-
-
-
-
Jo.& Co
- Anna Maria Jopek
-
cena:
33,49
zł
-
-
Pełny opis produktu: Soldier Of Love
Średnia ocena z 10 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Sade
- Firma fonograficzna:
-
Sony Music
, Luty 2010
- Nr katalogowy:
- 88697638812
- Sprawdź inne tytuły:
-
Sade
"Soldier Of Love" to długo oczekiwany album SADE - jednego z najsłynniejszych głosów w historii muzyki, wokalistki mającej na koncie ponad 55 milionów sprzedanych płyt i kilka pokoleń zaprzysięgłych fanów.
Album wyprodukowany przez sam zespół oraz wieloletniego współ-producenta SADE - Mike'a Peli - zawiera 10 utworów, które łączą możliwości nowoczesnego studia nagraniowego z brzmieniem, do którego Sade przyzwyczaiła nas w takich hitach jak "Smooth Operator", "No Ordinary Love", "Your Love Is King" czy "King of Sorrow".
Wszyscy, którzy mieli okazję słyszeć już ten album, zgodnie twierdzą: mamy do czynienia z "come-backiem" roku. Całość promuje tytułowy i dość rewolucyjny w porównaniu z całą płytą singiel "Soldier Of Love".
Płyta w wersji standardowej oraz Eco-Style (wydanie w ekologicznym opakowaniu i specjalnej cenie).
| Posłuchaj utworów: |
MP3 |
WMA |
| 1. The Moon And The Sky |
 |
 |
| 2. Soldier Of Love |
 |
 |
| 3. Morning Bird |
 |
 |
| 4. Baby Father |
 |
 |
| 5. Long Hard Road |
 |
 |
| 6. Be That Easy |
 |
 |
| 7. Bring Me Home |
 |
 |
| 8. In Another Time |
 |
 |
| 9. Skin |
 |
 |
| 10. The Safest Place |
 |
 |
- Soldier Of Love
- Wykonawca:
-
Sade
Lepsza od innych gniotów na rynku
(2010-02-11)
Svenska
Więcej o recenzencie
Można się przyczepić do Sade, że nie jest to płyta rozkładająca na łopatki. Niektórzy twierdzą, że Sade jest taka, jak była. Ale czy rzeczywiście ? Czy może promocja tak rozdmuchała nadzieje, że do końca nie umiemy spojrzeć obiektywnie na płytę...?
Tymczasem Sade zaskakuje nowoczesnym brzmieniem choćby w niespokojnym Soldier of Love. Proponuję ten utwór posłuchać na słuchawkach - rewelacja! Klimatyczne "Babyfather" czy "Bring me home" wprawiają w odpowiednie samopoczucie. Oczywiście pobrzmiewaja również echa dawnych płyt Sade i nostalgii z nich płynącej. Na tle całej tej papki serwowanej przez większość współczesnych młodych artystów, płyta jest inna, a przede wszystkim nie jest zlepkiem gniotów z mechanicznym podkładem. Zanim płytę skrytykujemy, zastanówmy się, czego od Sade tak naprawdę oczekiwaliśmy. Jeżeli młócki, to dobrze, że płyta jest taka, jak jest. Ja jedynie żałuję, że Sade nie odwarzyła się bardziej skierować muzyki w stronę właśnie Soldier of Love. I jedną gwiazdkę odejmuję za ten właśnie brak odwagi.
(1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Wieża melancholii
(2010-02-09)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Sade, to wciąż absolutne zjawisko dla pięknych-trzydziesto i czterdziestoletnich. Najprawdziwsza ostoja wytchnienia dla rozdartych uczuciowo, przepracowanych biznesmenów oraz nieosiągalne apogeum kobiecości dla przeważającej liczby pań, nie tylko w średnim wieku. Ta posągowo piękna, egzotyczna wokalistka o ciepłym głosie, wyśpiewuje wciąż, te swoje smutne wersy a towarzyszy jej jak zwykle oszczędna, wyciszona muzyka. "Soldier Of Love", jest jednak albumem zastanawiającym na tle współczesnych trendów, aczkolwiek doskonale wpisuje się zarówno, w kanon retro-recyklingu, tudzież kolejny raz potwierdza tezę, iż pop nie musi być z góry przewidywalnym banałem. Jak zwykle mamy do czynienia z niespiesznymi kompozycjami, pełnymi przestrzeni, zwartymi formalnie, będącymi również połączeniem wszystkich dotychczasowych wcieleń Sade Adu. "The Moon And The Sky", "Long Hard Road" oraz cudny "Skin", to fragmenty, które mogłyby się znaleźć zarówno w repertuarze doskonałego albumu "Love DeLuxe" jak i "Lovers Rock". Samplowane, jednostajne rytmy oraz rozlane brzmienia gitar, budują oniryczną mekkę niedopowiedzenia. Ale po drodze mijamy niby-reggowy, pogodny hymn "Babyfather" oraz poruszające, emocjonalno-nostalgiczne frazy spod znaku "Morning Bird" oraz finałowy "The Safest Place". Tytułowa kompozycja, to rwany rytm, mocne wejścia sekwencerów oraz samplowanych gitar - totalna opozycja w stosunku do zadumanych songów i niezbyt dobry reperezentant całości podobnie jak bardziej ruchawy "Bring Me Home". Zaskakują za to neo-soulowe, tradycyjne ballady, ("Be That Easy", "In Another Time"). W tej drugiej kompozycji pojawia się nawet dawno niesłyszany saksofon i mamy drugi "Your Love Is King", XXI wieku. Bardzo urodne i ulotne to wszystko a przez cały czas trwania płyty doświadczamy nieodpartego wrażenia, że czas zatrzymał się na moment w miejscu.
(6 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Luxusowa nuda
(2010-02-09)
Mumin
Więcej o recenzencie
Bardzo czekałam na tę płytę,pełna obaw o to, co Sade zrobi ze swoją muzyką, w którą stronę pójdzie. I moim zdaniem nie zrobiła nic.
Jeśli ktoś przywykł do eleganckiego brzmienia , do którego nas przyzwyczaiła Pani Adu i jej zespół i nie oczekuje niczego więcej - to płyta przypadnie mu do gustu.
Sterylne brzmienie pop z elementami jazzu i soulu, tylko na moment odważa się na reggowe "Babyfather" , czy nieśmiałe r'n'b pod koniec "Moon and the Sky" - to trochę za mało jak na tak doświadczoną wokalistkę.
Nie wiem ,czy jest to celowe zamierzenie-trzymanie się sprawdzonej formuły, by smakować jak dobre stare wino na tle wszechobecnych "młodziaków" , czy też po prostu Sade nie stać już na nic innego i sprzedaje nam stale tę samą bezpieczną pralinę, z tymi samymi muzykami i producentem. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu utwór tytułowy - po prostu najbardziej różni się od pozostałych słodkości. Szkoda ,że nie znajdziemy na płycie perełek w stylu "Smooth Operator" czy "The Sweetest Taboo" i obawiam się,że nic podobnego się już Sade po prostu nie przydarzy, biorąc pod uwagę częstotliwość wydawania przez nią płyt- 6 płyt w ciągu 25 lat działalności- może po prostu nie ma się więcej do powiedzenia , albo unika się muzycznego gadulstwa. W każdym razie chciałoby się czegoś więcej...
(6 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
La Sztampa
(2010-02-08)
papabear
Więcej o recenzencie
Z nadzieją oczekiwałem na tę płytę. Im dłużej czekałem, tym większe rozczarowanie mnie spotkało. Sade śpiewa bez przekonania, aranżacje są sztampowe, nagrania wypełnione pulsującym i zwykle dominującym basem. Gdzie się podziała eteryczność, za którą tak Sade sobie ceniłem? Kolejna płyta, jakich wiele na półkach zalega. Brak tutaj ducha, dotknięcia Bożego palca. Nie to, żebym oskarżał Sade, że ta płyta genialna nie jest. Geniusz przejawia się tylko czasem. Ale muzyka zawarta na płycie jest nijaka, podobna do tysięcy innych. Oskarżam Sade, że zagubiła samą siebie.
(6 z 15 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Zdumiewająca Sade!
(2010-03-03)
Grzesio
Więcej o recenzencie
Sade należy do artystek, które wydają płytę wtedy, kiedy czują, że pragną podzielić się ze słuchaczami refleksjami zrodzonymi z doświadczania świata i człowieka. Podobnie jak Kate Bush czy Enya, Sade wydaje albumy bardzo rzadko, na których muzyka jest konsekwencją obranego stylu. Artystka takiego formatu nie potrzebuje eksperymentów muzycznych, akceptowania istniejących obecnie trendów i mód, które irytują banałem i pustką. Sade po raz kolejny zdumiewa i zadziwia dojrzałością warsztatu, przemyśleń, diagnoz, które stawia ludzkiej egzystencji. Żyjmy tak, aby cud istnienia przypominał dzieło sztuki, twórzmy siebie tak, jak artysta, który gra melodię - zdaje się mówić Sade. "Soldier of Love" to trochę nostalgiczna, trochę melancholijna opowieść o wielowymiarowym dramacie w żywiole prawdy, dobry i piękna. Największą wartością tej płyty jest wierność, którą Sade dochowuje sobie i swoim odbiorcom. My, wielbiciele jej talentu, kochamy ją właśnie za te pastelowe barwy dźwięków i słów. Takiej Sade potrzebujemy, właśnie takiej Sade potrzebuje świat, o czym świadczy zaskakująca wszystkich niebywała sprzedaż tego autorskiego i jakże niekomercyjnego krążka. Ludzie chyba zaczynają budzić się z letargu współczesnego muzycznego banału i pragną wniknięcia w choćby namiastkę nadrzeczywistości. Muzyka Sade daje taką możliwość. Mnie o metafizyczny dreszcz przyprawia pieśń "Morning Bird". Jest dla mnie otwarciem horyzontu międzyludzkiego doświadczenia. Pokochałem tę płytę, która musi wystarczyć na kilka długich lat. Polecam!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Never As Good As The First TIme
(2010-02-17)
Grzechoo
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Najpierw pojawił się tytułowy singel „Soldier of Love” o brzmieniu zupełnie nietypowym dla Sade. Żadne leniwe, spokojne, bujające klimaty. Wydawać by się mogło, że to wręcz owoc współpracy z Massive Attack. Potem pojawił się cały album. Otwierający go utwór „The Moon And The Sky” to klasyczne klimaty do jakich nas przyzwyczaiły jej wcześniejsze płyty. Podobnie dobrze słucha się „Long Hard Road” czy „In Another Time” oraz „Skin”. Jednak jeśli miałbym polecić komuś tylko jeden album Sade na pewno nie byłby to ten. Myślę, że „Love Deluxe” czy debiutancka „Diamond Life” są dużo lepsze. Nie znaczy to, że „Soldier of Love” to zła płyta. Po prostu to kolejna miła płyta Sade, a pokazała, że potrafi też nagrywać płyty genialne. Myślę, że gdy minie już pierwsza radość wywołana 10 nowymi piosenkami po 10 latach, jednak częściej sięgnę po jej starsze albumy, niż po ten.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Królowa powróciła
(2010-02-14)
Andrzej
Młynarczyk
Więcej o recenzencie
Czekałem na to ponad 9 lat. Odkąd się dowiedziałem, że będzie płyta chciałem wyrwać kartki w kalendarzu, żeby już był 8 luty. Warto było. W sumie nawet nie wiem co pisać. Płyta jest po prostu taka jak Sade – boska. Nie mogę się zgodzić z zarzutami, że taką płytą Sade nie zdobędzie nowych słuchaczy. I słusznie. Dotąd nie mogę wybaczyć, że Pan Lionel Richie właśnie chciał się mizdrzyć do coraz młodszych odbiorców. Na zdrowie mu to nie wyszło. Królowa nie potrzebuje nowych, ponieważ ma całe rzesze starych wielbicieli. Za to między innymi należy się 5 gwiazdek, że nie nagrała utworu z jakimś Akonem czy Justinem Timberlakiem. Chwała jej za to i wielkie dzięki za te 10 utworów. Z niecierpliwością czekam na koncert.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji