"Ludzie z góry zakładają, że moja twórczość jest depresyjna, podczas gdy wystarczy wsłuchać się w moje teksty, zeby zrozumieć ich przewrotność i dowcip. (...) Kiedy postanowiliśmy, że jedynymi dźwiękami na tej płycie będzie gitara akustyczna i mój głos, wiedziałem, że najważniejsze są teraz po prostu dobre kompozycje" - wspomina syn Boba Dylana, który na swoim koncie ma już sukcesy wokalne w zespole The Wallflowers i przebój One Headlight. Mimo pozornie surowych aranżacji debiutancki krążek Seeing Things, fragmentami posępny, gdzie indziej za to nad wyraz optymistyczny - wciąga i skłania do refleksji każdego, kto poświeci mu choć chwilę.
Skromne muzykowanie młodego Dylana
(2008-10-01)
Browne
Więcej o recenzencie
To nie jest wielka płyta, ani nawet zbyt długa, może nawet specjalnie znacząca, ale przykuwa uwagę poetyką, obraną konwencją akustycznego grania, chwilami niemal ascetycznego w stylu ojca Jakoba Dylana w pierwszych latach działalności. Jakob, obdarzony fajnym, matowym głosem napisał właściwie piosenki, które swobodnie mogłyby w dynamiczniej zagranych wersjach znaleźć się w katalogu jego The Wallflowers. Tyle że pozostawił je w surowej formie, gdzie najważniejsza jest muzyczna opowieść, skromny akompaniament gitary akustycznej, rzadziej pełniejszego składu. Minimum środków wyrazu też może być walorem, czego dowodzi np. "I Told You I Couldn't Stop". Bogatsze brzmienie jednak też się zdarza np. w "All Day And All Night", gdzie jaśniejsze folkowe inklinacje przeplatają się z tradycją bluesa. Zarówno na gitarze jak i basie autor zagrał sam, w kilku miejscach pomaga mu tylko trójka zaproszonych muzyków, przez co album "Seeing Things" ma niemal domową, intymną atmosferę. Właściwie w tym jego siła, bo piosenkom niczego nie brakuje, ale nie będą też wielkimi hitami, nawet te które wydają się mieć akcenty rozłożone na tyle prosto by dało się je zanucić: "Evil Is Alive and Well" czy "Something Good This Way Comes". Dziwne byłoby jednak gdyby ktoś na komponowanie i śpiew młodego Dylana wyrzekał, bo to zupełnie spontaniczna pozycja w jego katalogu, świeża i urokliwa. Tak naprawdę odsłania go kompletnie jako twórcę, który nie może ukryć się za studyjną maszynerią, brzmi naturalnie, niemal podsuwa nam swój notatnik z tekstami, czy zapisane dopiero co w brudnopisie nuty. I bynajmniej nie jest to zarzut, bo Jakob wychodzi z takiego zamierzenia obronną ręką. Zadziwia tylko obecność za stołem mikserskim Ricka Rubina, mistrza cięższych brzmień, uznanego producenta, który podejrzewam był dobrym duchem wydawnictwa, ale sam niewiele miał do roboty. Udało mu się przy muzyce Jakoba Dylana z solowej płyty na szczęście nie mieszać. Ciekawa jest przyszłość The Wallflowers, czy muzyk rozsmakuje się w graniu na własny rachunek, czy jeszcze odnowi szyld z którym odniósł sukcesy? W końcu pokusa jest spora, a jeśli nadal będzie rozwijał skrzydła w kierunku jaki można usłyszeć choćby w piosence "Will It Grow", to warto czekać. W tym cudownie zwiewnym momencie płyty stał sie konkurentem dla mistrzów w rodzaju Bruce'a Springsteena czy Neila Younga, proponując równie przekonującą muzykę.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji