Cypress Hill (raperzy B-Real i Sen Dog, DJ Muggs oraz perkusjonalista Eric Bobo) to jeden z najpopularniejszych zespołów hiphopowo-rockowych w historii muzyki. Grupa sprzedała ponad 18 milionów krążków na całym świecie i może się poszczycić licznymi hitami na szczytach list przebojów, a także wielomilionową rzeszą fanów.
"RISE UP" - kolejne wydawnictwo zespołu po Till Death Do Us Part z 2004 roku, powstało w ciągu ostatnich trzech lat w należącym do B-Reala studiu nagraniowym The Temple w Los Angeles.
Średnio udany powrót po latach
(2010-04-23)
Grzegorz
Majkrzak
Więcej o recenzencie
Kalifornijska formacja Cypress Hill to już żywa legenda sceny hip-hopowej i jedna z największych gwiazd muzycznych ostatnich dwóch dekad. B-Realowi, Sen Dogowi i spółce nie można odmówić charyzmy ani też wielkich zasług w populraryzacji hip-hopu jako gatunku. Pierwsze dwa albumy formacji Cypress Hill i Black Sunday zauroczyły krytyków i fanów hh połączeniem czarnych rytmów i stylistyki latino, a także luzackimi tekstami kręcącymi się wokół ulicznych nawijek i zabawnych opowiastek o paleniu "zioła". U progu nowego millenium formacja B-Reala sięgnęła po modne rap-metalowe brzemienia czego efektem był album Skull & Bones. Ostatnim wydawnictwem w dyskografii grupy był hitowy Till Death Do Us Part z 2004 roku. W roku 2010 formacja Cypress Hill powraca nowym albumem, pod szyldem nowej wytwórni i w nieco zmienionym składzie. Rise Up to krążek miejscami ciekawy, ale bardzo nierówny. Słychać, że grupa ta wyraźnie chce powtórzyć sukcesy sprzed 10-20 lat, ale nie potrafi odnaleźć na owy sukces właściwej receptury. Wartość krążka mają tutaj podnieść wyjątkowo liczne kolaboracje z pokaźną grupką sławnych gości. Wydawnictwo otwiera całkiem udany kawałek It Ain't Nothin', dalej otrzymujemy sprawne Light It Up. Później jest już bardzo różnie. Utwory takie jak Rise Up oraz Shut'em Down z udziałem gitarzysty (Rage Against The Machine) Toma Morello to spóźnione o ponad dekadę rap-metalowe "bangery", których klimat i riffy są jedynie bladym odbiciem twórczości kultowego Ratm. Nagrany wraz z jednym z liderów System Of a Down metalowy numer Trouble Seeker również brzmi jak niemrawa kopia dawnego hitu "Cypresów" pt. "Can't Get The Best Of Me". Kompletnym niewypałem zaś jest kawałek nagrany wspólnie z Everlastem Take My Pain. Płyta Rise Up broni się zaś hymnami na cześć "krzaka" takimi jak solidnie wyprodukowany przez DJ Muggsa i DJ Khalida Pass The Dutch czy też klimatyczne K.U.S.H.. Zadziwiająco dużo bitów na tej płycie wyszło spod ręki B-Reala, ale "produkcja podkładów" idzie mu ze zmiennym szczęściem w przeciwieństwie to składania celnych wersów - czego dowodem jest wyraźnie wysilone Bang Bang oraz nadzwyczaj udany i nośny numer Get' Em Up. Ciekawy jest też refleksyjny kawałek wyprodukowany przez (znanego z Linkin Park i Fort Minor) Mike'a Shinode Carry Me Away, który jest nieco popsuty przez fatalny i bezpłciowy śpiewany refren. Płytę wieńczy imprezowy utwór Armada Latina osadzony w latynoskich klimatach z udziałem PitBulla oraz Marca Anthony'ego. Krążek Rise Up to wydawnictwo, które do twórczości legendarnej kalifornijskiej formacji nie wnosi w zasadzie niczego nowego. Teksty chłopaków krążą tu głównie wokół ulicznych rozrób oraz palenia marihuany - tyle, że brzmią one mniej autentycznie niż przed 10-15 laty. Nie sprawdziło się tu też ponowne sięgnięcie po rap - metalowe klimaty, gdyż ta muzyczna formuła wyczerpała swój artystyczny i komercyjny potencjał już dekadę temu. Rise Up to zawierający kilka fajnych kawałków odgrzewany kotlet na którym B-Real i spółka kolejny raz ogrywają sprawdzone przez siebie patenty, lecz czynią to niejako mechanicznie i bez przekonania. Da się oczywiście tego wydawnictwa słuchać, ale do zachwytu tu jednak bardzo daleko.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji