Arcydzieła kina bokserskiego nagrodzone Oscarami
(2007-03-19)
mkoryszewski
Więcej o recenzencie
Rocky Johna Avidsena był filmem, który zapoczątkował wielką falę filmów opowiadających o samotnych bohaterach realizujących się w sporcie.
Ciekawa jest już sama historia powstania Rockyego. Sylwester Stallone sam napisał scenariusz do tego filmu (chociaż dzisiaj wielu ludziom trudno w to uwierzyć). W dodatku bardzo dobry scenariusz. Stallone zrzekł się nawet gaży, byleby tylko mógł zagrać rolę, jaką dla siebie napisał. Szczerość i siła przesłania zawarte w historii Rockyego z pewnością wypływają z osobistych doświadczeń samego Stallone'a, którego producenci filmowi nie chcieli zatrudniać, uważając go za kiepskiego aktora. Gdy wreszcie powstał Rocky, stał się on olbrzymim kasowym sukcesem i zdobył nieoczekiwanie Oscary za najlepszy film i reżyserię w 1976 roku.
Avidsen wydobył ze scenariusza wiele goryczy, opisując rzeczywistość dzielnic nędzy lat 70-tych w USA. Z jednej strony film ten pokazuje spełnienie american dream, ale z drugiej strony nie jest to tak oczywiste. Co prawda reżyser pokazuje drogę boksera od slumsów do sławy, ale robi to w sposób ostrożny i przypomina, że nie jest to wcale regułą. Rocky nie dlatego dostał okazję stania się sławnym, bo sam tego dokonał, lecz ta okazja trafiła do niego przypadkiem. W tej kwestii film ma wymiar głęboko społeczny i pokazuje smutny los ludzi ze społecznych dołów.
Stallone gra najlepszą rolę w swojej karierze. Stallone nie zagrał tu herosa, jak miał to w zwyczaju w swoich późniejszych filmach, gdy był juz gwiazdą. Niezwykle przekonująco wciela się w niezbyt rozgarniętego boksera o dobrym sercu. Pomimo jego prostoty, a może właśnie dzięki niej lubimy Rockyego. To człowiek bez przyszłości, któremu nie trzeba wiele. Nie marzy on ani o sławie ani o wielkich pieniadzach. Myśli tylko jak przeżyć następny dzień i robi to, co lubi. I tak pozostaje do końca. Jego kobieta, Adrian, po zaskakującej walce okazuje sie być dla niego ważniejsza niż media, blichtr i sława.
Do tego pamiętna muzyka Billa Contiego, budująca klimat filmu. Doskonała rola drugoplanowa Talii Shire. Ten film przypomina lepsze czasy, gdy aktorka nie musiała być atrakcyjną seksbombą, by móc zagrać w filmie kinowym. Skromna, cicha, nieprzebojowa... Czy dzisiaj taka postać kobieca mogłaby sie pojawić we współczesnym filmie? Talia Shire nadała swojej postaci charakterystyczny urok i wdzięk, udowadniając jednocześnie, że wygląd u kobiety wcale nie jest najważniejszy. Kroku dotrzymuje jej niezapomniany Burgess Meredith, grający postać starego, trudnego we współżyciu trenera Rocky'ego. Również Carl, Weathers grający przeciwnika Rockyego, daje popis gry aktorskiej. Oryginalne, interesujące postaci drugiego planu jeszcze bardziej pogłębiły wymiar filmu i zdecydowały o jego sukcesie.
To mądry, wzruszający film o społecznym przesłaniu. A to rzadko zdarza się filmom sportowym. Stallone już nigdy w karierze nie zbliżył się nawet do poziomu, jaki osiągnął w Rockym.
Wściekły byk to również klasyka kina bokserskiego. Fenomenalna oscarowa kreacja Roberta de Niro i doskonała reżyseria Scorcese sprawiają, że jest to wręcz arcydzieło kina bokserskiego. To film nie tylko o walce na ringu . Ta biografia Jake'a La Motty to pełna symboliki opowieść o wielkiej karierze i wielkim upadku. Scorcese perfekcyjnie, dokładnie pokazuje, jak siła, która napędza bohatera, daje mu sławę ostatecznie przyczynia się do jego upadku. Czarno-białe zdjęcia i dynamiczny montaż sprawiają, że walka na ringu w żadnym filmie nie wygląda tak realnie, jak tutaj. Zarówno "Wściekły byk" jak i Rocky to absolutna klasyka z końca lat 70-tych. Trzeba je mieć.
(6 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji