Live Chat
x

Serwis używa cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z Polityką Cookies.

Koszyk pusty

ODBIERZ ZA 0ZŁ - ZERO UKRYTYCH KOSZTÓW - DOSTAWA W 24H
PODRĘCZNIKI W 3 KLIKI - DOSTAWA ZA 0ZŁ
Bony na zakupy w Merlinie
Napisz do nas Zadzwoń do nas
tel. +48 (61) 628 66 00
fax. +48 (22) 321 91 92

Opis produktu

Patronat Merlina!

Rzecz o mych smutnych dziwkach

Gabriel Garcia Marquez  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

Numer katalogowy: 0398791
okładka: twarda
nośnik: druk
liczba stron: 112

Marzec 2005 - Główny bohater i narrator w jednej osobie - dziennikarz, kiedyś depeszowiec, a w chwili spisywania swej opowieści szacowny jubilat, autor codziennych felietonów i krytyk muzyczny, człowiek żegnający się właściwie z życiem - dostaje szansę spełnienia swego erotycznego i niemoralnego kaprysu,... Więcej

Produkt niedostępny
Do przechowalni

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

zamknij

- polecamy

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: Rzecz o mych smutnych dziwkach

    Średnia ocena 4,4 na 5 z 5 recenzji   (Dodaj własną)

    Autor:
    Gabriel Garcia Marquez
    Wydawnictwo:
    Muza , Marzec 2005
    ISBN:
    83-7200-131-6
    Liczba stron:
    112
    Wymiary:
    135 x 235 mm
    Sprawdź inne tytuły:
    Gabriel Garcia Marquez
    Główny bohater i narrator w jednej osobie - dziennikarz, kiedyś depeszowiec, a w chwili spisywania swej opowieści szacowny jubilat, autor codziennych felietonów i krytyk muzyczny, człowiek żegnający się właściwie z życiem - dostaje szansę spełnienia swego erotycznego i niemoralnego kaprysu, szalonej nocy miłosnej z nieletnią dziewicą. Niezaspokojona chętka wprowadza w jego dość nudne, szare, ustabilizowane, emeryckie życie niepokój, który okazuje się pierwszą w jego życiu, i niewątpliwie ostatnią, młodzieńczą miłością.
    Proza z najlepszego Marquezowskiego pieca, powierzchownie bardzo stateczna, ale mnóstwo w niej odniesień do innych jego powieści, mnóstwo niezwykłych zdań, no i przesłanie jak z telenoweli: miłość zawsze cię dopadnie, bo jest silniejsza od życia.
    Powieść Garcii Marqueza to skromna elegia o późnej miłości, a nie swawolny przewodnik po zamtuzach, o czym mam nadzieję przekonają się ci czytelnicy, którzy będą mieli odwagę po tę książkę sięgnąć. Tłumaczowi pozostaje jedynie wierzyć, że być może nadejdzie czas, gdy "Rzecz o mych smutnych kurwach" będzie mogła pod tym właśnie tytułem się ukazać. Książka objęta patronatem Merlin.pl

    Recenzje naszych klientów Napisz własną recenzję

    Rzecz o mych smutnych dziwkach
    Autor:
    Gabriel Garcia Marquez

     Więcej o recenzencie

    Absolutne arcydzieło ()
    Ocena 5 na 5  

    Dziennikarz, lat - 90. Nigdy nie był w stałym związku, nie ma kobiety, dzieci, rodziny. Żyje ze skromnej emerytury, dorabiając pisaniem niedzielnych felietonów. Przypomina rubasznego satyra, nieszkodliwego gawędziarza erotomana, który w dniu swoich dziewięćdziesiątych urodzin wyraża dość niecodzienne życzenie – pragnie spędzić noc z nieletnią dziewicą. Zaprzyjaźnionej burdelmamie, którą staruszek zna od lat, cudem tylko udaje się znaleźć odpowiednią dziewczynę, ubogą nastolatkę, na której spoczywa ciężar opiekowania się domem, chorą matką i młodszym rodzeństwem. Dziewczyna jest wyjątkowo piękna i ponętna, a nasz bohater znajduje ją śpiącą w wielkim łożu. I dzieje się coś niezwykłego: nie ma śmiałości jej zbudzić. Odtąd już zawsze tak właśnie wyglądają ich "randki". On patrzy na śpiącą. Dotyka i całuje jej ciało, ale nigdy nie przekracza granicy delikatności i subtelności ślizgania się opuszkami po jej skórze. Czasami odgarnie jej włosy z czoła. Czasami zostawi na poduszce podarek albo wiadomość wypisaną szminką na lustrze. Nad ranem odchodzi, zanim dziewczyna się obudzi, zanim go zobaczy. Odchodzi od zmysłów, kiedy nie wie, co się z nią dzieje. Widzi ją w mijanych kobietach, rozpoznaje jej rower, szuka jej i biegnie za ułudą, za podobnymi kształtami, w ruchach innych kobiet rozpoznaje swoją ukochaną. Nie dajcie się zwieść tytułowi. To niezwykła książka. Nie przewodnik po burdelowych pokojach i tytułowych dziwkach, a opowieść o szczerej i czystej miłości starego człowieka, który w wieku lat dziewięćdziesięciu kocha po raz pierwszy, mocną, młodzieńczą miłością, miłością jednocześnie ostatnią. To historia zupełnie niepodobna do wszystkich innych Garcii Marqueza, zwłaszcza pod względem stylu. Nie ma tu realizmu magicznego, jest tylko szara, twarda, brutalna rzeczywistość uwznioślona uczuciem. Czytelnik nie gubi się w wielokrotnie złożonych zdaniach, w nagłych zwrotach fabuły, w powtarzalności imion – tu jest ich jak na lekarstwo i nie ma pewności, czy są prawdziwe. Historia jest tylko jedna, za to wywrócona na drugą stronę. A zdania są proste i snują się leniwie, dotykając nie tylko uczuć i emocji, ale też codziennych drobnych zdarzeń i przedmiotów. To absolutne arcydzieło.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna? Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Trzeba ją przeczytać
    Ocena 5 na 5  

    Książka jak najbardziej udana, ale smuci mnie to, że jej tytuł nie jest taki, jak to widział Marquez.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna? Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

     Więcej o recenzencie

    Kwestia czasu ()
    Ocena 4 na 5  

    Przeczytałem najnowszą książkę Márqueza i muszę powiedzieć, że trochę się rozczarowałem. Może z uwagi na tytuł – „Rzecz o mych smutnych dziwkach” – który brzmi wręcz rozpaczliwie. I nie pomogą tu żale tłumacza, umieszczone w słowie wstępnym oraz na ostatniej stronie okładki, z których dowiadujemy się, że okrutna polska cenzura redakcyjna zmieniła piękne słowo „kurwy” na „dziwki”, żeby było przyzwoiciej. Pomijając już niewątpliwe marketingowe intencje takiego użalania się, to obawiam się, że wówczas tytuł brzmiałby jeszcze gorzej... Co najgorsze, tytuł w ogóle nie ma się nijak ani do treści, ani do przesłania, którego można się w książce dopatrzyć. Dziwki, owszem, przewijają się przez opowiadanie, ale nie smutne one są, tylko jakby albo za młode, albo za stare... Smutny – choć niewątpliwie romantyczny - bywa bohater – zatem słuszniejszy tytuł powinien odnosić się do smutnego dziwkarza, żeby nie powiedzieć dosadniej. Ale czy w wieku 90 lat ten tytuł jeszcze mu przysługuje? Oto jest pytanie... I na to pytanie, bynajmniej nie żartobliwie, stara się w swej najnowszej powieści odpowiedzieć Márquez. Wkładając w usta jednej z bohaterek kapitalne zdanie: Moralność jest kwestią czasu... - każe nam je interpretować wedle woli. No i czynimy to, zastanawiając się, która z trzech możliwych interpretacji w sytuacji każdego z nas będzie słuszniejsza. Moralność jest kwestią czasu... A zatem wiek zmusi nas z czasem do bycia moralnymi – kiedy już nie będzie innej możliwości. Cóż – przykład nie tylko Márquezowego bohatera zdaje się oddalać słuszność takiej interpretacji. Moralność jest kwestią czasu... Wystarczy poczekać, a czas zrobi swoje i przy sprzyjających okolicznościach dokona erozji moralności tak, że pozostanie ona wspomnieniem równi odległym, jak pierwsze konsumpcyjne zachwyty niemowlęcia nad kobiecą piersią... Moralność jest kwestią czasu... Każdy czas ma swoją moralność i to, co kiedyś wydawało się niemoralne, dziś nie zmusi najbardziej zagorzałego purytanina do odwrócenia głowy... Dla Márqueza czas nie jest czynnikiem istotnym w miłości. Oswajanie czasu raczej dotyczy samej egzystencji, jej fizykalnych objawów niż uczuć. To trochę obsceniczne wyliczanie spraw związanych z dysfunkcjami ciała ma nas, czytelników, a i samego pisarza przyzwyczaić do starości. Do jej ciemnej strony. Ale miłość jest zawsze jasną stroną. Zawsze uskrzydla, jeśli nawet boli. I czas ma dla niej znaczenie wtórne, jeśli w ogóle bezpośrednio na nią wpływa... Różnica wieku między kochającymi się ludźmi ma, według Márqueza, wpływ tylko na kwestie obyczaju, nic więcej. Niekiedy – u Márqueza prawie nigdy – wpływa na niektóre fizyczne aspekty miłości. Ważne, ale w sumie drugorzędne. Dla samego uczucia to nie ma znaczenia. Banał? No, pewnie! Ale jeśli przekonuje nas do tego wielki pisarz, to może warto przez chwilę się nad tym zastanowić? Bo jeśli będziemy a prori odrzucać wszystkie banały i zawsze starać się być oryginalnymi, to może się zdarzyć, że dziecko zostanie wylane wraz z kąpielą: że odrzucimy rzeczywistość, która częściej jest banalna niż oryginalna. A jak żyć bez rzeczywistości? Jeśli odrzucimy takie zwyczajne, Márquezowskie cieszenie się światem, pozostanie nam tylko smutek i sceptycyzm, wyrażany w dawnym porzekadle: Nic mnie już nie bawi, nic mnie już nie nęci, odkąd cioci Mani biust się w magiel wkręcił... A wracając do nieszczęsnego tytułu powieści: ludziom mojego – prawie Márquezowskiego – pokolenia, może się kojarzyć z apaszowską piosenką: Dziwki po udach całowały mnie zmysłowo, Rencistka jedna rwała dla mnie złoty ząb, Mój arogancki śmiech Rozpalał w żyłach krew, Lecz ja nikogo nie potrafię kochać już... No i o to chodzi, żebyśmy jeszcze potrafili. I tego nas uczy Márquez i jego smutne dziwki.

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna? Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Późna miłość Marqueza
    Ocena 5 na 5  

    Nowa powieść Marqueza to historia miłosna. Opowieść o pierwszej i zarazem ostatniej miłości dziewięćdziesięcioletniego dziennikarza (w pewnym sensie nieudacznika), który przez całe życie był kawalerem i który odkąd pamięta zwykł był płacić za „miłość”. Ta powieść to w pewnym sensie marquezowska wersja „Lolity”. Jej bohater w dniu swoich 90. urodzin postanawia zrobić sobie prezent: spędzić noc z nieletnią dziewicą. Zaprzyjaźniona burdel-mama, dla której ów bohater był przez lata dobrym klientem, chce spełnić jego prośbę. Znajduje 14-letnią dziewczynę, która pracuje w szwalni, gdzie przez cały dzień przyszywa guziki. Starzec zastaje ją śpiącą. Do niczego nie dochodzi ani tej, ani w czasie kolejnych nocy. Tak jakby starzec potrzebował jedynie popatrzeć na młodość w jej nagiej i obnażonej formie. Czerpie z niej jak w „Portrecie Doriana Graya”. W pewnym sensie znów staje się młody. Do gazety, w której publikuje cotygodniowe felietony, pisze teraz miłosne listy. Znajduje coraz to nowych i młodszych czytelników. Dla tej dziewczyny chce żyć. Robi jej prezenty i opowiada o muzyce. Nie chcę opowiadać fabuły tej niewielkiej powieści, która mimo bulwersującego wątku nie bulwersuje. Ale nic dziwnego, skoro napisał ją wybitny autor. Carlos Marrodan Casas nazwał tę opowieść skromną elegią o późnej miłości. Dotknął tu bez wątpienia istoty powieści Marqueza. Najmniej magicznej z jego książek. Może najbardziej dotkliwej, bo będącej jednak obserwacją własnego starzenia się. Miałem też wrażenie, że ta opowieść jest w jakimś sensie testamentem Marqueza. Wymienia w nim książki, które są niezbędne (jak „Czarodziejska góra”), zostawia w nim swoje filozoficzne przesłanie: życie ma swoją wartość do końca. Starość nie jest tym, co się czuje, ale tym, jak się ją postrzega. Pomiędzy czuciem a postrzeganiem jest czasem ogromny dysonans. Bohater powieści Marqueza spotyka pewnego dnia kobietę, z którą kiedyś sypiał. Radzi się w sprawach swojej nimfetki. Mówi o miłości. „Odszukaj ją” – odpowiada kobieta. Nie możesz umrzeć, nie wiedząc, co znaczy być blisko z miłości. Mnie się zdaje, może niesłusznie, ale tam właśnie prowadzi mnie teraz intuicja, że Delgadina, bo tak nazywał dziewczynę bohater powieści, jest tylko literacką, metaforyczną figurą. Tak naprawdę to miłość, za którą zatęsknił w ostatnim momencie swojego życia. Potrzeba przełamania samotności. Potrzeba obudzenia czegoś… obudzenia się. (Tu przypomina mi się od razu piękny film „Lawendowe Wzgórza”, traktujący w pewnym sensie na podobny temat.) Patrząc na siebie wstecz, zobaczył, że nie zostało mu już nic. I nawet rodowa biżuteria, którą zostawiła mu matka, okazała się fałszywym szkiełkiem. Nie mając nic, mógł zawalczyć o wszystko.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna? Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Cudna
    Ocena 3 na 5  

    Mimo że jak mówi sam autor, tytuł mało wdzięczny, to treść jest zaskakująca. Naprawdę miła lektura. Można się pośmiać i pomyśleć nad swoim dotychczasowym życiem. Uważam, że książka idealnie nadaje się dla starszych mężczyzn wiecznie goniących za coraz to młodszą zdobyczą. Polecam.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna? Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji