W najnowszej powieści Marcin Wroński raz jeszcze zabiera nas do Lublina. Przedwojennego i powojennego. Rok 1945. Oskarżony o współpracę z hitlerowcami komisarz Maciejewski trafił do lubelskiego Zamku, w którym od kilku miesięcy jest rozpracowywany i przesłuchiwany przez okrutnego majora Grabarza. Towarzyszem Zygi w celi jest Adam Duski, który przed laty był świadkiem w sprawie samobójstwa w Lubelskiej Wytwórni Samolotów. Ponura atmosfera więziennych murów wywołuje falę wspomnień i skłania do rozmów. Maciejewski znajduje się w ciężkim położeniu, jego życie wisi na włoscku. W marcu 1936 roku Zyga Maciejewski otrzymał wezwanie do fabryki samolotów, w której znaleziono ciało martwego strażnika. Z zeznań świadków wynikało, że przyczyną samobójstwa była nieodwzajemniona miłość do pewnej kobiety. Z pozoru wszystko wydawało się jasne, jednak gorączkowe starania wywiadu wojskowego, zmierzające do jak najszybszego zakończenia śledztwa, dają komisarzowi do myślenia. Drobiazgowe dochodzenie odsłania mroczną tajemnicę...
Patriotyzm lokalny kontra...
(2012-02-28)
katta
Więcej o recenzencie
Książka pełna zagadek. Nie wiadomo, czemu w charakterze kolorytu lokalnego występują ujadające skundlone psy. Nie wiadomo, czy swoboda obyczajowa Berlina z dwudziestolecia aż w takim stopniu przeniknęła Lublin i relację Róża – Maciejewski. Nie wiadomo, czemu skala przemytu kokainy w dwudziestoleciu międzywojennym przypomina współczesność. Nie wiadomo, czemu polski wywiad zadaje się z niemiecką szansonistką, która ma kontakty z nazistowskim dyplomatą. Gra operacyjna? Nie wiadomo, czemu ma służyć popularyzacja "lustra fenickiego" w miejsce "weneckiego", które, choćby niesłuszne, ale zadomowione jest w kryminałach. Nie wiadomo, „co Autor miał na myśli” odwołując się do anglosaskiej teorii literatury i terminu historical fiction bez związku z definicją gatunku. Nie wiadomo, co w posłowiu mają znaczyć anglojęzyczne wtrącenia, których każdy zdeterminowany łowca wypaczeń mógłby uniknąć na rzecz polszczyzny. Nie wiadomo, czemu intryga i fabuła są poszatkowane –eksperyment formalny? Śledczy duch IPN-u unosi się nad książką. Nie wiadomo, czy wątek zagrabionej niesłusznie własności jest główną myślą przewodnią utworu, choć takiej sugestii można ulec czytając ostatnie kartki. Nic nie wiadomo. Do samego końca. A nawet dłużej... Ale chociaż Lublin w tle!
(2 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji