-
-
2001
- Dr. Dre
-
cena:
34,49
zł
-
-
-
-
-
My Life
- Mary J. Blige
-
cena:
34,49
zł
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Rebirth
Średnia ocena z 3 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Lil Wayne
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, Styczeń 2010
- Nr katalogowy:
- 2709457
- Sprawdź inne tytuły:
-
Lil Wayne
Siódmy studyjny album amerykańskiego rapera, zapowiadający fanom Lil' Wayne'a spore zakoczenie - ponieważ będzie to album rockowy, choć zawierać będzie również kawałki rapowe.
Album promuje singiel "Prom Queen".
| Utwory: |
| 1. I'm Not Human |
|
| 2. Knock Knock |
|
| 3. I'm Good Not Great |
|
| 4. Sick Of This |
|
| 5. Dizzy / Mary J Blige |
|
| 6. Youmg Money World / Young Money |
|
| 7. Lamp Laid / Lil Twist / Lil Chuckee |
|
| 8. With Me / Lloyd |
|
| 9. Hot Revolver / Dre |
|
| 10. Make It |
|
| 11. Amazing Love / Gudda Gudda |
|
| 12. Girls Forever |
|
| 13. Prom Queen |
|
| 14. She Wants Me / Drake |
|
| 15. All About |
|
| 16. Fire Do? / The Game |
|
| 17. Bottom / Gudda Gudda |
|
| 18. In Your Face / Kevin Rudolf |
|
| 19. Lethal Injection / Lenny Kravitz |
|
| 20. Ready For The World |
|
- Rebirth
- Wykonawca:
-
Lil Wayne
Gitarowy rap
(2010-11-30)
Daria
Matynia
Więcej o recenzencie
Raper z Nowego Orleanu wyzbywa się prawdziwego, czystego hip hopu i próbuje nowych dźwięków. Płyta Rebirth jest spełnieniem Waynowych fantazji na temat rockowego grania. Nie jest to może najsłuszniejsza droga jaką powinien iść, ale po ponownym przesłuchaniu stwierdzenie jest jedno: Tę płytę da się lubić. Singiel promujący ,,Prom Queen" mówi np. o Królowej Balu, która wystawiła biednego Wayne'a i poszła bawić się z innymi, a jego zostawiła nie wiedząc, że kiedyś powróci by płakać pod jego drzwiami, czyli jak sam rapuje:,,Cause she didn’t think I could play the part'' (,,Bo nie myślała, że mogę jakieś znaczenie"). Jak widać, raper rozlicza się z czasami szkolnymi i uczy nas wielu rzeczy, jak szanowanie innych i kochanie swojej ojczyzny (,,American Star"). Jak zwykle gośćmi są ludzie z Young Money (szczególnie SNL ,,Runnin'" i Nicki Minaj ,,Knockout"), ale także znajdziemy tu Eminema. Weezy i Shady połączyli siły i nagrali wspólnie ,,Drop The World", które jest jednym z najlepszych kawałków na tej płycie. Ciekawym dodatkiem jest w piosence ,,On Fire'' wstawka z muzyczką a'la lata 80'. Nikt nie zabroni raperowi mieszanki stylów, dlatego też uważam, że płyta jest dobra i nie można ocenić jej po jednym, pustym przesłuchaniu.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Weezy powinien zostać przy rockowym wizerunku, a stawiać na rap.
(2010-02-04)
Tomasz
Butrym
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Lil Wayne to jeszcze dosyć młody i świeży raper. O czym zresztą przekonaliśmy się słuchając "Tha Carter 3" gdzie podkreślił swój styl i stał się jednym z najpopularniejszych, najbardziej rozchwytywanych i najbardziej rozpoznawalnym raperem w Stanach obok Jay-z, Kanye Westa czy Young Jeezy. Lil Wayne jest doskonałym połączeniem rapera i rockowca, dopóki nie wydał właśnie tego długo oczekiwanego albumu "Rebirth". Ale może jeszcze nie o albumie; Lil Wayne zawsze był postrzegany jako raper z gitarą, a sam zachowywał się jak przystało na gwiazdę rocka; za co odsiaduje właśnie roczną odsiadkę za nielegalne posiadanie broni. Mr Carter od kilku lat jest ulubieńcem amerykańskich słuchaczy, a także artystów, którzy częściej niż kogokolwiek innego zapraszają do wspólnej pracy. Swojego czasu samozwańczo ogłosił się najlepszym żyjącym raperem, który odniósł potężny sukces praktycznie jednym albumem, bo dopiero "Tha Careter 3" przyniosło mu rozgłos na skalę światową, co nie oznacza, że jego wcześniejsze albumy były słabe, a wręcz przeciwnie. Jednak to co otrzymujemy po długiem oczekiwaniu powinno być znacznie lepsze. "Rebirth" to typowy eksperyment, trochę zachcianka artysty, który uważa, że wszystko czego się dotknie zamieni w złoto. Jednak nie tym razem. Następca "Tha Carter 3" obojętnie jaki by nie był ma bardzo trudne zadanie aby dorównać poprzednikowi bo "3" to jeden z najlepszych albumów rap jakie wyszły w ostatnim czasie. Lil Wayne chciał zgrabnie połączyć swój charakterystyczny chrapliwy rap z ostrym rockiem. Na 14 utworach, które znalazły się na krążku udało mu się to może w pięciu. Pierwszy promujący singiel "Prom Queen" już dawał nam przedsmak lub "przedniesmak" całego "rockowego" albumu. Akurat ten utwór wypada jeszcze w miarę, inne utwory jak "Runnin'", "Knockout" w kolaboracji z Nicką Minaj z Young Money, "On Fire" z bitem a'la lata 80, balladowe "Paradice" czy wreszcie "Drop The World" w duecie z Eminemem wypadają dobrze. Czego nie mogę powiedzieć np. o "Ground Zero" czy najsłabszym utworem jak dla mnie "The Price Is Wrong". Do czterech utworów Weezy zaprosił Shanell, pojawia się także Kevin Rudolf,z którym Weezy nagrał już hit "Let It Rock" i oczywiście gościnnie musiał pojawić się reprezentant Young Money, wspomniana już Nicki Minaj. Wszystkie utwory są utrzymane w rockowej tonacji, lecz nie ma tu niczego zachwycającego; coś co mogłem znaleźć np. na "It Is Time For A Love Revolution" Lennyego Kravitza. Szanuję jednak to, że Lil Wayne szuka czegoś nowego, oryginalnego i nie boi się popełniać błędów, a mam nadzieję że wyciągnie z tego celne wnioski i postawi przede wszystkim na rapowanie np. z ciężkimi bitami. "Rebirth"- trzeba przyznać, że to nie do końca udane wydawnictwo, mające jakąś przyszłość jednak nie w tym wykonaniu. Chciałbym aby Lil Wayne wrócił z mocnym materiałem i udowodnił wszystkim, że wciąż jest najlepszym raperem.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Ten krążek jest dowodem na to, że gwiazdor z Nowego Orleanu zabrnął w ślepą uliczkę
(2010-02-03)
Grzegorz
Majkrzak
Więcej o recenzencie
REBIRTH Lil Wayne'a to jedna z najbardziej wyczekiwanych płyt 2010 roku. Czarny gwiazdor z Nowego Orleanu, który podbił serca słuchaczy krążkiem LIKE FATHER, LIKE SON nagranym z wspólnie Birdmanem oraz fantastycznym i arcypopularnym solowym albumem THA CARTER III- tym razem nie ma odbiorcy zbyt wiele do zaoferowania. Nad REBIRTH artysta biedził się prawie dwa lata i od ponad roku stale przesuwał w czasie datę premiery tego krążka. Lil' Wayne pragnął dać tu upust swoim rockowym fascynacją i zamiast materiału hip-hopowego nagrać płytę czystą gitarową. Niestety z ambitnego zamierzenia nie za wiele wynikło, gdyż REBITRH słucha się z narastającym znużeniem i zdziwieniem. Słucham bardzo różnych gatunków muzyki i muszę się przyznać, że ten krążek to bodaj najgorsza "rockowa" płyta jaką miałem okazję zakupić w okresie około 2-3 lat. Ten album od pierwszej do ostatniej piosenki nie porywa, nie płynie i nie czaruje słuchacza. Już pierwszy kawałek AMERICAN STAR to totalna katastrofa w której przy akompaniamencie bezpłciowo rzępolącej gitary- LIL' Wayne wydaje z siebie karykaturalne dźwięki stworzone za pomocą auto-tune'a. O ile na jego hip-hopowych płytach rap przetworzyny przez auto-tune nadawał jego flow specyficznego wdzięku, o tyle na tej płycie "auto-tunowy śpiew" artysty to męka dla ucha. Dalej jest jeszcze gorzej, gdy mamy okazję wysłuchać pozbawionych wyrazu kawałków w stylu DA DA DA czy ON FIRE. Krążek ostatecznie pogrąża prostacki i nieudolnie naśladujący punkowo/hardcorowe klimaty utwór THE PRICE IS WRONG. REBIRTH to "pop-rockowe" nieporozumienie na którym brak jest ciekawych melodii, interesujących gitarowych riffów i przede wszystkim dobrego głosu wokalisty. Cały ten krążek to gitarowa kakofonia, która jest wynikiem wybujałych artystycznych ambicji rapera, który nie potrafi przecież śpiewać. Jedynym nadającym się do odsłuchu kawałkiem jest DROP THE WORLD z gościnnym udziałem Eminema, który jak zawsze popisuje się mistrzowskim flow. REBIRTH ostatecznie pogrążają też płytkie i czasem boleśnie głupawe teksty. Tym razem Lil' Wayne'a zawiodło jego własne wyczucie muzycznego smaku, które zaowocowało wydaniem albumu, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Krążkiem tym raper z pewnością nie powtórzy komercyjnego i artystycznego sukcesu THA CARTER III. Trzeba mieć nadzieje, że planowanym na drugą połowę 2010 roku albumem THA CARTER IV Lil' Wayne się zrehabilituje i powróci do tego co potrafi robić najlepiej...rapowania.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji