-
-
-
-
Toxicity
- System Of A Down
-
cena:
29,99
zł
-
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Results May Vary
Średnia ocena z 12 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Limp Bizkit
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 2003
- Nr katalogowy:
- 9860892
- Sprawdź inne tytuły:
-
Limp Bizkit
| Utwory: |
| 1. Re-Entry (Intro with All Around The World) |
|
| 2. Eat You Alive |
|
| 3. Gimme The Mic |
|
| 4. Underneath The Gun |
|
| 5. Down Another Day |
|
| 6. Almost Over |
|
| 7. Build A Bridge |
|
| 8. Red Light |
|
| 9. The Only One |
|
| 10. Let Me Down |
|
| 11. Lonely World |
|
| 12. Phenomenon |
|
| 13. Creamer (Radio Is Dead) |
|
| 14. Head For The Barricade |
|
| 15. Behind Blue Eyes |
|
| 16. Drown |
|
| 17. Let It Go |
|
- Results May Vary
- Wykonawca:
-
Limp Bizkit
Tylko nie Limp Bizkit
(2008-05-29)
Klienteria
Więcej o recenzencie
Gdy byłem młody i głupi dostałem płytę "Limp Bizkit" pod tytułem "R.M.V" (nie mam ochoty pisać pełnej nazwy). Zaczęła się moja "przygoda" z tym jednym z najgorszych zespołów jakie miałem okazje poznać. Lubiłem czapkę Freda i malowanki Wesa, z tym że jeszcze myślałem, że grają dobry rock. Pokupowałem sobie ich beznadziejne parodie płyt i nawet dostałem na urodziny o nich książkę (pisałem o niej w jednej z poprzednich recenzji i naprawdę jedynie książka o nich jest dobra, dla fana LB będzie to objawienie, czyta się bardzo przyjemnie). Po mniej więcej okresie 2 lat fascynacji tym pseudorockowym bandem zacząłem sobie uświadamiać, że to komercyjne badziewie bez wdzięku i dźwięku, totalne dno. Tak, mówię to otwarcie, to taki pseudo rock dla kilkunastoletnich dziewczynek nie mających gustu i myślących, że słuchają prawdziwego rocka! Nie polecam, odradzam, nie warto nawet spoglądać na ten zespół, którego jedynym pomysłem na twórczość jest wykrzyczenie na tle banalnych riffów fatalnym wokalem raniącym uszy jak największej ilości "f***".
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Omijać z daleka (jak zwykle)
(2005-06-04)
Marcin
Kubicki
Więcej o recenzencie
Apogeum popularności zespołu Limp Bizkit przypadło na czas dosłownie paru lat wstecz, kiedy zaczynało się formować nowe pokolenie b-boysów tudzież fly-girls, które utwory z "Significant Other" maltretowało nieustannie na każdej szkolnej imprezie. W odczuciu tych dzieciaków takie granie było i jest szczytem, używając kolokwializmu, czadu i masakry na parkiecie. Sam przyznam szczerze w tamtych czasach lubiłem poskakać do niektórych kawałków, zwłaszcza po odpowiednim podkładzie. W każdym razie było to epokowe objawienie na rynku komercyjnej mocnej muzyki. Okazuje się jednak, że połączenie hip-hopu, metalu, rocka, taśmowego grania z dj-ki niekoniecznie musi być korzystne przy ostatecznym brzmieniu muzyki, a wręcz przeciwnie-może być pustym, głupim i bezmyślnym wrzaskiem, o czym mieliśmy okazję w przypadku panów z Limp Bizkit już nieraz się przekonać. Do najnowszego wydawnictwa zespołu nie podszedłem szczególnie entuzjastycznie, ale z umiarkowanie dobrym nastawieniem... oto, co nastąpiło później. Nie musiałem długo czekać-już pierwszy utwór będący swego rodzaju intrem płyty, od początkowych sekund swojego trwania działa na nerwy głosem po przepuszczeniu przez filtry i efekty. A ja bardzo nie lubię, kiedy płyta zaczyna mnie drażnić już na starcie. Następne kawałki są już bardzo w stylu Freda i spółki-trochę śpiewania, melodii, krzyku, szarpania gitar. Chociaż bez szczególnego zachwytu, słucha się tego nawet dość przyjemnie. Ot, po prostu kolejne utworki z rodzaju nu-metalowej komercyjnej papki MTV. Fred Durst, wokalista, został co prawda uznany przez pewne kręgi za najgorszego rapera świata, ale ja lubię tę skłonność do histerii w jego głosie. Prawdziwy koszmar zaczyna się dopiero przy czwartym utworze-być może Durst jest nieudolnym raperem, ale mimo wszystko lepiej byłoby dla wszystkich gdyby przy tej formie wokalnej ekspresji pozostał. Na nieszczęście utwór "Underneath The Gun" jest początkiem tortur za pomocą melodyjnej wokalistyki Freda. Jego śpiew oscyluje między brzmieniem beczenia kozy, a jakimś bliżej niesprecyzowanym odgłosem. Sili się na wyspecjalizowane formy wyrazu (jak na przykład "zachrypnięty" głos), a efekt jest żałosny. Katuje nas tym przez większość utworów albumu, podobnych do siebie, zlewających się w jedną, nieciekawą, nudną, monotonną i irytującą masę. To wszystko już było, jak nie na tej płycie, to na wcześniejszych albo-o zgrozo-na krążkach innych zespołów z tego nurtu. Skłonny jestem stwierdzić, iż żaden to czad i moc-płyta jest tak nudna, że najzwyczajniej w świecie uśpiła mnie. Początek każdego następnego utworu wzmaga znużenie połączone z wewnętrznym okrzykiem "i znowu to samo!". Miłym akcentem jest nagranie "Red Light, Green Light" ze Snoop Doggiem, ale jest to tylko jedna, gasnąca iskierka czegoś ciekawego w wielkiej kupie bezsensu podzielonej na 16 utworów. Nie ma konieczności czepiać się warsztatu instrumentalnego, który nigdy na miano fenomenalnego nie zasługiwał. Album po prostu wieje nudą, straszliwą przezroczystością. Nie ma na nim nic, co zmusiłoby mnie do kolejnych przesłuchań czy w ogóle do odtworzenia go jeszcze kiedykolwiek. Jak widać, pozytywne nastawienie nic nie dało. Omijać z daleka.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(12)