciąż powtarzał, że "The Look Of Love" to jeden z najlepszych albumów jakie współtworzył. On naprawdę wierzy w Dianę".
Diana Krall najwyraźniej odpłaca mu takim samym zaufaniem. "Ufam Clausowi bez najmniejszych zastrzeżeń. Kiedy spotkaliśmy się w Nowym Jorku zagrałam mu jakieś dwadzieścia pięć kompozycji. Razem wybraliśmy z tego piętnaście. Napisał do nich aranżacje i już nie było żadnych poprawek a ni zmian".
Zmysłowy? Erotyczny? Z pewnością ekscytujący!
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Where Or When |
|
| 2. Too Marvelous For Words |
|
| 3. I've Grown Accustomed To Your Face |
|
| 4. The Boy From Ipanema |
|
| 5. Walk On By |
|
| 6. Guess I'll Hang My Tears Out To Dry |
|
| 7. Este Seu Olhar |
|
| 8. So Nice |
|
| 9. Quiet Nights |
|
| 10. You're My Thrill |
|
- Quiet Nights [Polska cena]
- Wykonawca:
-
Diana Krall
Spokojnie, spojniej...
(2009-10-25)
Bartosz
Domagała
Więcej o recenzencie
Kiedy artystka tak wielkiego formatu jak Diana Krall, zapowiada nowe wydawnictwo, można powiedzieć, że elektryzuje to całe środowisko jazzowe no i przede wszystkim entuzjastów jej zmysłowego tembru głosu. Zawsze w takiej sytuacji spotykamy się z dwoma postawami co do takiego stanu rzeczy. Jedni, na długo przed premierą zacierają ręce, a w ich głowach uciążliwie wręcz, krążą myśli typu "czym, tym razem zaskoczy nas artysta", "oby tylko nie były taki sam" etc. Z drugiej zaś strony stoją ci, którzy w tzw. constans widzą wiele dobrego, bo przecież nam Polakom podobają się piosenki, które już dobrze znamy. Jedno jest pewne, zawsze do ostatniej chwili pozostaje ta szczypta niepewności i oczekiwanie, które wyostrza apetyt zarówno jednego i drugiego "obozu". Nie do końca utożsamiając się z przed premierowymi zapowiedziami samej artystki która mówiła: "Ta płyta jest zmysłowa, namiętna i erotyczna. Dokładnie taka jaka miała być...", wkładam krążek do odtwarzacza i po kilku minutach wszystko staje się jasne. Diana wybrała, bezpieczną ścieżkę, po której podąża od wielu lat, lecz co więcej, złagodniała i pokazała swoją liryczną odsłonę. To mi się podoba, mija pierwszy utwór "Where or When", piękna orkiestracja, delikatna fortepianowa ornamentyka i wszystko cudownie płynie. Jest uroczo, trochę metafizycznie, szczególnie gdy albumu słucha się późnym już wieczorem. Mijają kolejne utwory, gdy nagle słyszę najbardziej ograny standard jazzowy na świecie "The Girl from Ipanema" ("The Boy from Ipanema"). Nie wierze, czemu artystka tak wielka musi sięgnąć na swojej płycie po znany wszystkim, aż do bólu utwór, czyżby brak pełnej, zamkniętej koncepcji nowego albumu? Dalej kolejny bardzo dobrze znany standard "Walk on By", rozpowszechniony przede wszystkim przez Seala. Tym razem, broni się, bo aranżacja i wykonanie jest naprawdę z najwyższej półki. Powoli zapominam już, o tej małej wspomnianej wpadce, gdy po chwili słyszę kompozycje "Este Seu Olhar", gdzie Diana podejmuje próbę zmierzenia się z ojczystym językiem Antonia Carlosa Jobima. Niestety moim skromnym zdaniem ponosi klęskę już po pierwszych wersach. Dalej mamy kolejną muzyczną perełkę, piękna kompozycja "So Nice", doskonały przykładna to, że jednak Diana potrafi dać drugie życie, dobrze znanej piosence. Album powoli zbliża się ku końcowi, bywa nostalgicznie, zmysłowo, generalnie miło. Gdy płyta mija, niestety nie mam nieodpartej ochoty włączyć jej ponownie. Czas więc na ostateczny sąd, album jest dobry, jakkolwiek zinterpretujemy takie lakoniczne uzasadnienie. Jednak tu rodzi się pytanie czy trafi on do którejś ze wspomnianych na początku grup słuchaczy. Ci, którzy oczekiwali całkowitej nowej Diany Krall z pewnością nie postawią tej płyty, obok swoich ulubionych albumów, a czy dla tych, którzy lubią Dianę taką jak jaką jest na tej płycie, nie powiedzą, że to za mało, że są rozczarowani? Tego nie wiem, mnie ta płyta po prostu nie urzekła. W porównaniu z takimi interpretacjami standardów muzyki jazzowej, jaki przedstawiła nam w zeszłym roku, na płycie "Loverly" Cassandra Wilson ten album wypada przeciętnie.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Smutnawo, bezbarwnie
(2009-04-11)
Monika
Hetmanska
Więcej o recenzencie
Czasami niektórym zmiany w życiu prywatnym dodają skrzydeł i z radością możemy pogratulować udanego związku, który jest ewidentnym motywem do polepszania formy i jawnych efektów zauważanych w karierze zawodowej. Niestety od momentu zawarcia związku małżeńskiego z panem Costello wszystko u pani Kroll wyblakło i wyjałowiło, brzmienie przygaśnięte jakby ołowiane krople supersławy współzalotnika podziurawiły parasol zdobytej rutyny smaku i własnej entuzjastycznej koncepcji własnego muzycznego sumienia. Życząc udanego związku pewnie zabrakło życzeń kontynuacji interpretacji indywidualności w oryginalności odświeżonego brzmienia. Niezrozumiana, kontynuacja somodystrukcji, tak świetnie wypracowanego znaku firmowego d.Kroll. Żal.
(7 z 15 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
pycha
(2009-04-06)
pangrochu
Więcej o recenzencie
Muzyka Diany Krall zawsze świtnie sprawdzała się w charakterze przystawki. Nie chodzi tu bynajmniej o deprecjonowanie tej muzyki, ale o pochwałę wybornego tła, jakie buduje, gdy wybrzmiewa gdzieś tam i jakby mimochodem. Takie czasy mamy, że brakuje chwili, na głębsze, dokładniejsze obcowanie z muzyką. Słucha się jej mimochodem, przy okazji. Dzwięki, jakie proponuje Krall są tak miłe i tak nieinwazyjne, że aż napraszają się, by uczynić z nich oprawę dla chwil wyjątkowych. Niekoniecznie, jak chcieliby nam narzucić producenci, do intymnego sam na sam z drugą połówką. Można usiąść naturalnie i zwyczajnie posłuchać. Zbyt dużo smyczków i stosunkowo, jak zwykle zresztą, monotonny głos artystki, moga skutecznie uśpić. Jako tło jednak sprawdza się wybornie.
(3 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji