Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Saturday Night Wrist
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Deftones
- Firma fonograficzna:
-
Warner Music Poland
, 2006
- Nr katalogowy:
- 9362493462
- Sprawdź inne tytuły:
-
Deftones
Najbardziej agresywny materiał w historii zespołu. Miażdżąca dawka ognistego grania, które apogeum osiąga w jazgotliwym, rozwrzeszczanym utworze Rats! Rats! Rats!, gdzie wokalista Chino Moreno brzmi niczym rozwścieczony Mike Patton. Dwanaście utworów pełnych ciężkich gitar, ognistych aranżacji i rozdzierającego głosu wokalisty. Głośno, ciężko, mocno i intensywnie, po prostu tak doskonale jak tylko potrafią muzycy Deftones.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Hole in the Earth |
|
| 2. Rapture |
|
| 3. Beware |
|
| 4. Cherry Waves |
|
| 5. Mein |
|
| 6. U, U, D, D, L, R, L, R, A, B, Selct, Start |
|
| 7. Xerces |
|
| 8. Rats! rats! rats! |
|
| 9. Pink Cellphone |
|
| 10. Combat |
|
| 11. Kimdracula |
|
| 12. Riviere |
|
- Saturday Night Wrist
- Wykonawca:
-
Deftones
Chyba jednak rozczarowanie...
(2007-11-28)
Marcin
Janczarski
Więcej o recenzencie
Zawsze twierdzę, że warto odpowiednio się ożywić przed zaśnięciem. A pobudzenie takie jest możliwe dzięki odpowiedniej dawce mocy i agresji w muzyce. Naiwnie twierdziłem, że taką "wieczorną" płytą w tym roku będzie długo oczekiwany album zespołu Deftones - "Saturday Night Wrist". Niestety, zawiodłem się. Zawsze doceniałem tę ekipę za to, że tworząc niezwykły "kocioł kulturowy", tworzyli coś, co dalece odbiegało od szufladki "nu metal". Specyficzny wokal, poszarpane rytmy, udziwnienia towarzyszące od ich trzeciej płyty "White Pony" (która chyba pozostanie niedoścignionym wyznacznikiem ich podejścia do mocnego grania). O ile otwierające całość "Hole In The Earth" czy "Rapture" nie zapowiadają słabego albumu, o tyle dalej jest tylko równia pochyła. Poszczególne utwory stają się nijakie, a brak spójności bardzo bije po uszach. Po prostu można się zmęczyć słuchając jednolitych, bezbarwnych piosenek. Brakuje mi w nich tej żywiołowości i szaleńczych ucieczek wokalnych oraz nieprzewidywalnych zagrywek gitarowych. Całości nie ratuje nawet zagrany z wokalistą System Of A Down utwór "Mein", który osobiście uważam za jeden z najsłabszych na albumie. Jednak nie potrafię skreślić omawianej płyty zupełnie. Na zakończenie dostajemy świetną rekompensatę średniej całości - "Kimdracula" i "Riviere", które na długo zapadają w pamięć. Choćby dla tych dwóch "perełek" warto wracać do najnowszego wydawnictwa Deftones. Oby na kolejne nie trzeba było czekać kilka lat, a następna płyta była choć w połowie dobra jak to, od czego zespół ten zaczynał.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Jest przy czym pomarzyć...
(2006-11-05)
Tylt
Więcej o recenzencie
Cóż, czy to najlepszy album? Większość fanów woli "The White Pony", ale niewątpliwie panowie z Deftones wykonali kawał pięknej roboty. Utwór otwierający longplay porywa i chyba nikt, kto go słyszał temu nie zaprzeczy. Według mnie niajwiększą wartością płyty są utwory nr 3,11 i 12 oraz rewelacyjne "Cherry Waves". To one sprawiają, że jest to najbardziej zmysłowy i seksowny album, jaki słyszałem. (Świetny wokal Chino jak i gitara Stepha oraz rewelacyjne sample Franka Delgado.) Na własne oczy widziałem jak nocą na domowej imprezie dziewczyny odlatują przy "Beware", a gdy chwilę potem nadchodzi "Cherry Waves" w zasadzie można by się o nie oparzyć. Płyta jest momentami mistyczna i naprawdę można się przy niej aż za bardzo rozmarzyć. "Beware" miałem okazję widzieć w Dublinie na żywo w trochę cięższej wersji i było równie niesamowite.
Polecam wszystkim, którzy lubią spokój i ciepło opakowane mocnymi dźwiękami.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
...tyjemy, ale nie stoimy... kroczymy do przodu...
(2006-10-25)
Aleksander
Wilk
Więcej o recenzencie
...w pierwszych momentach płyty byłem trochę zniesmaczony zawodzeniem Chino, natomiast profesjonalnie dograne tło rewelacyjnie oddało brzmieniowo ich muzyczny profesjonalizm. Płyta z momentu na moment coraz bardziej wciąga, a szczególnie wysublimowane partie ciężkich riffów, które pięknie harmonizują z wokalizacją Chino. Na tym krążku już o wiele mocniej niż na poprzednich możemy wyczuć drugą gitarę wokalisty, nie zapominając o bezkompromisowej mocnej grze całego zespołu. Szczerze polecam... słuchać w nieskończoność, bo wtedy na pewno zauważycie nienudzącą siłę brzmieniową, coraz to nowszą w uszach harmonię jakże pięknych dźwięków.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji