Rycerze Czarnego Krzyża to monografia historyczno-wojskowa, poświęcona fenomenowi niemieckiej broni pancernej (Panzerwaffe) w okresie II wojny światowej, analizująca najważniejsze starcia i taktykę oraz opisująca najsłynniejszych oficerów i sprzęt.
Ta stosunkowo nieliczna (20% sił zbrojnych III Rzeszy) formacja dzięki wyszkoleniu i nowoczesnej doktrynie stanowiła podstawę niemieckich sukcesów do 1942 roku, a także umożliwiła uporczywą obronę trwającą aż do 1945 roku.
Warto jeśli ktoś nie czytał wcześniej podobnych, np. Massona
(2010-03-19)
Grzegorz
osiecki
Więcej o recenzencie
Perret to bardzo dobry autor kilku książek pokazujących epizody historii militarnej. Ta niestety rozczarowała, choć zaznaczam, że to praca na przyzwoitym poziomie. Ale jeśli ktoś czytał "Historię Wehrmachtu" Philippe Masson to z pracy Perreta wiele więcej się ni dowie. Liczyłem, że więcej będzie o taktyce, o sprzęcie o walkach na każdym poziomie. Co więcej irytująca jest maniera, o której napisał poprzedni recenzent, pokazywania panzerwaffe nie jako elementu armii totalitarnego państwa a swojego rodzaju klubu apolitycznych zawodowców nie mających żadnego związku z okrucieństwami wojny. To argumenty, które można stosować do kolejarzy albo sportowców, ale nie awangardy niemieckiej armii.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
O technice wojskowej - świetnie, o reszcie - średnio na jeża
(2009-12-12)
FabrykaRecenzji
Więcej o recenzencie
Autor, były oficer brytyjskich sił pancernych, szczególny nacisk kładzie na rozpoznanie przyczyn dominacji Panzerwaffe nad walczącymi z Hitlerem aliantów. Te partie „Rycerzy...” decydują o tym, iż książka nader warta jest lektury - tym bardziej, że wiele przez półwiecze narosło mitów. Walcząc z nimi, B. Perrett przede wszystkim rozprawia się z twierdzeniem, iż Niemcy „dosiadali” lepszych czołgów, niż ich przeciwnicy. Autor udowadnia, iż nie da się na rzecz patrzeć przez lufę Tygrysa czy z wieżyczki Panthery, będących dopiero odpowiedziami na KW i T-34, które dotąd siały spustoszenie w szeregach Panzerwaffe. Nie zatem przewaga techniczna, co doktryna wojenna i perfekcja w jej stosowaniu. Dlaczego w takim razie Niemcy przegrali? Perrett twierdzi, iż z przyczyn „pozapancernych”: niemieckich czołgów zbyt mało, brak wsparcia z powietrza, albo też paliwa. I tu recenzent, odróżnieniu od autora, oddycha z ulgą. Nie chce bowiem na ostatnią jak dotąd wojnę światowej patrzeć jak na partię krykieta. Ofiarowując czytelnikowi doskonałą analizę wojny pancernej, podaje ją Perrett w sosie dość karkołomnych wywodów i niesmacznej próby odseparowania Panzerwaffe od hitleryzmu. Eks-pancerniak JKM, zafascynowany profesjonalizmem Panzerwaffe, prowadzi czasem czytelnika na manowce, siląc się na rozważania spoza wojskowości. Żali się np., że „hitlerowska panzerwaffe”, to kardynalny błąd terminologiczny. To teza kuriozalna w stosunku do cząstki armii makabrycznie skutecznie służącej Hitlerowi za narzędzie realizacji jego straszliwej polityki. Panzerwaffe brała w tym udział nie „poniekąd”, nie „mimochodem”, ale w pełni. Nie prowadziła jakiejś innej wojny. Sądzę, iż książkę warto było zaopatrzyć w przypisy prostujące przeinaczenia, jak choćby to: zbrodnie wojenne SS były popełniane prawie wyłącznie przez Allgemeine SS. A co z rodakami Perretta, których pancerni rycerze Hitlera zamordowali w 1940 w okolicach (65 jeńców)? A przez tych samych arcyfachowców wyrżnięta prawie setka alianckich jeńców w Malmedy? Autor na to: wprawdzie jednostki Waffen SS do świętych nie należały, ale jakże świetnie walczyły. Mija się, nawiasem mówiąc, Perrett z prawdą oświadczając, iż pancerniacy z SS cieszyli się powszechnym szacunkiem w armii. Korpus oficerski Wehrmachtu pogardzał bowiem nimi jako parweniuszami, zazdrościł ścieżki awansowej, zżymał się na faworyzowanie ich przy przydzielaniu zaopatrzenia. Perrett posunął się niestety o parę pancernych wniosków za daleko. Mimo to, a może i również dlatego, warto jego "Rycerzy Czarnego Krzyża" przeczytać, gdyż lektura to wielce pouczająca. I broń Boże nie mam tu na myśli niebywałego odkrycia, że w roku 1915 carska armia poniosła klęskę pod Zgorzelcem, o ile bowiem Görlitz i Gorlice faktycznie wiele (fonetycznie po niemiecku) łączy, to na sztabowej mapie dzielą seeetki kilometrów.
(7 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji