Linnea mieszka w mieście. Mogłobby się wydawać, że w mieście nie da się obserwować przyrody. A jednak Linnea znajduje tu mnóstwo roślin i zwierząt. Przez cały rok, miesiąc po miesiącu, opowiada o swoich odkryciach i ciekawych zajęciach w domu i poza domem.
W styczniu na przykład otworzyła ptasią restaurację. W czerwcu znalazła dziurkę od klucza. W październiku utkała koronę z liści. A co robiła w grudniu? Pewnie jakieś pomysłowe prezenty...
Plecenie wianków, zrobienie zielnika, ugotowanie zupy z pokrzyw czy odszukanie na niebie Wielkiego Wozu nie będzie problemem dla nikogo, kto przeczyta tę książkę!
"Rok z Linneą" jest idealny dla naszych małych odkrywców świata przyrody.
(2010-07-28)
prowincjonalna
nauczycielka
Więcej o recenzencie
Bohaterka książki jest mieszkanką Sztokholmu, a jej imię wywodzi się od nazwy kwiatka popularnie rosnącego na północy Szwecji. Wraz z Linneą obserwujemy przyrodę w każdym miesiącu roku. W styczniu dziewczynka otwiera ptasią stołówkę i uczy czytelników co jedzą gil, sikorka, wróbel i inne odwiedzające karmik ptaki. Luty to miesiąc przesadzania kwiatów, a w marcu wraz z Linneą witamy pierwsze kwiaty i świętujemy przesilenie wiosenne. W kolejnych miesiącach dziewczynka suszy kwiaty, buduje latawiec, wije wianki z mniszka i robi kapelusze z rabarbaru.
W ksiażce "Rok z Linneą" znajdziemy wiele pomysłów na to, jak przybliżyć dzieciom naturę, jak pokazać im - w sposób prosty, wręcz poprzez zabawę - prawa rządzące przyrodą. Wielkim plusem opowieści o Linnei jest bogaty obraz świata roślinnego i zwierzęcego, który dzięki dziewczynce, może stać się światem oswojonym i zaprzyjaźnionym.
"Rok z Linneą" przypomina mi serię książek Marii Kownackiej zatytułowaną "Co słonko widziało".
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Wielki szacunek dla przyrody
(2010-03-04)
Be
El
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
W małej szwedzkiej dziewczynce zakochaliśmy się po naszej wspólnej wyprawie do Paryża, książkowej oczywiście, a to za sprawą Linnei w ogrodzie Moneta.
Rok z Linneą przeczytaliśmy od razu, a teraz co kilka dni wracamy do niej. Podzielona na poszczególne miesiące, zachęca, by etapami odkrywać z dziećmi otaczający świat przyrody – rośliny, zwierzęta.
Linnea to imię pochodzące od małego różowego kwiatka, zimoziołu, który po łacinie nazywa się Linnaea borealis.
Linnea jest wielką miłośniczką przyrody. Wiele uczy się od dwójki starszych przyjaciół – pana Blomkvista ogrodnika i pana Kalle właściciela małej działki za miastem. To swego rodzaju podróż przez świat przyrody w ciągu całego roku. I tak: w styczniu – Linnea podaje mnóstwo informacji o dokarmianiu ptaków, w lutym – o przesadzaniu kwiatów i o tym, co dzieje się pod śniegiem; w marcu szukamy z nią wiosny. Tutaj dzieci dowiedzą się też, jak szanować przyrodę. W kwietniu Linnea sadzi rzeżuchę, gorczycę, orzeszki ziemne. W maju suszy kwiatki do zielnika - robi to z taką pasją. Podaje przepis na zupę z pokrzyw. Tak, tak – z tych, co tak strasznie parzą. Ponoć w zupie są całkowicie bezpieczne. Tutaj znaleźliśmy też przepis na latawiec – nie taki ze sklepu, gotowy, ale z listewek i folii. W czerwcu Linnea plecie wianki z mniszka lekarskiego. W lipcu robi sok z czarnego bzu i szuka skarbów na plaży, a w sierpniu próbuje zatrzymać lato. Jak? Susząc kwiaty na bukiety. A we wrześniu - liście drzew. W październiku robi koronę z kolorowych liści, w listopadzie troszczy się o rośliny cebulowe, a w grudniu przyozdabia bożonarodzeniowe drzewko i sama robi prezenty dla najbliższych.
Książka pełna jest jeszcze wielu innych pomysłów i informacji, które zaciekawią nie tylko dziecko, a rodzicom podpowiedzą, jak w prosty i tani sposób rozbudzić ciekawość, zainteresować tym, co się dzieje zaraz obok nas. Na końcu książki znajdziecie mnóstwo dalszych wskazówek w "Dowiedz się więcej": ciekawe książki, strony, miejsca, a wszystko to z myślą o polskim czytelniku – czyli przegląd naszej rodzimej oferty.
Lena Anderson jest mamą sympatycznej buzi Linnei. W słomianym kapeluszu, z filuternymi czarnymi kosmykami, uśmiechem od ucha, miną małej odkrywczyni, w blasku ekologicznej biżuterii – przesympatyczna i przemiła. Dzieci na pewno ją polubią.
Jestem zachwycona tą książką i moje dziecko również. Podobnie jak Linnea w ogrodzie Moneta – i ta cześć jest – piękna, prosta, łatwo zapadająca w pamięć. Myślę, że ważna jest zwłaszcza dziś, gdy czasem zagonieni za czymś tam, nawet nie mamy czasu dostrzec tego, co wokół nas się dzieje. To już wiosna? Ach, a dopiero minęły święta. Tak, właśnie tak.
(5 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji