Wódz Apaczów Winnetou i dzielny Old Shatterhand wyruszają wraz z przyjaciółmi na poszukiwanie opuszczonych kopalń srebra.
Dalsza ich eksploatacja mogłaby przynieść ogromne zyski.
Szybko okazuje się, że na podobny pomysł wpadł Kornel Brinkley i jego banda.
Rywalizacja między mężczyznami przybiera na sile, a rudowłosy Kornel nie waha się użyć wszelkich podstępów, dążąc do celu.
Komu ostatecznie przypadną skarby ukryte w niedostępnych górach?
Czy Indianie zdołają ochronić swój teren i pokłady srebra przed zakusami bladych twarzy?
Mówiąc jednym słowem: westman
(2011-08-01)
Jerzy
Lengauer
Więcej o recenzencie
Bezwzględnie należy podkreślić, że „Skarb” różni się zdecydowanie od „Winnetou” i „Old Surehanda”. Należy pamiętać, że w obu tych powieściach narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Narratorem i głównym, pomimo sugestii tytułowych, bohaterem jest Old Shatterhand. “Skarb” ma narratora w trzeciej osobie, zaś Old Shatterhand i Winnetou pojawiają się dopiero w mniej więcej połowie powieści. Pierwszy z nich wprawdzie pełni przez kilkadziesiąt stron dość ważną rolę, to jednak potem oddaje pole innym. Winnetou z kolei jest sprowadzony do roli statysty. O ile w „Winnetou” May przy pomocy swojego alter ego – Old Shatterhanda przedstawia czytelnikowi dzieje wodza Apaczów Mescalero, zaś w „Old Surehandzie” dzieje także bohatera tytułowego, to w „Skarbie w Srebrnym Jeziorze” już bez niczyjej pomocy opisuje przygody ostatniego z wymyślonej przez siebie „Wielkiej Czwórki”. Mowa o Old Firehandzie. Karol May znalazł upodobanie w tworzeniu przydomków westmanów z przymiotnikiem „stary”, oznaczającego tutaj raczej „legendarny”, „doświadczony”, albo przybierającego formę rzeczownika. Czytelnik pamięta przecież „Old Wabble’a” czy „Old Deatha”. Czasami w tekście brzmi to śmiesznie, gdy któryś z białych zwraca się do naszego bohatera per „Mr Shatterhnad” czy „Mr Firehnad” – „Panie Grzmocąca Ręka”, „Panie Ognista Ręka”. To niezaprzeczalny urok powieści. Podział na dobrych i złych jest jasny jak słońce. Żaden z Indian, oprócz Apacza i obu Niedźwiedzi, nie dostąpił zaszczytu stania się bohaterem. Cóż, to jeszcze epoka literacka przed takimi książkami jak „Pochowaj me serce w Wounded Knee”, czy „Ishi: Człowiek dwóch światów”, które diametralnie zmienią postrzeganie Indian i Ameryki Północnej XIX. i początku XX. wieku. Ale dzięki temu od czytelnika nie wymaga się rozumienia kulturowo-historycznych niuansów. W książce jest dość prosto: Utah są tymi niedobrymi, Navajo to sprzymierzeńcy pozytywnych bohaterów. Żeby było kolorowo w opisywanych przygodach Karol May tworzy kilka wyrazistych postaci wodzów i wojowników. Pisarz jasno wartościuje uczynki. Wyraźnie rysuje postacie. Fabułę kreśli dość infantylnie. Czasami można dostrzec nielogiczności w jej nurcie. Nie ma to jednak wpływu na obraz Dzikiego Zachodu. Nie jest on cukierkowy, ponieważ autor nie ucieka od makabrycznych opisów mordów, walk, porwań, kradzieży, co było kwintesencją w XIX wieku pomiędzy Wschodnim a Zachodnim Wybrzeżem Ameryki Północnej. May stara się przywołać jak najbardziej realny wachlarz postaci mieszkających, włóczących się, polujących na tym obszarze: farmerów, ranczerów, pracowników kolei, trampów, rafterów, westmanów, Indian. Przygody stara się umieszczać wszędzie, gdzie, jego zdaniem, mogli dotrzeć, przebywać bohaterowie. Do znanych z poprzednich jego książek dorzuca w „Skarbie” parowiec płynący po Arkansasie.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Dla tego wydania: ocena najniższa !
(2011-06-15)
wesstman
Więcej o recenzencie
Dlaczego w Polsce nikt nie może wydać "Skarbu w ..." i innych tytułów May'a porządnie i od nowa, w nowych przekładach, dokonanych wprost z tekstów opartych na niemieckich pierwodrukach ?? Czy naprawdę nigdy nie będzie Polakom dane zapoznać się z prawdziwym tekstem pisarza ?? Rodowód polskiego tłumaczenia "Skarbu" sięga wydania z lat 1925-26 warszawskiej spółki wydawniczej "ORIENT", które to wydanie było już poważnie skrócone o około 200 stron i na dodatek tłumaczone z przeróbki dokonanej przez Karl May Verlag !!! Oryginalny tekst, oparty na pierwodruku (wg edycji niemieckiej wydawnictwa WELTBILD), liczy ponad 600 stron drobnego druku na większym formacie książkowym !!!, czyli wychodzi na to , że polska edycja jest skrócona około 300 stron (licząc czcionkę i rozmiar kartki).
To jest wstyd, żeby w takim kraju jak Polska, żadne wydawnictwo nie wydało do tej pory nowego, pełnego przekładu tej jednej z najsłynniejszych książek przygodowych na świecie !
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji