Pomysł Słownika wyrósł z doświadczeń przeciwstawnych: z poczucia bogactwa i z poczucia niedostatku. Terytorium schulzologii powiększa się coraz bardziej. Ten rozrost wyraża się w mnogich, nierzadko ekscentrycznych interpretacjach. Słownik stara się ukazać rozległość i wielotorowość myśli schulzologicznej. Składa się na niego blisko trzysta haseł omawiających nie tylko "życie i twórczość" Schulza, ale też "legendę" pisarza i "recepcję" jego dzieła.
Przewodnik i przygoda
(2007-06-25)
Łukasz
Najder
Więcej o recenzencie
Pierwsza lektura Brunona Schulza – spełniona ze szkolnego obowiązku – obudziła we mnie ognistą ochotę na poznanie wszystkiego, co wyszło spod pióra tego natchnionego twórcy. Ta pierwsza lektura spowodowała pożar, który płonie do dziś, palącą potrzebę badania, zgagę ciekawości. Ale nie chcę – nigdy nie chciałem – ugasić mojego pragnienia. Dlatego tak często, tak często i z taką przyjemnością, powracam do świata powołanego gestem i głosem tego skromnego człowieka, tego potężnego Demiurga. Dlatego po „Sklepach cynamonowych” poznałem „Sanatorium pod Klepsydrą”, a po obu zbiorach opowiadań, pełnoprawnych planetach obracających się na literackim firmamencie, jeszcze i nieukończone konstelacje utworów rozproszonych, drogę mleczną korespondencji, zabójcze meteory jego pism krytycznych. Oprócz tego panoptikum grafik. I historię życia – tę dramatyczną doczesność, którą rozpoczął epicki płacz najmłodszego, trzeciego dziecko Jakuba Schulza, kupca bławatnego, a zwieńczył krótki okrzyk i kula nazistowskiego oprawcy. Lecz poruszanie się na własną rękę – i obie ruchliwe nogi – po schulzowskim uniwersum nie jest zajęciem łatwym, prostą czynnością, zwięzłym przeciągiem czasu – to raczej nieskończona podróż, podczas której winno się kierować raz płochą intuicją, a raz porządną mapą – to ogarniać ogrom całości, to znowuż wnikać w miąższ detali. Przed zapuszczeniem się w głąb tej krainy, warto uzbroić się w parę pożytecznych przedmiotów – warto zatem zabrać ze sobą „Słownik schulzowski”. To pozycja godna polecenia i uwagi. Propozycja, której nie sposób odmówić. Uniwersalne narzędzie – które jest i kluczem do wielu drzwi, i pochodnią, przed którą pierzcha demon mroku, i nicią, która umożliwi nam lawirowanie po labiryncie. Słownikiem można się posługiwać na wiele sposobów – podążać szerokim traktem lektury linearnej, powoli piąć się po stopniach alfabetycznej gradacji, bądź to błąkać się jego sekretnymi ścieżkami, hasać od hasła do hasła – utwardzoną drogą zmierzać do celu lub też kręcić się i kluczyć kilometrami korytarzy, podejmować ryzyko daremnego duktu (a tylko takie wiodą do serca sekretu) albo poczekać na zorganizowany transport gotowych przyczynków i odsyłaczy. Klarowna polszczyzna, mnogość tematów, rój reprodukcji, piękno samego wydania. Polecam.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji