Płyta "Scratch My Back" jest pierwszą częścią cyklu, w ramach którego Gabriel i inni wybitni artyści interpretują cudze kompozycje. Przy tworzeniu tego eklektycznego zbioru klasycznych przebojów i kultowych kawałków Gabriel korzystał z pomocy kompozytora i aranżera Johna Metcalfe'a, niegdyś członka Durutti Column oraz producenta Boba Ezrina (Pink Floyd 'The Wall', Lou Reed 'Berlin') i inżyniera dźwięku, realizatora i producenta Tchada Blake'a (Suzanne Vega, Sheryl Crow, Tom Waits). Gabriel opisuje płytę jako bardzo osobiste dzieło zawierające 12 piosenek w aranżacjach na głos i orkiestrę. Artysta postanowił zrezygnować z instrumentów takich, jak gitara czy perkusja. Bogata paleta brzmień płyty obejmuje oszczędny romantyzm 'The Power of the Heart' Lou Reeda, oszałamiającą muzyczną podróż 'Mirrorball' Elbow, czy pełną rozmachu aranżację 'My Body Is A Cage' Arcade Fire. Gabriel i jego współpracownicy nagrali płytę w studiu Air Lyndhurst George'a Martina oraz w Real World Temple, a dalsze miksy powstały w należącym do wokalisty Real Worlds Studio w hrabstwie Wiltshire. Pierwsze publiczne odtworzenie materiału z płyty nastąpiło zeszłego lata podczas festiwalu WOMAD: Peter Gabriel otworzył swój występ utworem Paula Simona 'The Boy in the Bubble.
Genialna, dojrzała płyta wrażliwego mężczyzny
(2010-02-16)
Marek
Kubiak
Więcej o recenzencie
Są wydarzenia muzyczne, które potrafią uskrzydlić, pozytywnie wstrząsnąć i poruszyć każdy co do najmniejszego, najgłębiej ukrytego nerwu całej artystycznej wrażliwości. Dzisiaj wraz z premierą nowej płyty Petera Gabriela nastał taki moment właśnie.
Ta płyta jest cudowna, tak mądrze smutna, tak muzycznie prawdziwa, tak lirycznie poruszająca, tak dojrzała emocjonalnie i tak pięknie zagrana przez żywych muzyków na prawdziwych instrumentach (jaka to dzisiaj rzadkość!), tak ascetycznie oszczędna w jakichkolwiek ozdobnikach, tylko muzyka i głos... i to głos wrażliwego mężczyzny, nie obawiającego się posądzenia o ckliwość, czy słabość wobec odsłaniania swoich czułych punktów... Tej płyty można słuchać tylko samemu i tylko po ciemku z zapalonymi świecami. Ta płyta powoduje, że się tak szlachetnie przy niej płacze. To kolejny dowód, że prawdziwy artysta potrafi ze zbioru coverów uczynić nową kompletną całość według własnego pomysłu i potrzeby artystycznej ekspresji. To już drugie wydarzenie muzyczne u progu 2010 roku (w tydzień po premierze "Soldier of love" Sade). Co cieszy wyjątkowo to fakt, iż oba te wydarzenia wiążą się z powrotami starych, sprawdzonych i uzdolnionych artystów. To jest moje antidotum na miernotę i sieczkę, która nas tak często zalewa czasem i dusi...
"My body is a cage" stanowi punkt kulminacyjny tej płyty.
Jakże cudownie byłoby znaleźć się w świecie wzruszająco wrażliwych facetów, w świecie opisanym przez tę płytę!
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji